Siłaczka na ugorze

Jacek Zalewski
24-07-2007, 00:00

Trzydniowa żałoba po tragicznej katastrofie polskiego autokaru we Francji w naturalny sposób przytłumiła żar polityczny — jednak nie zagasiła. Zapowiadane jako rozstrzygające posiedzenie Rady Politycznej PiS odwlecze się, ale nie uciecze. Prezes/premier Jarosław Kaczyński nie zamierza ustępować przystawkom i wyklucza powoływanie komisji śledczej w sprawie Centralnego Biura Antykorupcyjnego, co pachnie skróceniem kadencji. Jeśli jednak wniosek nie zbierze co najmniej 307 poselskich głosów, to będzie trwał — teoretycznie nawet do końca kadencji! — mniejszościowy gabinet PiS. W tym kontekście łatwiej zrozumieć wczorajsze powołanie Elżbiety Jakubiak na ministerialne stanowisko wakujące po Tomaszu Lipcu.

O nominacji najwierniejszej współpracowniczki Lecha Kaczyńskiego, która przez pięć lat zajmowała się głównie pilnowaniem jego kalendarza, wiadomo było od dawna. Sporą niespodzianką stało się natomiast powołanie jej na ministra sportu i turystyki. To nie tylko zwyczajne rozszerzenie nazwy, jego prawnym następstwem będzie wyjęcie całego działu administracji rządowej „turystyka” z Ministerstwa Gospodarki i przerzucenie go do nowego resortu, który dzisiaj zostanie utworzony rozporządzeniem Rady Ministrów.

W swoim dziennikarskim życiu zaliczyłem już wiele reorganizacji, małżeństw i rozwodów sportu z turystyką. Przez dziesięciolecia PRL obie branże stały pod jednym dachem przy ulicy Litewskiej w Warszawie. III RP uznała turystykę za zwyczajną dziedzinę gospodarki i na stałe — a przynajmniej tak się wydawało — odpępniła ją od kultury fizycznej, którą z kolei przyklejano do edukacji. A jednak historia zatoczyła wieloletnie koło i wróciła na dawne pozycje — doczekaliśmy reaktywacji Głównego Komitetu Kultury Fizycznej i Turystyki, z tym że w wyższej konstytucyjnej randze Ministerstwa Sportu i Turystyki. To kolejny dowód, że IV RP darzy PRL głębokim siostrzanym uczuciem.

Nowa minister otrzymała dodatkowe zadanie skoordynowania przygotowań do EURO 2012. Przypomnijmy, że od chwili otrzymania przez Ukrainę i Polskę organizacji tej prestiżowej imprezy to już kolejny mocny człowiek Prawa i Sprawiedliwości, którego cudotwórstwo ma nam zapewnić powodzenie. Tym pierwszym był Przemysław Edgar Gosiewski, który menedżerskie i inwestorskie kwalifikacje potwierdził wybudowaniem peronu we Włoszczowie. Niestety, zanim zdążył błysnąć na odcinku EURO, poszedł między wicepremiery. Jego następczyni jawi się, według słów dotychczasowego szefa, kobietą renesansu — ostatnio w prezydenckiej kancelarii była z konieczności także ministrem od spraw zagranicznych.

Biorąc pod uwagę ogrom stojących przed minister Jakubiak zadań, powinna ona mieć kwalifikacje „Siłaczki”. Jak pamiętamy, Stefan Żeromski w swoim opowiadaniu skontrastował idealizm z twardą rzeczywistością. Jego tytułowa bohaterka na końcu przegrywa i zostaje skazana na zapomnienie, przytłoczona brakiem możliwości realizacji życiowego celu. Działaniom powołanej wczoraj minister będziemy przyglądać się z życzliwą neutralnością, ale coś się nam zdaje, że gdy na Stadionie Narodowym w Warszawie w 2012 r. może odbywać się będzie otwarcie piłkarskich mistrzostw Europy — kibice będą o niej pamiętać tak jak o bohaterce Żeromskiego.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Siłaczka na ugorze