Wszelkie znaki na noworocznym niebie wskazują, że w rozpoczętym 2014 nie zdarzy się w Polsce jakieś nadzwyczajne zawirowanie i rytm życia publicznego wyznaczą dwie planowe daty wyborcze. 51 polskich mandatów w Parlamencie Europejskim na kadencję 2014–19 rozdzielimy w niedzielę 25 maja, ale może zaczniemy już w sobotę 24 maja — decyzja o ewentualnym głosowaniu dwudniowym należy do zarządzającego eurowybory prezydenta. A pół roku później, w niedzielę 16 listopada, odbędą się wybory samorządowe.

Podzielenie tłustego tortu 51 euromandatów między partie i partyjki nie będzie miało dla spraw krajowych żadnego znaczenia. Realnie niezrównanie ważniejsze są wybory samorządowe, bo to przecież władze województw, powiatów i zwłaszcza gmin będą decydowały o inwestycyjnym zagospodarowaniu strumienia pieniędzy z unijnej siedmiolatki 2014-20. Oprócz konkretów wyborczych rok 2014 będzie miał także znaczenie symboliczne.
Nasza część Europy, a Polska w szczególności upamiętni srebrny jubileusz zrywu, który obalił ustrój paraliżujący ludzką kreatywność i skutkujący gospodarczym zapóźnieniem. Polskim wkładem były oczywiście wybory z 4 czerwca 1989 r. Niestety, w świadomości świata i Europy ta data nie istnieje, powszechnie uznanym symbolem przełomu jest dopiero stukanie młotkami w mur berliński 9 listopada 1989 r.
Trudno zatem przypuszczać, by kogokolwiek poza Polską zainteresowały propozycje prezydenta z sylwestrowego orędzia. Bronisław Komorowski rzucił hasło, by A2 od granicy z Niemcami do Warszawy zwała się Autostradą Wolności, a A1 na całej długości od Gdańska do granicy z Czechami została Autostradą Solidarności. Przywołane w tytule skrzyżowanie obu szczytnych idei zwie się… Stryków.
Jest tylko jeden problem — A1 dzisiaj nie jest kompletna, czyli gotowa do nazwania choćby w części północnej, od wspomnianej krzyżówki do Gdańska. Prezydencki pomysł krzywdzi też pominięciem nitkę A4, dlatego podpowiadam uzupełnienie inicjatywy — nazwanie jej Autostradą Niepodległości. Do obchodów stulecia w roku 2018 zostanie ukończona od granicy do granicy jako pierwsza. Niestety, głowa państwa równie wygodnie co wstydliwie pominęła zapomniany przez Boga i ludzi — czyli rząd Donalda Tuska oraz GDDKiA — wschodni odcinek A2 od stolicy do granicy z Białorusią. Proponuję dla niego lekko zmutowaną nazwę Autostrada POwolności.
W tym wydaniu „PB” nawiązaliśmy do srebrnego jubileuszu bez czekania do 4 czerwca. Stoimy bowiem na stanowisku, że w obszarze gospodarki pierwszym fundamentem polskich przemian była ustawa Mieczysława Wilczka o działalności gospodarczej z 23 grudnia 1988 r. (czytaj tutaj).
W pierwszych miesiącach 1989 r. zadziałała jednak dość umiarkowanie. Do wyzwolenia przedsiębiorczości Polaków konieczne były również przemiany polityczne, zapoczątkowane 4 czerwca. Ale budząca się wtedy gwałtownie gospodarka rynkowa miała gotową już biznesową konstytucję!
Drugim filarem był oczywiście uchwalony 27-28 grudnia 1989 r. pakiet ustaw Leszka Balcerowicza, który wszedł w życie 1 stycznia 1990 r. i zatrzymał finansowy upadek państwa. Obie historyczne legislacje to kamienie milowe, spinające pamiętny rok 1989.