Skarga przeciw Panu Bogu

Michał Mizera
opublikowano: 2009-02-13 00:00

Przedstawienie-weteran. "Ja jestem Żyd z Wesela" w krakowskim Starym Teatrze. Premiera odbyła się w grudniu 1994 r. To jeden z najdłużej granych spektakli w Polsce. Nie bez powodu. Dobry tekst, szlachetne aktorstwo, niebanalne uzupełnienie dla ambitnych polonistek omawiających "Wesele" Wyspiańskiego w szkole. Tak, to z pewnością przesądziło o sukcesie. Ale jest jeszcze coś nieuchwytnego. Krakowska atmosfera? Literacka anegdota? Wzruszenie i refleksja, towarzyszące przedstawieniu? Aż chce się wracać na ten spektakl.

Pewnie to zasługa reżysera Tadeusza Malaka i zarazem odtwórcy roli adwokata Filipa Waschütza. Do niego zgłosił się z prośbą o pomoc niejaki Hirsz Singer. Tak, słynny Żyd z "Wesela", ojciec Racheli. Jego prawdziwe losy w niczym nie przypominają powodzenia sztuki, a mimowolny udział w tym sukcesie stał się dla niego przyczyną samych życiowych klęsk. Jerzy Nowak gra tytułową postać oszczędnie, w skupieniu, po tylu latach można rzec: w całkowitym scaleniu ze sceniczną postacią. O takich kreacjach mówi się "rola życia". Słucha się jego opowieści z zapartym tchem, raz ze współczuciem, raz z uśmiechem. Nowak potrafi balansować między śmiesznością swojego bohatera a powagą sytuacji, w jakiej się znalazł. Jego skarga na świat jest zwrócona tyleż przeciwko panu Wyspiańskiemu, ile przeciw Panu Bogu. Ile w niej autentycznego żaru, cierpienia, krzywdy i wiary w to, że sprawiedliwość musi kiedyś nastąpić. Nawet jeśli nie jest ona mierzona ludzką miarą.

Niespełna godzinne obcowanie ze starym dobrym teatrem. I świadectwo tego, że literatura i życie to najczęściej dwa odrębne światy.

Michał Mizera

krytyk teatralny

Możesz zainteresować się również: