Czytasz dzięki

Statystyczna tyrania status quo

opublikowano: 01-10-2020, 22:00

O iluzji statystycznej dokładności, eksplozji źródeł danych i zmianach, jakie przechodzi publiczna statystyka, opowiada Dominik Rozkrut, prezes GUS.

Posłuchaj rozmowy w formie podcastu:

Zobacz więcej

Fot. Marek Wiśniewski

„PB”: Statystyka sobie, a gospodarka sobie?

Dominik Rozkrut: Zdecydowanie nie. To elementarna odpowiedzialność statystyka, by skonstruować takie instrumenty badawcze, które pozwolą ocenić zjawiska, procesy nas otaczające, w sposób możliwie precyzyjny. I nie jest to misja wyłącznie statystyków pracujących w urzędzie statystycznym. Na tym jest oparta cała nauka i takie jest jej podstawowe założenie.

Czy pandemia nie obnażyła mankamentów sposobu pracy urzędów statystycznych? Gdy wydarzenia w gospodarce zachodziły szybko, dotychczasowe procesy zbierania i publikacji danych okazały się zbyt powolne i niemiarodajne, by odzwierciedlić stan gospodarki w trakcie zapaści…

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Postaram się więc odwrócić prowokację zawartą w pana pytaniu. Obiegowe opinie o instytucjach statystycznych, że są to kolosy, które z dużym opóźnieniem publikują bardzo niewiele danych, są trochę przestarzałe i być może wynikają z tego, że nie wszyscy poświęcają tyle uwagi temu, co dzieje się w statystyce publicznej, ile być może powinni. Mogę jedynie stwierdzić, że reakcja urzędów statystycznych na nową sytuację, jaka powstała w związku z epidemią COVID-19, była bardzo szybka i precyzyjna. Koordynowaliśmy ją też międzynarodowo. Istnieje oczywiście wiele problemów, które stoją przed statystyką publiczną. Związane są głównie z oczekiwaniami, jakie rodzą się w związku z istnieniem bardzo wielu nowych źródeł danych. Kiedyś funkcjonowaliśmy w środowisku, w którym był ich niedosyt — trzeba było konstruować instrumenty w postaci kwestionariuszy, stosować metodę reprezentacyjną, próbkowanie, żeby ocenić, jak kształtują się procesy społeczno-gospodarcze. Dzisiaj tych danych jest za dużo i problem jest odwrotny — jak zredukować ich liczbę do zrozumiałych wymiarów, które mogą wesprzeć kreowanie polityki społeczno-gospodarczej.

Ale czy np. sposób liczenia tradycyjnych, publikowanych od lat miar, jak chociażby produkt krajowy brutto, nie jest oderwany od gospodarczej rzeczywistości? Czy nie jest tak, że GUS jest zakładnikiem historycznych zaszłości, przez które wykształciła się metodologia pomiaru, a ta może być daleka od optymalnej?

Produkt krajowy brutto i w ogóle system rachunków narodowych jest bardzo skomplikowany. Metodyka jest bardzo obszerna i została opracowana przez całe zastępy ekspertów. Rzeczywiście widać tam nieco tyranii status quo, bo ciężko w tym cokolwiek zmienić. Pamiętajmy jednak, że mimo wad takich systemów mają one istotny walor.

Porównywalność.

Umawiamy się na poziomie międzynarodowym, że wszyscy będziemy w taki sam sposób prowadzić badania i w taki sam sposób definiować pewne pojęcia.

Nawet jeśli jest to trochę bez sensu?

Tylko na czym nam zależy? Na tym, żebyśmy umieli precyzyjnie powiedzieć, czy produkcja czegoś wyniosła 37,538 kg, czy raczej żebyśmy byli w stanie porównywać się w miarę rzetelnie pomiędzy poszczególnymi pomiarami?

Może na tym, żeby nie liczyć niczego „dla sportu”?

To jednak lekka przesada — PKB to podstawowy wskaźnik wyliczany w wielu krajach. Oczywiście ma on swoje wady, wynikające po części z rozwoju technologicznego i przemian w gospodarce na świecie. Dwa najważniejsze wyzwania, które są zmorą rachunków narodowych, to digitalizacja i globalizacja. Żyjemy w czasach, w których kapitał porusza się swobodnie, tymczasem studentom ekonomii do dzisiaj się tłumaczy, że produkt krajowy brutto to wolumen produkcji w danym roku na danym obszarze w danym kraju. Jako statystycy odbieramy to już wyłącznie jako niezły żart, ponieważ skomplikowanie systemu księgowania rachunków narodowych stało się tak zaawansowane, że dochodzi do takich sytuacji, w których część eksportu wielu krajów nigdy nie dotyka nawet ich powierzchni. Podobnie jest z digitalizacją, która sprawia, że miejsce generowania wartości dodanej jest bardzo trudne do zidentyfikowania, bo jedyne co można zaobserwować, to miejsce jej konsumpcji. Oczywiście nie można powiedzieć, że ktokolwiek to bagatelizuje. To są trudne rzeczy i statystycy siłą rzeczy muszą rewidować wstecznie swoje wyliczenia, by nadążać za tymi procesami.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Jak zmierzyć gospodarkę”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sołtys

Polecane