Śledczy na tropie śląskich sędziów

opublikowano: 07-08-2013, 00:00

Czy w sądach upadłościowych w Katowicach i Gliwicach dochodziło do przestępstw? Prokuratura ma uzasadnione podejrzenie, że tak

Katowicka delegatura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), która badała czy w wydziałach upadłościowych sądów rejonowych z Katowic i Gliwic dochodziło do nieprawidłowości na dużą skalę, przesłała materiały operacyjne do Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Ta odesłała je do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Materiały muszą być przekonujące, bo gliwiccy śledczy uznali, że „zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstw” przez sędziów, i wszczęli śledztwo — ustalił „Puls Biznesu”.

— 30 lipca wszczęliśmy śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków oraz działania na szkodę interesu publicznego przez funkcjonariuszy publicznych — sędziów wydziałów upadłościowych sądów rejonowych w Gliwicach i Katowicach — informuje Michał Szułczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach. Śledztwo w sprawie sędziów to sytuacja w polskich realiach bardzo rzadka. Co na to przedstawiciele Temidy? Gizela Jamróz, szefowa wydziału upadłościowego w sądzie gliwickim, przekazała nam przez sekretarkę, że nie będzie rozmawiać z „PB”.

— Nic nie wiem o wszczęciu śledztwa, nie mogę więc tego komentować — ucina natomiast Anna Janicka-Łęcka, przewodnicząca wydziału upadłościowego w sądzie z Katowic.

Układ w upadłościach

Zebrane przez ABW informacje dotyczyły możliwych powiązań sędziów z obu sądów z konkretnymi prawnikami, a także współpracującymi z nimi syndykami i biegłymi sądowymi. Rzekomy „układ” miał przekładać się na możliwość załatwiania w tych sądach określonych, wartych miliony złotych, decyzji w dużych postępowaniach upadłościowych. Artykuł „PB” z końca czerwca, w którym ujawniliśmy, że ABW zajmuje się taką sprawą, wywołał wielki ferment w obu sądach.

Z naszych informacji wynika m.in., że jeden z sędziów z wydziałów upadłościowych ze Śląska miał być delegowany do resortu sprawiedliwości, ale awans zablokowano. Do redakcji odezwało się też wielu przedsiębiorców, prawników i syndyków, potwierdzających opisane przez nas zjawisko i wyjawiających, że sędziowie, którzy nie akceptowali układów, zostali przeniesieni do innych wydziałów lub przeszli w stan spoczynku. Będziemy weryfikować te informacje.

Kopiuj i wklej

Chodzi m.in. o kontrowersje, dotyczące opinii biegłych, wydawanych w postępowaniach upadłościowych. Często w praktyce decydują one o tym, czy sądy ogłaszają upadłość, czy nie, a jeśli tak, to w jakiej wersji — likwidacyjnej czy układowej. Tak było m.in. w przypadku notowanego na warszawskiej giełdzie Energomontażu Południe (EP).

Katowicki sąd 18 stycznia 2013 r. ogłosił upadłość układową, o jaką wnosił zarząd spółki. W uzasadnieniu decyzji można przeczytać m.in., że „spójne i nie pozostawiające wątpliwości wnioski z opinii biegłego jednoznacznie wskazują, że realnym jest twierdzenie, że w drodze układu wierzyciele upadłego zostaną zaspokojeni w wyższym stopniu aniżeli (..) po przeprowadzeniu postępowania upadłościowego obejmującego likwidację majątku”.

Tymczasem w aktach postępowania odnaleźliśmy pisma tymczasowego nadzorcy sądowego Marcina Kubiczka, który miał wątpliwości, czy upadłość EP w ogóle powinna być ogłoszona. A to dlatego, że majątek spółki wolny od zabezpieczeń może nie wystarczyć nawet na koszty postępowania upadłościowego.

Najciekawsze jest stanowisko nadzorcy z 2 października 2012 r., w którym w serii pytań podważa ustalenia biegłego Piotra Kudelskiego i wskazuje, że w jego opinii z 20 września 2012 r. odnalazł „szereg treści w brzmieniu identycznym (bez cytowania)” jak w programie naprawczym, przygotowanym przez zarząd EP. Na potwierdzenie nadzorca załączył aż 18 obszernych fragmentów z opinii biegłego, skopiowanych z dokumentu spółki.

Metoda na strusia

Sąd wezwał biegłego do ustosunkowania się do pisma nadzorcy. Piotr Kudelski przygotował kolejną opinię, w której podtrzymał wcześniejsze ustalenia i… w ogóle nie odniósł się do zarzutów nadzorcy o kopiowanie tez z dokumentu zarządu EP. — Uznałem, że odniesienie się do słów nadzorcy nie jest istotne — wyjaśnia Piotr Kudelski.

Jak to tłumaczy dziś? — A muszę? Nie muszę — ucina Piotr Kudelski. O komentarz poprosiliśmy więc szefową wydziału upadłościowego katowickiego sądu.

Anna Janicka-Łęcka stwierdziła, że biegły mógł oprzeć się na dokumencie zarządu, bo uznał go za prawdziwy. Tyle że biegły nie cytował dokumentu, ale za swoje wnioski uznał to, co pisała spółka. Dlaczego sąd nie podjął czynności wyjaśniających w tej sprawie? — A skąd pan wie, że nie podjął? — odpowiada Anna Janicka-Łęcka. — Z akt. — Jeżeli ma Pan jakiekolwiek wątpliwości, proszę zwrócić się na piśmie do prezesa sądu — ucina Anna Janicka-Łęcka.

Zrobimy to. Pewne jest, że wątpliwości co do bezstronności i profesjonalizmu biegłego nie miał sąd. Kilka miesięcy później zlecił bowiem Kudelskiemu przygotowanie kolejnej opinii w sprawie EP. A Marcin Kubiczek 24 czerwca przestał być nadzorcą giełdowej spółki. Ta ma zarządcę, na którego sąd wyznaczył Mirosława Możdżenia, syndyka KFI Colloseum.

Początek porządków

Wątpliwości, co do przedstawiania jako własnych tez z dokumentów zarządu spółki, dotyczą też upadłości Jago, innej do niedawna giełdowejfirmy. 14 lutego 2012 r. gliwicki sąd ogłosił upadłość układową, a zrobił tak m.in. dlatego, że wniosek zarządu Jago o układ w pełni poparł tymczasowy nadzorca sądowy Witold Gewald.

Tymczasem półtora miesiąca później Marcin Kubiczek (w tym wypadku jako biegły) wydał opinię, w której stwierdził, że tuż przed upadłością doszło do pozornego przeniesienia siedziby spółki, po to, by postępowanie toczyło się przed sądem w Gliwicach. Całkowicie zakwestionował przy tym stanowisko Witolda Gewalda, dotyczące możliwości zrealizowania układu, i wytknął mu, że w obszernych fragmentach jego ustalenia są bliźniaczo podobne do wniosku władz Jago.

— Jako tymczasowy nadzorca operuję na dokumentach zarządu spółki, które są materiałem źródłowym. Przychyliłem się do jego wniosku, bo na ten moment było to najlepsze wyjście — przekonuje Witold Gewald.

Według naszych źródeł, sprawa Jago stała się jednak początkiem „czyszczenia” nieprawidłowości w sądzie gliwickim. To dlatego już 5 kwietnia 2012 r. sąd, m.in. na podstawie opinii nowego nadzorcy — Marcina Żurakowskiego, zmienił upadłość Jago z układowej na likwidacyjną. A Gizela Jamróz przyznała nam, że sprawozdanie przygotowane przez Gewalda „nie obrazowało rzeczywistego stanu” Jago. Z informacji „PB” wynika, że dokumenty w tej sprawie znajdują się w materiałach przekazanych z ABW do prokuratury.

JUŻ PISALIŚMY

„PB” z 25 czerwca 2013 r.

Akcja-reakcja: Sprawą nieprawidłowości w śląskich sądach upadłościowych ABW zajmowała się operacyjnie od ponad półtora roku. Dokumenty do prokuratury przekazała dopiero po tym, jak zainteresował się nią „PB”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu