Smak Wielkiego Jabłka

Karolina Guzińska
opublikowano: 2003-04-18 00:00

Z przewodnikiem w garści, na własną rękę przemierzają miasto w poszukiwaniu tego, co lubią: zabytkowych kościółków, dobrej kawy, zabawek... Co radzą innym?

Bożena Wróblewska

dyrektor Polsko-Litewskiej Izby Gospodarczej Rynków Wschodnich

- Spacerując po Nowym Jorku, szukałam ciepłych, spokojnych miejsc. I znajdowałam je! Wtłoczone między wysokie biurowce, z dala od głównych tras, stoją maleńkie, katolickie kościółki... Nie pasujące tam zupełnie! Kontrast jest tak ogromny, że wyglądają jak wyrwane z innego świata. Można do nich wejść — wtedy znika poczucie, że jesteśmy w ogromnej aglomeracji miejskiej... Szczególnie zapamiętałam jeden taki kościółek: przy nabrzeżu East River, blisko budynków ONZ.

Katarzyna Miler-Matuszewska

British Airways

- Wyspecjalizowałam się w nowojorskich... sklepach z zabawkami! Chętnie odwiedzam ogromny Toys „R” Us — na Times Square czy Fao Schwarz, przy 767 Fifth Avenue, 58th Street: sześć pięter pełnych pluszowych zabawek i innych skarbów dla dzieci. Gości wita wysoki na trzy piętra grający zegar... Niezwykłym przeżyciem jest też wizyta w The Enchanted Forest of Toys, na 85 Mercer Street. Mam wrażenie, że dorośli wracają tu — choć na chwilę — do marzeń z dzieciństwa... W tym miejscu nietrudno odbyć podróż w czasie: jesteśmy w średniowiecznym lesie, otoczeni przez wielkie drzewa i leśnych mieszkańców... A miłośnikom latawców i innych latających cudów polecam Big City Kites na 1210 Lexington Avenue.

Paweł Leks

menedżer w firmie

doradztwa personalnego Communication Partners

- Nowy Jork żyje całą dobę — to miasto nieustannie gna do przodu! Tym większe wrażenie zrobiły na mnie oazy spokoju: maleńkie sklepiki, księgarnie, knajpki — głównie na Broadwayu i wokół Central Parku — gdzie można usiąść, poczytać książkę, napić się dobrej kawy... Każdego ranka, przed pracą, ludzie spotykają się w kawiarniach. Jedzą śniadanie — zazwyczaj pączka z kawą — rozmawiają ze znajomymi... Bardzo mi brakuje tego zwyczaju w Warszawie — u nas rano każdy się spieszy... My jadaliśmy śniadania na Broadwayu — w lokalu tak maleńkim, że nie miał nawet nazwy. A numeru ulicy już nie pamiętam... Za to wciąż wspominam uprzejmość właścicieli, którzy już po paru dniach stali się naszymi dobrymi znajomymi!