Sklepy Ambry będą na plusie

GRA
opublikowano: 19-02-2009, 00:00

Winiarska spółka tnie koszty na wszystkich rynkach. Cieszy się z wyników sieci sklepów. Będzie je rozwijać.

Winiarska spółka tnie koszty na wszystkich rynkach. Cieszy się z wyników sieci sklepów. Będzie je rozwijać.

Drugie półrocze roku obrotowego 2008/2009 (czyli okres styczeń-czerwiec) upłynie Ambrze pod znakiem cięć. I to na wszystkich rynkach i w wielu obszarach.

— Na polskim rynku koszty operacyjne zmniejszą się o 3 mln zł. Oszczędzimy m.in. na kosztach zarządu i lepszej organizacji sieci naszych sklepów winiarskich. O 8 mln zł zmniejszymy też zapasy — zapowiada Robert Ogór, prezes Ambry.

W Czechach i na Słowacji cięcia operacyjne dadzą dodatkowe 4 mln zł oszczędności, a zmniejszenie zapasów — kolejne 8 mln zł. Redukcje nie ominą też biznesu Ambry w Rumunii. Wydatki na marketing spadną tam o 1,5 mln zł, a w wyniku zwolnień zatrudnienie zmniejszy się o 75 osób (do 135 pracowników).

— Cięcia w Rumunii dadzą nam 1 mln zł oszczędności w tym półroczu, ale pełne efekty będą widoczne dopiero w roku obrotowym 2009/2010 — zapowiada Robert Ogór.

W efekcie w tym półroczu zysk operacyjny powinien być zdecydowanie lepszy od wyniku takiego samego okresu w poprzednim roku. Po pierwszym półroczu Ambra ma 31,8 mln zł skonsolidowanego zysku operacyjnego, co oznacza spadek o 5 mln zł (-13,7 proc.).

— W tym półroczu spokojnie nadrobimy te 5 mln straty — zapewnia Piotr Kaźmierczak, dyrektor finansowy Ambry.

Szczególnie dobre perspektywy zarząd widzi przed siecią sklepów winiarskich, którą rozwija już od trzech lat i które wreszcie zaczęły przynosić zysk (po pierwszym półroczu sieć ma 1,1 mln zł zysku netto i liczy 15 lokalizacji).

— Cały rok obrotowy sklepy też zakończą z wyraźnym zyskiem. Nasze plany na ten rok kalendarzowy zakładają otwarcie 3-4 nowych lokali w dużych centrach handlowych. Średni koszt otwarcia jednego z nich wynosi około 300 tys. zł — szacuje Robert Ogór.

Zarząd Ambry ostrzega, że inwestorzy nie powinni liczyć na szybką sprzedaż nieruchomości w Czechach i w Rumunii.

— W Czechach mamy do sprzedania zakład produkcyjny, którego rynkową wartość szacujemy na około 1,8 mln EUR. Na zawarcie transakcji dajemy sobie dwa lata. Chcemy też zbyć nieruchomość w Rumunii, ale przy obecnym rynku trudno znaleźć inwestora na tak duży projekt — ocenia Robert Ogór.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: GRA

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu