Turystyczne wyjazdy z Polski koncentrują się w zachodniej części Ukrainy. Tymczasem w sensie gospodarczym i politycznym najważniejsza w tym państwie jest część wschodnia — zurbanizowana i przemysłowa. To tak jakby ktoś chciał poznać Polskę, wjeżdżając od strony Sejn i docierając aż do Białegostoku (niczego nie ujmując tym pięknym stronom)...
Jest coś zawstydzającego w tym, że o sąsiednim państwie, przy tym rozleglejszym i ludniejszym od naszego, mówi się w Polsce i pisze jak o nieznanych wyspach na antypodach. Przyjęło się, że Polak chętniej jedzie do Grecji, Tunezji czy Hiszpanii niż do Czech, na Ukrainę i Litwę. Przypadek Ukrainy jest szczególny, bo spośród wszystkich sąsiadów Polski to kraj najbliższy jej kulturowo. I mentalnie, choć tego typu powinowactwa to, rzecz jasna, kwestia bardzo osobista. Ważniejsze, że Ukraina ma wielkie obszary przepiękne fizjograficznie i przyrodniczo. Wraz z dziesiątkami wartych zobaczenia zabytków tworzą zestaw atrakcji, który zdecydowanie góruje nad ewentualnymi niewygodami podróży czy pobytu. Cóż, kto chce przez dwa tygodnie leżeć i pachnieć w pięciogwiazdkowym kurorcie, niech rzeczywiście wybiera którąś z rivier. Ukraina nadaje się przede wszystkim do turystyki typu poznawczego — objazdowej i aktywnej.
Na początek: powierzchnia Ukrainy przekracza 600 tysięcy kilometrów kwadratowych, jest więc prawie dwukrotnie większa od Polski. Zaludnienie sięga 50 mln mieszkańców (choć z wolna spada), jest tu 5 miast milionowych i jeszcze kilka rzędu 500-800 tysięcy. Nie da się podczas urlopowego wyjazdu, nawet najbardziej intensywnego, poznać „całej Ukrainy”. Planując tam podróż, zdecydujmy więc, który region odwiedzimy. Oto kilka możliwości.
Traktowany jak okno wystawowe Ukrainy; stanowi samoistny cel kilkudniowego wyjazdu. To wielka metropolia, rozpostarta po obu stronach szerokiego Dniepru. Na wysokim prawym brzegu (zachodnim, bo rzeka płynie tu z północy na południe), na efektownej skarpie leży historyczne centrum. Na brzegu lewym położone są mniej ciekawe blokowiska, ale także międzynarodowe lotnisko Boryspol (używamy w tym tekście, gdy to możliwe, polskich nazw geograficznych). Program minimum zwiedzania to zespoły klasztorno-cerkiewne: Ławra Peczerska, Sofia Kijowska i monaster Michajłowski, odtworzony niedawno po całkowitym zniszczeniu w czasach sowieckich, cerkiew i Zjazd (nazwa malowniczej ulicy) św. Andrzeja. Koniecznie też należy się przejść pryncypalną ulicą Chreszczatyk z bombastyczną stalinowską architekturą, nie robiącą wszakże odpychającego wrażenia i mającą już dzisiaj oficjalny status zabytku. Zwolennicy tzw. turystyki miejskiej zobaczą jeszcze odnowioną handlową dzielnicę Padół i rejon ulicy Włodzimierskiej z rekonstrukcją Złotych Wrót.
Kijów ma sprawną komunikację miejską i zadziwiająco wiele restauracji, knajpek i barów. Ta gastronomiczna obfitość jest zresztą cechą całej współczesnej Ukrainy. Zawsze i wszędzie ma się w zasięgu wzroku jakieś „kafie”. To skrót od „kafieterij”, ale — wbrew nazwie — da się tam nie tylko wypić kawę, ale i zjeść coś zasadniczego.
To — wraz z wybrzeżem czarnomorskim z Odessą — osobna część Ukrainy o odrębnej historii i kulturze, nawiązującej raczej do wpływów tureckich i tatarskich, a wcześniej greckich. Krym od dawna pozostaje celem przyjazdów tłumów Rosjan, ostatnio staje się modny także w Polsce.
Poza urokami samego wybrzeża z Jałtą, Eupatorią czy Teodozją obiektem pierwszoplanowym jest Bakczysaraj z zachowanym wielkim zespołem pałaców chanów. Kto pobędzie w milionowej Odessie, potwierdzi, że to miasto o swoistym nastroju. Na południe od niej leży — izolowana od reszty kraju — Besarabia z ważnymi historycznie miastami Izmaił i Białogród, w Polsce znanym bardziej pod nazwą Akerman.
Miasta ciężkiego przemysłu na wschodniej Ukrainie: Donieck z zagłębiem Donbas (kto słyszał o miastach Gorłowka czy Makiejewka, każde po 300- -400 tys. mieszkańców?), Dniepropietrowsk z sąsiednim Dnieprodzierżyńskiem, Zaporoże czy Krzywy Róg — to cele wyjazdu raczej dla koneserów historii gospodarczej.
Główne ośrodki tego obszaru uporządkowano ostatnio i odnowiono. To zresztą raczej ośrodki administracyjne i kulturalne. Wielki przemysł, wszystkie te stalinowskie kombinaty hutnicze i górnicze, rozrzucone są na wielkiej przestrzeni i ukryte w lasach. Widać je niekiedy na horyzoncie, dymiące niby na propagandowych afiszach sprzed półwiecza.
Leży na przecięciu większości wiodących z Polski szlaków. Pozostaje jedynym wielkim miastem na Ukrainie, którego urbanistyka i architektura ukształtowała się w modelu zachodnioeuropejskim. Lwów został dość podle zapuszczony za czasów sowieckich, a i dzisiaj zmiany są bardzo powolne. Ale, paradoksalnie, chyba właśnie dzięki temu możemy zobaczyć architekturę zakonserwowaną i pokrytą patyną kurzu, ale niezwykle nastrojową i urokliwą.
Nie trzeba mieć kresowych korzeni, by poddać się atmosferze, tworzonej przez perspektywy starych ulic i panoramy pełne kopuł i wież. Lwów jest przy tym miastem tętniącym życiem, z ulicami pełnymi ludzi i pojazdów. Mrowie knajpek zadziwia nawet jak na warunki ukraińskie.
Poza układem urbanistycznym Starego Miasta i jego otoczenia, do dokładniejszego „rozpoznania” kwalifikują sie cztery katedry (Łacińska, Wołoska, Ormiańska i greko-katolicka św. Jura), kamienice w rynku, odnowiony prospekt Szewczenki (d. ul. Akademicka), prospekt Swobody (Wały Hetmańskie) z operą i hotelem George, gmachy uniwersytetu i dawnego Ossolineum, Park Stryjski oraz oczywiście Cmentarz Łyczakowski. Nowicjuszowi w tych stronach taki zestaw zapewni potężną dawkę wrażeń.
Wizytę we Lwowie połączyć można z objazdem okolicznych miejscowości, w tym pełnej historycznych budowli Żółkwi oraz obiektów tworzących tzw. Złotą Podkowę na wschód i południe od Lwowa (to udane określenie wprowadzono dopiero ostatnio do folderów). Na szlaku Złotej Podkowy wyróżniają się: zamek w Olesku, zupełnie niezwykły — także z uwagi na swój stan... — pałac w Podhorcach, odnowiony zamek w Złoczowie, majestatyczne ruiny zamku w Starym Siole i zamek w Świrżu.
Ziemie pomiędzy Dniestrem a Bohem o najpiękniejszych chyba na Ukrainie krajobrazach. Nie sposób ominąć Kamieńca Podolskiego z imponującą twierdzą i fenomenalnym założeniem obronnym starego miasta, uformowanego przez naturalne zakole rzeki Smotrycz w kształcie litery omega. W bliskości Kamieńca leży twierdza Chocim (geograficznie to już Bukowina) oraz resztki obwarowań zamku w Żwańcu i twierdzy Okopy św. Trójcy. Będąc w tych stronach, warto zahaczyć także o Czerniowce — duże miasto o przeszłości rumuńskiej.
Wschodnia część Karpat, a zwłaszcza Huculszczyzna z Żabiem i Worochtą, do której bramą wypadową jest Kołomyja, to propozycja dla tych, którzy nad gwarne miasta przedkładają uroki przyrody. Uroków tych może być jednak w nadmiarze, gdyż stan zagospodarowania gór jest bardzo kiepski i często pozostaje liczyć na własne siły i zasoby. Po tym względem dla turystów zdecydowanie lepiej nadaje się Zakarpacie z Użhorodem i Mukaczewem.
Kilka wartych choćby rzutu oka miast leży wzdłuż lub w sąsiedztwie szosy Łuck-Tarnopol-Czerniowce. To, w kolejności od północy: Dubno, Krzemieniec w malowniczej dolinie wyciętej w płaskowyżu wołyńskim przez rzekę (poza widokami także monumentalny zespół budynków dawnego Liceum Krzemienieckiego), Wiśniowiec, Zbaraż (ze znanym zamkiem i kilkoma budowlami sakralnymi), Trembowla, Czortków oraz — w pobliżu — pełen zabytków Buczacz i Jazłowiec z resztką twierdzy, ongi równej kamienieckiej.
Podstawowym środkiem komunikacji pozostaje samochód. Istnieją wprawdzie dość gęste i częste wewnętrzne połączenia autobusowe i kolejowe, ale niezbyt przydatne dla turysty. Autobusy, zwykle wiekowe, kursują przepełnione. Pociągi zaś, poza liniami magistralnymi, wloką się niemiłosiernie, a ich rozkład jazdy ułożony jest przedziwnie. Można to zrozumieć, pamiętając, że system kolejowy Ukrainy wpierw został zlepiony z kilku części, a w końcu wykrojony z systemu kolejowego ZSRR — ze wszystkimi jego dziwactwami.
Zatem — samochód. Własny bądź wynajęty wraz z ukraińskim właścicielem jako kierowcą. To drugie rozwiązanie wymaga jednak pewnego stopnia znajomości miejscowych realiów. Wówczas można mieć do dyspozycji pojazd nawet za mniej niż 20 dolarów dziennie plus koszt paliwa, o połowę tańszego niż w Polsce.
Ukraina jest bowiem dla Polaka krajem tanim. Drogi jest Kijów i największe miasta, gdzie w luksusowych hotelach i wiecznie pustych butikach próbują cudzoziemca oskrobać do kości. Podróżując prywatnie, unikać też należy wszelkich tzw. lepszych miejsc, gdyż za cenę paryską otrzymuje się tam standard... No, zostawmy te przykrości.
Cała prowincja, a pojęciem tym objąć należy nawet większość miast rangi wojewódzkiej, jest natomiast naprawdę tania. Miejsce do spania można znaleźć za kilkadziesiąt grzywien, a nawet za 10-15, ale wówczas należy się zgodzić na naprawdę prymitywne warunki. Przeciętny standard hoteli jest niższy niż w Polsce, zdarzają się awarie prądu, często brak wody. Nie są to jednak szykany wobec przedstawicieli narodu polskiego, ale zwykłe miejscowe, ciężkie warunki życia. Można niekiedy odnieść wrażenie, że wielu Ukraińców skapitulowało i w pokorze godzi się z tymi warunkami...
Jedzenie ukraińskie? Smaczne, w duchu podobne do polskiego — dominują potrawy mięsne i mączne. Żelazny zestaw, obecny zawsze i wszędzie, to gęsty od warzyw i skrawków wędliny, pożywny barszcz (przy zamawianiu nie trzeba dodawać „ukraiński”) i pielmienie — małe pierożki z mięsem. Takież pierożki z serem nazywają się warenniki. Bywa, że w wiejskiej knajpce trzeba ustalić z personelem, co zostanie przyrządzone — kura, kotlet. Oznacza to jednak dłuższe posiedzenie, gdyż kurę dopiero ktoś złapie, oskubie, sprawi itd. Ale w końcu jesteśmy na urlopie...
Za barszcz i porcję pielmieni w przydrożnym barze przyjdzie zapłacić 5-10 grzywien (hr), za piwo — jeszcze 2-3. W sklepie kupimy piwo za 1,5-2 hr.
Ukraina jest krajem obfitości taniego alkoholu (ale pijani nie rzucają się w oczy, jak w Polsce). Najtańszą wódkę można kupić w sklepie już za 5-6 hr, chociaż da się też wybrać butelki po więcej niż 100 hr. Wybór miejscowych win i aromatycznych koniaczków — wielki. Część turystów hołduje teorii o potrzebie zapobiegania za pomocą spirytualiów domniemanym niedostatkom higieny w ukraińskiej gastronomii.
Jedna grzywna jest dziś warta 0,8 złotego, ale za 1 hr można na Ukrainie kupić więcej niż za złotówkę w Polsce.
Zachodzi wiele nieporozumień co do bezpieczeństwa podróży po Ukrainie. To najczęściej przesadzone opowieści o czyhających wszędzie zagrożeniach. Ukraińcy nastawieni są do przybyszów wyjątkowo przyjaźnie. Kto doznał uszczerbku na ciele lub majątku, zawdzięcza to zwykle sam sobie: poszedł, gdzie nie trzeba. Istnieje oczywiście przestępczość, ale w skali nie większej niż w Polsce i nie paraliżuje ona życia codziennego.
Nie należy natomiast mylić przestępczości z częstą w biednym społeczeństwie chęcią uzyskania niewielkich korzyści. Drobne wziątki (bo to nawet nie łapówki) są na porządku dziennym i ewentualny rygoryzm moralny pojedynczego turysty raczej niewiele zmieni...
