Stambuł Bogusława Neya

Danuta Hernik
13-06-2012, 16:01

Co można zobaczyć? Jeden z największych brylantów na świecie, fragment paznokcia Mahometa, a przy odrobinie szczęścia – wirujących derwiszów.

Błękitny Meczet — najwspanialszy przykład tzw. klasycznego okresu sztuki islamskiej w Turcji. Budowę świątyni rozpoczął sułtan Ahmed I w 1609 r.

To miasto ma kilka centrów, choćby ze względu na swoją wielkość. To także kilkanaście milionów ludzi, żyjących i pracujących po stronach europejskiej i azjatyckiej.

Po europejskiej jest starsze, składa się z części nadmorskiej nad Morzem Marmara i lądowej — od Yedikule (Twierdza Siedmiu Wież) aż do Złotego Rogu. Mieszczą się tam historyczne dzielnice Beyoğlu i Beşiktaş z pałacami sułtańskimi i willami Ortaköy, Bebek i Tarabia nad brzegiem cieśniny.

Zresztą po obu stronach Bosforu bogaci stambułczycy wybudowali luksusowe wille.

Stare i nowe miasto. W części turystycznej nie ma biznesu przez wielkie B — banków, siedzib firm, biurowców. Są bazary, meczety, obiekty do zwiedzania — Pałac Topkapi i Błękitny Meczet. Tu znajduje się Hipodrom, Hagia Sofia (Kościół Mądrości Bożej). Stare miasto jest otoczone murami z IV i V wieku n.e.

Biznes umieścił się głównie po stronie azjatyckiej, bo tam zaplanowano tereny do jego rozwoju, są też nowe dzielnice mieszkaniowe. Chociaż główne siedziby banków i instytucji finansowych pozostają po stronie europejskiej, są oddalone od historycznego centrum.

Tak jak we wszystkich dużych miastach różne miejsca pełnią odmienne funkcje: gdzie indziej się jeździ na lunch, gdzie indziej na zakupy, a jeszcze gdzie indziej na kolację. Wieczory spędza się zaś nad Bosforem.

Mówię, że się jedzie, nie idzie, bo odległości są spore. Żeby znaleźć się w ciekawym miejscu nad cieśniną, trzeba przejechać nawet kilkanaście kilometrów. Ale jak się już dojedzie, to widoki są nieopisane. No i mamy ucztę dla podniebienia.

Co Turkowi po karpiu. Turcja kojarzy się nam z potrawami mięsnymi — kebabami, donerami, kefte… Ale jeśli Turek będzie nas chciał zaprosić na wykwintną kolację, to poda rybę.

To synonim czegoś dobrego i wyszukanego. Pozostaje tylko problem, czy ma to być ryba z Morza Śródziemnego, Egejskiego, Marmara czy Czarnego. Każdy chwali inny rejon, zależnie od tego, gdzie się urodził i wychował. Zjemy też owoce morza — kalmary, krewetki. Turcy — nie wszyscy to wiemy — nie uznają ryb słodkowodnych.

Podanie Turkowi karpia jest dla niego obrazą. Na dobrą kolację proponowałbym dwie rzeczy. Bulama — coś w rodzaju gulaszu z ryby, chociaż to duże uproszczenie. W dobrej restauracji zawsze trzeba poczekać, bo robi się ją ze świeżej ryby, którą wybieramy z akwarium. Kelner na ogół rekomenduje gatunek i najlepiej go posłuchać.

Drugi specjał to ryba zapiekana w sarkofagu z soli. Tego sami nie zrobimy. Potrzebna jest ryba od 5 do 10 kilo i kilkanaście, może więcej kilogramów soli. I tę rybę zapieka się w takiej solnej skorupie. Potem sól się rozbija młotkiem i dłutem i zjada rybę — coś fantastycznego.

Turcy jedzą dużo warzyw i słodyczy. A piją yeni raki: miejscową anyżówkę. Wina białe i czerwone, dobre lokalne Doluca i Kavaklidere, no i świetne, znane na świecie piwo Efes. Na deser baklawa z warstwami orzechów z miodem na wierzchu posypana pistacjami. Sezonowo polecam aywę z kajmakiem. Na koniec cay (herbata) lub słynna turecka kawa.

Turysta, który nie ma czasu ani pieniędzy na wytworne kolacje, może wejść do dowolnej restauracji, baru, budki, zatrzymać się pod drzewem, gdzie ktoś podaje jedzenie, i zjeść fantastyczne potrawy z jagnięciny, wołowiny.

Kumpiry, czyli ziemniaki nadziewane mięsem, oliwkami, kukurydzą i innymi dodatkami, albo iskender — rodzaj kebabu z baraniny polanej specjalnym sosem pomidorowym i jogurtem.

A jak ma ochotę, to popularnego kurczaka. I mogę zagwarantować, że nie będzie miał problemów żołądkowych. Jedzenie zawsze jest świeże, bez względu na to, jak dziwne będzie to miejsce. Punktów, gdzie można zjeść, są tysiące, i nie trzeba ich szukać, same nas znajdą.

Na krótki pobyt. Jeden dzień przeznaczamy na Pałac Sułtanów Topkapi nad Bosforem (5-6 godzin zwiedzania) z przepięknym widokiem z tarasów na Złoty Róg i Bosfor.

Drugi dzień — Hagia Sofia i Niebieski Meczet, urocze uliczki Taksimu.

Trzeci dzień spędzamy na Dużym i Egipskim Bazarze, które gorąco polecam. Ogromny zadaszony teren podzielony tematycznie. Kilka tysięcy sklepików.

Wszystko, co się produkuje w Turcji (i nie tylko) — dywany, kilimy, biżuteria srebrna i złota, ubrania, buty, szkło, ceramika, fajki, instrumenty muzyczne, onyks, przyprawy. Nie ma rzeczy, której nie można tam kupić.

Część zakupowo-turystyczna Stambułu, myślę głównie o Beyoglu, nastawiona jest na klienta rosyjskiego. Napisy są po rosyjsku, często sprzedają Rosjanki lub obywatelki WNP. Podobnie jest w części turystycznej — język rosyjski jest dość popularny w Stambule.

Zresztą polski też znają. Turcy z sentymentem wspominają okres naszej turystyki skórzano-kożuszanej, kiedy Polacy sporo pieniędzy zostawiali na stambulskim bazarze. Czwarty dzień — przejazd na stronę azjatycką.

I jeden dzień na wypoczynek nad wodą. Na plażę trzeba pojechać ze dwadzieścia kilometrów w kierunku Morza Czarnego, lepiej po stronie azjatyckiej. Na bulwarach miejskich się nie wykąpiemy.

Ale można popłynąć promem na Wyspy Książęce. A po samych wyspach się jeździ dorożkami, to świetne miejsce wypoczynku niedzielnego. Stambuł jest ruchliwy, głośny, ludny. Położony na wzgórzach, co z morzem i cieśniną daje mu wyjątkowy koloryt. Jest szaro-błękitno-czerwonozłoty. Szary, kiedy się budzimy, potem w dzień błękitny, a zachody słońca są czerwonozłote. &

Bogusław Ney

Od lutego 2009 r. prezes Cargospedu. Wcześniej dyrektor biura strategii PKP Cargo. Przed pracą w PKP Cargo członek zarządu spółki Naftoserwis. Część życia zawodowego związał z motoryzacją, w tym z takimi markami jak: Jaguar, Land Rover, Mitsubishi i Iveco. Zaczynał od eksportu polskich elektrowni do Turcji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Danuta Hernik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Stambuł Bogusława Neya