Spadnie sprzedaż leków z importu

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2002-04-12 00:00

Pierwsze szacunki zakładają, że po obniżeniu cen i zmianach odpłatności sprzedaż zagranicznych leków może spaść nawet o 10 proc. Po kieszeni dostaną nie tylko importerzy, ale też dystrybutorzy. Tymczasem krajowe fabryki, zadowolone z tej sytuacji, już przygotowują się do podwyżek cen.

Mariusz Łapiński, minister zdrowia, w publicznych wypowiedziach wielokrotnie podkreślał, że wszystko, co robi, robi dla kraju: dla krajowego producenta, krajowego pacjenta i krajowego budżetu. Wątpliwości co do tego nie mają zagraniczni producenci leków, którzy uczynili już pierwsze szacunki efektów działań resortu. Wstępne wyniki pokazują, że sprzedaż leków importowanych może się w tym roku zmniejszyć o 5-10 proc.

Główna przyczyna leży jednak nie w obniżonych cenach, lecz w zmia- nach dopłat refundowanych z budżetu. Astra Zeneca, bry- tyjsko-szwedzki producent m.in. leków na astmę, liczy się z utratą kilkudziesięciu procent rocznych obrotów.

— Spodziewamy się obniżenia obrotów nawet o 12-13 mln USD. Obniżyliśmy ceny leków onkologicznych, ale stracimy najwięcej, bo z listy zupełnie usunięto niektóre preparaty. Taki spadek sprzedaży na pewno odbije się na działalności firmy — mówi Robert Szymański, dyrektor oddziału Astra Zeneca w Polsce.

Nawet dwa razy większy spadek sprzedaży może dotknąć Novartis — z listy dopłat wycofano dwa leki generujące dużą część jego przychodów. Andrzej Trzeciakowski z niemieckiego Hexala przyznaje, że spółka będzie musiała zrewidować plan sprzedaży.

— I sprzedaż, i zyski znacznie się zmniejszą. Pod koniec kwietnia zarząd niemieckiej spółki matki zdecyduje o dalszych losach projektu budowy fabryki w Polsce — dodaje.

Jednak żaden importer nie zamierza rezygnować z polskiego rynku — jest duży i rozwojowy. Dobrze o tym wie także minister zdrowia i tę wiedzę wykorzystuje. Robert Szymański skarży się na nierówne traktowanie firm przy układaniu list refundacyjnych. Mariusz Łapiński w telewizyjnym wywiadzie przyznał to głośno mówiąc, że firma Glaxo, która zainwestowała w Polsce wiele milionów złotych w produkcję, będzie preferowana w stosunku do Astra Zeneca, która wyłącznie importuje.

Straty nie ominą też dystrybutorów leków i aptek, ponieważ szef resortu zdrowia nie pozwolił na sprzedaż zapasów według starych zasad. Część producentów zamierza renegocjować ceny z hurtowniami, ale wielu dystrybutorów spodziewa się, że straty trzeba będzie pokryć z własnej kieszeni. PGF, największa hurtownia z branży, szacuje, że z powodu zmian straci brutto około 1 mln zł. Niewykluczone, że spółka będzie domagać się od Skarbu Państwa odszkodowania.

Zarząd PGF szacuje, że (...) łączny wpływ na przychody ze sprzedaży w 2002 r. może wynieść około 2,6 proc., co w przypadku PGF oznaczałoby mniejsze od planowanych przychody ze sprzedaży na poziomie około 86 mln zł — czytamy w komunikacie spółki.

W opinii Ireny Rej, prezesa Izby Gospodarczej Farmacja Polska, zyskowność firm farmaceutycznych nie przekroczy 1 proc.

Za zmiany w dużym stopniu zapłaci także chory.

— Zsumowaliśmy różnicę między starymi a nowymi cenami wszystkich 2069 preparatów z list refundacyjnych. Budżet zyskał na obniżeniu cen 5,44 tys. zł, średnio: 2,62 zł na jednym preparacie. Przy uwzględnieniu wysokości dopłat cena w sprzedaży aptecznej zmniejszy się na jedne, ale wzrośnie na inne leki. Jeśli medykamenty spadły z listy bezpłatnych na ryczałtowe, to nawet przy obniżonej cenie trzeba będzie za nie zapłacić więcej, bo do tej pory nie kosztowały pacjenta nic — wyjaśnia Irena Rej.

W tym roku czeka nas jeszcze przynajmniej jedna walka o ceny. Minister zdrowia nie będzie mógł jednak posłużyć się w niej swoim naczelnym argumentem: „dobre, bo polskie”, gdyż to właśnie krajowi producenci szykują się do podwyżek. Do tej pory nie robili tego, bo nie mieli możliwości.

Teraz czekają jedynie na właściwe rozporządzenia do ustawy o cenach.

— Polskie podmioty złożą wnioski o ustalenie nowej ceny. Podwyższenie ceny leku przez krajowego producenta spowoduje, że leki będą droższe, ale mimo to nadal tańsze i bardziej dostępne niż preparaty importowane — twierdzi Małgorzata Wychowaniec, dyrektor Polfarmedu, izby skupiającej polskich producentów.