Sprzedający chcą więcej niż nabywcy mogą zapłacić

  • Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 30-10-2012, 00:00

Według danych agencji nieruchomości WGN, na jednego kupującego przypadają 64 oferty sprzedaży

20 km od centrum miasta, ale z dogodnym i szybkim dojazdem, na działce o powierzchni 700 mkw. stoi 130-metrowy dom na sprzedaż. Obok garaż, tuż za rogiem sklep, przychodnia, przedszkole i szkoła, a wkoło mnóstwo zieleni. Cena ofertowa — mniej niż 400 tys. zł. To marzenie wielu osób poszukujących domów.

Niestety, takie oferty nie istnieją. Według analizy portalu Domy.pl aż 80 proc. klientów poszukuje ofert sprzedaży domu w cenie do 400 tys. zł. Tymczasem takie ogłoszenia stanowią mniej niż 25 proc.

— Ponad 75 proc. domów wystawionych na sprzedaż jest w cenach poza zasięgiem, a często zwyczajnie nieakceptowanych przez zdecydowaną większość zainteresowanych zakupem — mówi Marcin Drogomirecki z portalu Nieruchomości Domy.pl.

Co najmniej 0,5 mln zł

Najdroższe domy są w Warszawie. Tu za nieruchomość o powierzchni 150 mkw. trzeba zapłacić średnio ponad 1,1 mln zł. Taniej jest oczywiście poza granicami miasta, gdzie można znaleźć budynki jednorodzinne do 800 tys. zł. Najtańsze domy są w Gorzowie Wielkopolskim (średnio 420 tys. zł) i Rzeszowie (460 tys. zł). Ci, którzy myślą o kupnie domu od dewelopera, muszą się liczyć z wydatkiem nie mniejszym niż 500 tys. zł.

— Klienci poszukują domu w atrakcyjnej okolicy, przyłączonego do wszystkich mediów, na osiedlu z własną infrastrukturą. Niestety, przy obecnych stawkach za materiały budowlane i usługitrudno zbudować dom i sprzedać go wraz z działką, całą infrastrukturą, uzbrojeniami i mediami poniżej kwoty 500 tys. zł. Dla dewelopera to nieopłacalne — zaznacza Rafał Zdebski, dyrektor handlowy spółki Inpro, oferującej domy z działkami w okolicach Trójmiasta.

Dlatego właśnie około 46 proc. potencjalnych nabywców domów rozgląda się na rynku wtórnym. Tylko niewiele ponad 10 proc. nabywców zadecydowanie preferuje zakup domu z rynku pierwotnego. Z kolei dla 43 proc. poszukujących nie ma znaczenia, czy dom będzie nowy czy używany. Oni zwracają uwagę głównie na cenę i położenie domu.

Negocjacje

Sprzedającym trudno się pogodzić z tym, że lata boomu nieruchomościowego i wysokich cen dawno minęły. Kupujący z kolei widząc, że ofert sprzedaży wciąż przybywa, a ceny spadają, wolą poczekać, niż przepłacać. I tak dochodzi do stagnacji. Ale to szansa dla negocjatorów. — Wysoka podaż, ograniczony popyt i wynikający z tego długi czas oczekiwania na nabywcę powodują, że sprzedający stają się bardziej elastyczni i skłonni do opustów. Po miesiącach, a coraz częściej już latach oczekiwania na klienta sprzedający są gotowi zejść z ceny ofertowej nawet o ponad 10 proc. W przypadku domów są to niebagatelne kwoty — mówi Marcin Drogomirecki.

Oferty z nawet 50-proc. upustem przedstawia Jarosław Skoczeń z firmy Emmerson.

— Kupując dom, można wynegocjować od 10 nawet do 50 proc. obniżki. Wszystko zależy od ceny początkowej i pośpiechu sprzedającego — zaznacza Jarosław Skoczeń. Przed podjęciem decyzji o kupnie domu warto jednak zbadać przyczynę obniżki, zwłaszcza gdy jest ona duża. Przykład: 120-metrowy dom na warszawskich Bielanach, stojący na działce o powierzchni 2 tys. mkw. przeceniono z 3 mln zł na 1,5 mln zł. Prawdopodobną przyczyna obniżki jest sprawa w sądzie i problem z jednym zameldowanym lokatorem. Na o wiele mniejsze obniżki mogą liczyć chętni na zakup od dewelopera.

— Zawsze warto negocjować, choć ostatnio klienci coraz rzadziej dostają większe rabaty, bo ceny są już na niskim poziomie w stosunku do kosztów budowy domu wraz całą infrastrukturą, uzbrojeniami i mediami. Maksymalny rabat to 2-3 proc. — mówi Rafał Zdebski.

Apartament wielkości domu

Dom to wciąż marzenie wielu Polaków, ale w ostatnich latach dużą konkurencją dla tego typu nieruchomości stały się wielkopowierzchniowe apartamenty, zarówno z rynku wtórnego, jak i pierwotnego.

— Sprzedający domy w obliczu takiej konkurencji powinni zdać sobie sprawę, że aby zainteresować swoją ofertą kupujących, powinni zaproponować realną cenę, a nie kierować się emocjami przy ustalaniu wartości — podkreśla Małgorzata Battek z firmy WGN Nieruchomości.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Ciechanowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu