Oto nowy gracz na polskim rynku energetycznym i gazowym. Słowacka GGE grzeje już silniki i lada dzień pojawi się w Polsce. — Jest duża szansa, że w przyszłym tygodniu sfinalizujemy przejęcie niewielkiej polskiej spółki posiadającej koncesję na obrót energią elektryczną i gazem — mówi Roland Toth, prezes GGE.
![Roland Toth, szef GGE, chce handlować u nas gazem, ale przygląda się też intensywnie polskim elektrociepłowniom. Badał m.in. aktywa E.ON w Słupsku, Koszalinie, Ostrowie Wielkopolskim, Ustce i Złotowie. Szuka dalej. [FOT. ARC]
Roland Toth, szef GGE, chce handlować u nas gazem, ale przygląda się też intensywnie polskim elektrociepłowniom. Badał m.in. aktywa E.ON w Słupsku, Koszalinie, Ostrowie Wielkopolskim, Ustce i Złotowie. Szuka dalej. [FOT. ARC]](http://images.pb.pl/filtered/72531800-75e8-4fc7-90d7-e38493b6655c/518d6e65-54bb-501c-8402-2a26a8219222_w_830.jpg)
Jeden model
GGE (od Grafobal Group Energy) to część słowackiej grupy przemysłowej Grafobal, należącej do biznesmena Iwana Kmotrika i specjalizującej się przede wszystkim w produkcji opakowań. W 2012 r. obroty całej grupy sięgały niemal 900 mln EUR, przy czym GGE wyniosły 109 mln EUR (o 70 proc. więcej niż rok wcześniej). Poza opakowaniami grupę interesują media, ochrona zdrowia, nieruchomości, a od 2010 r. również energetyka, zwłaszcza oparta na gazie.
— Nasz biznes energetyczny budujemy na trzech nogach. Po pierwsze — na wytwarzaniu opartym na kogeneracji gazowej oraz odnawialnych źródłach energii, po drugie — na dystrybucji ciepła, energii elektrycznej i gazu, i po trzecie — na handlu gazem i energią elektryczną. Ten model staramy się powtarzać na każdym z naszych rynków — tłumaczy Roland Toth.
Na Słowacji GGE jest trzecim pod względem wielkości dostawcą gazu (poza segmentem gospodarstw domowych), w Serbii drugim. Cel dla Polski? Być w pierwszej piątce w 2015 r.
— Polski rynek gazu jest bardzo podobny do czeskiego i słowackiego sprzed czterech lat, czyli jest na zupełnym początku drogi do liberalizacji. Dlatego chcemy wykorzystać nasze doświadczenia — deklaruje Roland Toth. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to wkrótce GGE będzie już mieć w Polsce przyczółek w postaci firmy wyposażonej w koncesję. Zarys strategii dla tej firmy już ma.
— Będziemy szukać klientów wśród małych i średnich firm i oferować im zintegrowane zarówno dostawy gazu, jak i energii elektrycznej. Mamy w tym doświadczenie, bo na Słowacji jako pierwsi przedstawiliśmy klientom taką podwójną ofertę — zauważa Roland Toth.
Szukają elektrociepłowni
Równolegle GGE rozgląda się za aktywami wytwórczymi w Polsce. Bardzo energicznie. Na rynku mówi się, że firma interesowała się polskimi aktywami ciepłowniczymi niemieckiego E.ON, czyli zakładami w Słupsku, Koszalinie, Ostrowie Wielkopolskim, Ustce i Złotowie, wystawionymi na sprzedaż od kwietnia. Kupi je jednak francuski GdF Suez.
— Analizujemy w tej chwili kilka projektów, zarówno węglowych, jak i gazowych — mówi jedynie Roland Toth. Jego firmę interesują większościowe pakiety w elektrociepłowniach o mocy 100- 200 MW, zlokalizowane raczej w mniejszych miastach i raczej starsze, wymagające modernizacji. GGE ma zresztą doświadczenie w modernizowaniu wiekowych aktywów, łącznie ze zmianą ich paliwa z węglowego na gazowe. GGE deklaruje, że może wysupłać na przejęcia w Polsce nawet 100 mln EUR, choć ostateczna kwota będzie zależała od otoczenia prawnego (trwają prace nad zmianą polskiego prawa energetycznego i gazowego, w tym systemu wsparcia dla źródeł wytwarzania).
— Pierwszej transakcji w obszarze wytwarzania można się spodziewać na początku przyszłego roku — sygnalizuje Roland Toth.
Trudne początki
Polski rynek gazu jest ledwie u progu liberalizacji. Dane za 2012 r. wskazują na potężną pozycję PGNiG, którego udział w rynku detalicznym szacuje się na 94,64 proc., a w rynku hurtowym — na 95,4 proc. W hurcie sprzedano w zeszłym roku 15,4 mld m sześc. gazu, z czego tylko 707 mln m sześc. przypadło na spółki obrotu inne niż PGNiG. To pokazuje pole do rozwoju. URE podaje, że na koniec 2012 r. było 97 podmiotów mogących prowadzić obrót paliwem gazowym.
Na razie jednak nie rozwiną skrzydeł. Giełda gazu, którą pod koniec 2012 r. uruchomiła Towarowa Giełda Energii, działa wciąż niemrawo, a ceny są na niej i tak zbliżone do taryfy PGNiG. W detalu niezależni dostawcy gazu mają w tym roku trudniej niż w poprzednim, bo obowiązująca od stycznia taryfa PGNiG wyznaczyła ceny gazu w hurcie na poziomie wyższym niż w detalu. Niezależnym detal się zatem nie opłaca. Ale, jak sygnalizowało ostatnio URE, może to się od przyszłego roku zmienić. Nadzór chce przywrócić cenom „właściwą” strukturę.