Polskim eksporterom lepiej jest ze słabym złotym niż z mocnym euro — to argument często przywoływany ostatnio przez przeciwników wspólnej waluty. Ale analizy "Pulsu Biznesu" tej tezy nie potwierdzają. Słaby złoty w większości przypadków nie zrekompensował mniejszych zamówień z kluczowych rynków. Koszty finansowe związane z instrumentami zabezpieczającymi przed ryzykiem kursowym spowodowały, że tylko nieliczni eksporterzy poprawili ubiegłoroczne zyski.
Łączne przychody z eksportu blisko 30 spółek, które wzięliśmy pod uwagę w zestawieniu (kryterium było osiąganie przez nie przynajmniej 50 proc. przychodów ze sprzedaży zagranicznej) były w pierwszym półroczu o 4,3 proc. niższe niż w takim samym okresie zeszłego roku. To wynik zbliżony do tego, jaki podał Główny Urząd Statystyczny (-3,1 proc. po sześciu miesiącach w przeliczeniu na złote).
Nie znaczy to, że kurs walutowy nie ma wpływu na kondycję eksporterów. Gdyby nie dramatyczne osłabienie złotego byłoby znacznie gorzej. Średni kurs EUR/PLN w pierwszym półroczu wzrósł rok do roku o 30 proc. Według danych GUS sprzedaż w przeliczeniu na euro skurczyła się bowiem o 22,5 proc. Eksport netto miał dodatni wpływ na produkt krajowy brutto zarówno w pierwszym (1,9 pkt proc.), jak i drugim (3,1 pkt proc.) kwartale — ale tylko dlatego, że import spadł jeszcze bardziej (o 13,4 proc. w złotych i aż 30,6 proc. w euro).
Sytuacja giełdowych eksporterów wygląda już dużo gorzej. Ponad 60 proc. spółek, którym się przyjrzeliśmy, miały niższą sprzedaż zagranicznych niż rok temu.
Dodać należy, że prowadzenie wymiany handlowej w obliczu nagłych skoków notowań euro przypomina szukanie po omacku właściwej drogi. Na zmieniającym się kursie walut zarówno eksporterzy, jak i importerzy mogą czasem zyskać. Ale zysk jest bardzo niepewny.