Socjalista pomnoży kapitał Próchnika

opublikowano: 16-04-2013, 00:00

Nieślubny syn marszałka Sejmu II RP ma tchnąć nowe życie w odzieżową markę. Rafał Bauer stawia na wyrazistość, odcinając się od garbu PRL

Czy marka pochodzi od nazwy suchego procesu gnilnego albo tytułu powieści Wacława Berenta sprzed wieku, a może to jakieś nawiązanie do dawnej podelbląskiej wsi? Takie typy podają zazwyczaj osoby pytane o Próchnika, odzieżową markę, którą od niedawna zarządza Rafał Bauer. — Próchnik brzmi nijako, może to miejscowość, może jakaś próchnica, a może klasyczny, nudny i szary płaszcz — przyznaje Roman Jędrkowiak, który budował strategie marketingowe dla wielu największych marek w Polsce.

Zobacz więcej

Rafał Bauer (FOT MW)

Co, a raczej kto stoi za Próchnikiem, to zagadka, którą Rafał Bauer rozwiązał już kilka lat temu. Wtedy pierwszy raz próbował przejąć kontrolę nad łódzką spółką. Teraz inwestor zamierza wokół tego odkrycia budować nową historię odzieżowej marki, która już zmieniła nazwę i wygląd. Bohaterem historii będzie Adam Feliks Próchnik — z Krzyżem Walecznych, który znajdzie się w logo.

Rygor w szelkach

— Słowo klucz to waleczność. Taki był Adam Feliks Próchnik, zmarły w 1942 r. syn marszałka Sejmu II RP, uczeń Piłsudskiego, socjalista, historyk, polityk, który po zamachu majowym poszedł swoją drogą. Walczył, konspirował, za swoją patriotyczną działalność dostał od Austriaków karę śmierci — mówi Rafał Bauer.

— Aha, to tak jakby stworzyć markę „Dzierżyński”? — ironizuje jeden z analityków rynku, pytany o ocenę planów nowego włodarza Próchnika, i dziwi się, że socjalista miał jeszcze czas na biznes.

Próchnik oczywiście krawiectwem się nie parał. Po prostu po wojnie zakłady należące do żydowskich przedsiębiorców upaństwowiono i nadano im patrona. Ważnym elementem historii łódzkiej marki jest także Giełda Papierów Wartościowych, na której Próchnik notowany jest od początku. Może się tym pochwalić jako jedyna spółka wciąż obecna na parkiecie.

— Marka ma być skierowana do dojrzalszej publiki, m.in.finansjery. Pojawią się więc np. nawiązania do czerwonych szelek maklerów z Centralnego Domu Maklerskiego — ujawnia Rafał Bauer, komentując na swoim blogu, że tym samym „Próchnik w przedziwny sposób łączy etos niepodległości i idei socjalnej z etosem fundamentu rynku kapitałowego”. Spojrzenie na grupy docelowe i stylistykę kolekcji wiosna-lato, wspartej historią Mieczysława Słowikowskiego „Rygora”, wywiadowczego asa drugiej wojny, daje jasny sygnał, z kim zamierza iść w zwarcie spółka pod wodzą Bauera. To Vistula Jerzego Mazgaja. Zapowiadają się mniejsze lub większe wojenki? Obaj przedsiębiorcy tonują nastroje.

— Na razie jeszcze nic nie widziałem z nowej kolekcji Próchnika. Spodziewam się, że będzie konkurencja, ale przecież konkurencja uszlachetnia. Zwiększamy obroty, zysk, i nie patrzymy tak uważnie na mniejsze spółki, choć czujemy pokorę wobec rynku — zastrzega Jerzy Mazgaj.

Haiti nie wystarczy

Rafał Bauer nie ukrywa, że wybudzanie Próchnika z letargu podzielił na kilka etapów, bo nie chce stawiać wszystkiego na jedną kartę. Skoro jednak Próchnik ma mniejsze budżety na reklamę, gorsze lokalizacje i lata zaniedbań, to nie ma wyboru — musi wygrywać pomysłem na marketing. Sama przebudowa sklepów i sesja na Haiti nie wystarczą. Romanowi Jędrkowiakowi podoba się pomysł wplątania w brand historycznych emocji. — Dobrze jest, jeśli marka ma pomysł na marketingowy sznyt, bo wiele firm go nie ma. To nie jest zła idea, klasyczna elegancja, przedwojenne klimaty dobrze się kojarzą. Na pewno lepiej niż marka rodem z PRL — ocenia marketingowiec.

— Ja bym się nie szarpał z Próchnikiem, ale być może dlatego, że nie widzę synergii z Vistulą — odpowiada Jerzy Mazgaj, pytany o szanse konkurenta. Rafał Bauer przyznaje, że wielu postronnym obserwatorom jego pomysł może wydawać się kosmiczny. Jednak jest pewny swego i ostrzega, by nie wyśmiewać jego ideei przedwcześnie. Dojrzewała kilka lat, potrzebuje więc paru kwartałów, by przynieść pierwsze owoce.

…heros w marce

Wiele marek, aby plastyczniej przekazać własne wartości swoim klientom, kreuje wirtualnych brand heroes. Tymczasem Próchnik S.A. takiego zabiegu nie potrzebował. Co ciekawe, w spółce o istnieniu jak najbardziej realnego patrona po prostu zapomniano. Tymczasem Adam Feliks Próchnik w moim przekonaniu doskonale się do tej roli nadawał. (…)

Z dzisiejszej perspektywy jego lewicowe przekonania to nic innego jak wierność idei i pragnienie realizacji tych zdobyczy socjalnych, które stanowią dzisiaj standard relacji społecznych. (…) W Polsce nie brak nam bohaterów ani wzorów do naśladowania. Ale nie każdy z nich jest patronem słynnej odzieżowej spółki. (…) Odwagi nie zabrakło mu nigdy. I taka właśnie powinna być marka Adam Feliks Próchnik. Dla wytrwałych. Dla pewnych swoich przekonań bez względu na to jakie są. Dla walecznych.

RAFAŁ BAUER BLOGUJE O NOWEJ-STAREJ MIŁOŚCI

Browar w kieszeni…

Dla fanów Joy Division, Cocteau Twins, This Mortal Coil czy Bauhausu kusy, wiosenny płaszczyk był po prostu absolutnie niezbędnym elementem wizerunku. Swój, podobnie jak wcześniej pancerną jesionkę, upolowałem w pachnącej naftaliną szafie u dziadka. (…) Wewnętrzna, dyskretna kieszeń z logo Próchnik kryła „stołki” czyli papierosopodobny wyrób z wizerunkiem stolicy na opakowaniu (którego tym sposobem nie musiałem ukrywać za hydrantem na korytarzu), a boczne kieszenie o szerokim kroju wydawały się być stworzone, aby dawać schronienie wyrobom Browarów Warszawskich, jeśli tylko rozlano je do występujących również dzisiaj „bączków”. (…) Po raz ostatni miałem go na sobie w maju 1989 roku, kiedy nocą taszczyłem kolumnę Eltron wraz z Robertem Leszczyńskim ze strajku na UW do mojego ówczesnego mieszkania. W tym miejscu ślad się urwał.

Abnegat i zapaleniec

Poplamiona od dwóch miesięcy marynarka czy dziura w bucie? Dla Adama Próchnika nie były to problemy pierwszorzędne. Według jego hagiografów, urodził się po to, by działać, a nie wyglądać. Na świat przyszedł w 1892 r. we Lwowie jako nieślubny syn przyszłego marszałka Sejmu, Ignacego Daszyńskiego. Od wczesnej młodości angażował się w konspirację, idee socjalizmu wykładał mu sam Piłsudski. Wojenna zawierucha ubrała go w mundur lejtnanta armii austriackiej.

Wpływowy Daszyński uchronił go od amputacji nóg po odmrożeniu. Ratował go raz jeszcze — opóźniając proces w sprawie zdrady stanu. Zanim aparat Austro-Węgier wykonał wyrok śmierci, Lwów wymknął się zaborcom z rąk. Próchnik odzyskał wolność i założył polski mundur. W II RP został wybrany posłem na Sejm z ramienia PPS. Znajomi wspominali go jako zapaleńca, który potrafił wcielić w czyn nawet najbardziej śmiałe idee. Zmarł w 1942 r. na atak serca

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy