Słoń na ślubie, wielbłąd na urodzinach

Anna DruśAnna Druś
opublikowano: 2014-11-25 09:47

Lamy, wielbłądy, słonie czy motyle - nieudomowione zwierzęta są w USA coraz częściej zatrudniane jako atrakcja na uroczystościach rodzinnych, takich jak ślub, chrzest czy urodziny. Obrońcy zwierząt protestują.

Trend wiąże się częściowo z rosnącą pogonią za oryginalnym pomysłem i chęcią wyróżnienia, gości i częściowo również z napływem do USA tradycji z innych kultur.

W  tradycji hinduskiej słoń na ślubie zapowiada szczęście młodej pary, dlatego imigranci z Indii coraz częściej sprowadzają te zwierzęta na swoje śluby również w USA
ARC

- Chciałem do orszaku ślubnego zatrudnić lamę, bo te zwierzęta działają na moją narzeczoną uspokajająco i ekscytująco, a do tego zależało mi, żeby goście dobrze zapamiętali naszą uroczystość – mówi Garette Ziem, który na swój ślub w St. Pete na Florydzie wynajął parę lam. Plan się udał, bo panna młoda zamiast drżeć ze stresu podczas pochodu orszaku ślubnego, ciągle się śmiała widząc za sobą pięknie przybrane zwierzęta, prowadzone przez druhny. Atrakcja kosztowała narzeczonego jedynie 500 USD.

Zapotrzebowanie na zwierzęta podczas takich imprez potwierdzają liczne firmy specjalizujące się w organizacji rodzinnych eventów. – Zdaniem klientów zwierzęta czynią uroczystość bardziej szczerą – mówi w rozmowie z Wall Street Journal Anja Winikka z popularnego serwisu eventowego TheKnot.com.

Pracujący w Las Vegas Tory Cooper, organizator imprez z 20-letnim stażem sprowadzał już dla swoich klientów najróżniejsze zwierzęta, od słoni, przez pytony i małpy, po motyle. Te ostatnie organizował na urodziny dziewczynki, bo jej mama chciała na przykładzie etapów życia motyla pokazać córce, że ona również się zmienia, z dziewczynki w kobietę.

– Miałem tylko potem kłopot, bo gość tej imprezy zażyczył sobie na własne urodziny… wielbłąda – mówi Tory Cooper.

Wall Street Journal opisuje również historię Kanadyjczyka Kyle’a Guthro, który chciał na oświadczyny swojej dziewczynie zatrudnić pingwiny – ulubione ptaki narzeczonej. Nie udało mu się jednak sprowadzić ich do domu, więc za 349 USD zamówił w Newport Akwarium niedaleko amerykańskiego Cincinnati usługę „pingwinich zaręczyn”. Obsługa Akwarium zaaranżowała spotkanie pary ze stadem pingwinów, gdzie chłopak padł przed narzeczoną na kolana z pierścionkiem w pudełku o kształcie pingwina.

Znacząco rośnie również zwyczaj sprowadzania na śluby słoni, co nakręca coraz większa populacja Hindusów w USA. W ich tradycji słoń na ślubie to znak powodzenia w życiu, więc coraz więcej par życzy sobie by również w ich nowej ojczyźnie za oceanem szedł w orszaku.

W ubiegłym roku hitem na YouTube w USA był film z wesela biznesmena z Houston Pankaj’a Malani’ego z Avnie Patel, którzy prócz wielu innych hinduskich tradycji wpletli w uroczystość właśnie słonia. To na nim pan młody, w asyście 10 tys. gości szedł przez Las Vegas po pannę młodą.

Kłody pod nogi miłośnikom tych pomysłów rzucają jednak obrońcy praw zwierząt i niektórzy włodarze miast. Obrońcy przyrody podkreślają, że to fanaberia organizowana kosztem psychiki męczonych stworzeń, zaś administratorzy miast boją się o bezpieczeństwo mieszkańców. W sierpniu władze Overland Park w Kansas dopuściły do obecności słonia na weselu jako „zwierzęcia potencjalnie niebezpiecznego” jedynie pod warunkiem zatrudnienia uzbrojonego w środek nasenny weterynarza.