Stażysta kręci nosem

Studenci przebierają w ofertach i firmach. Nie chcą praktyk, które polegają na parzeniu kawy

Żak nie kupuje kota w worku. Staże zaczynają kształcić rzeczywiste kadry — mówią w firmie budowlanej Skanska, która co roku organizuje program praktyk letnich. Jego uczestnicy przez 12 tygodni pracują pod okiem opiekuna, ale część obowiązków wykonują sami i są z nich rozliczani. Aby mogli swoim zadaniom podołać, biorą udział w szkoleniach instruktażowych, spotkaniach wprowadzających w kulturę organizacyjną spółki i warsztatach z metod oceny efektywności czy bezpieczeństwa pracy. Od szkoleń zaczynają się również trzymiesięczne staże w Capgemini. Studenci mogą zdecydować, jakie umiejętności chcą rozwijać — miękkie czy twarde. Pierwsze wiążą się ze sferą emocji, psychiki i relacji interpersonalnych, drugie — dotyczą usług firmy. Chętni mogą zapisać się na dodatkowe zajęcia — z employer brandingu (budowanie marki pracodawcy) lub CSR (społeczna odpowiedzialność biznesu). Ich częścią są np. wywiady z uczestnikami programów grantowych czy nagrywanie filmu „Dzień z życia stażysty”. Na zakończenie programu każdy uczestnik dostaje tzw. feedback, czyli informację zwrotną zarówno na temat jego mocnych cech, jak i tych, nad którymi powinien popracować.

NOWY STANDARD:
Zobacz więcej

NOWY STANDARD:

Dzisiejszy stażysta bardzo się różni od tego sprzed kilkunastu lat. Zależy mu na uczeniu się pożytecznych rzeczy, rozwoju i zatrudnieniu na stałe. Nie chce, by wakacyjna praktyka była fikcją i marnowaniem czasu. ARC

— Opieka mentorska, interesujące wyzwania, możliwość otrzaskania się z korporacyjną codziennością — to wszystko sprawia, że korzyści z praktyk nie ograniczają się do wpisu w CV. Dzisiejsi studenci nie chcą tracić wakacji na udawanie zaangażowania. Naprawdę zależy im na tym, by się czegoś nauczyć i móc skonfrontować podręcznikową wiedzę z realiami biznesu — tłumaczy Katarzyna Pieniążek, specjalistka ds. employer brandingu w Capgemini.

Jej spostrzeżenia zbieżne są z wieloma badaniami przeprowadzonymi wśród pracodawców i studentów. Przykładem jest sondaż „Rynek pracy 2.0”, zrealizowany niedawno przez firmę doradczą PwC i Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami (PSZK), który pokazuje, jak w ostatnich latach zmieniło się podejście do staży i praktyk. Dawniej kojarzyły się one z sezonem ogórkowym i niezbyt rozwijającymi pracami, jak układanie segregatorów, sprzątanie biurek czy parzenie szefostwu kawy. Ale to już przeszłość.

Wpis w CV to za mało

Obecni żacy nie chcą traktować tych programów w kategorii mało znaczących epizodów. Wielu na staże przyciąga prestiż firmy i szansa na stałe zatrudnienie. Czy rzeczywiście mogą liczyć na przedłużenie współpracy? Absolutnie tak — odpowiada Edyta Gałaszewska-Bogusz, wicedyrektor Accenture Operations, stawiając za przykład swoją firmę. W ubiegłym roku w jej krakowskim i warszawskim oddziale pierwsze zawodowe szlify zdobywało ponad 50 osób. Co czwarta (z nawiązką) pozostała w firmie. Jeszcze lepszymi statystykami może się pochwalić łódzkie centrum Infosysu — 80 proc. stażystów staje się pełnoprawnymi członkami zespołu. A w przypadku Shell Business Operations w Krakowie wskaźnik ten wynosi aż 90 proc. Według badania PwC, ponad połowa studentów (52 proc.) zdecydowanie woli „terminować” w roku akademickim niż w wakacje. W Accenture Operations nie mają nic przeciwko temu. Przeciwnie: menedżment robi wszystko, by żacy kontynuowali studia, a jednocześnie zdobywali doświadczenie w firmie. Dlatego zapewniają elastyczny czas pracy.

— Ważne, by w dniu zdobycia dyplomu młody człowiek miał jak największą orientację na rynku pracy i w kwestii swoich możliwości. U nas ma szansę sprawdzić swoje predyspozycje w różnych dziedzinach i specjalnościach, w myśl zasady „nie istnieją źli pracownicy — są tylko źle dopasowane role”— komentuje Edyta Gałaszewska-Bogusz. Zadowolony stażysta jest ambasadorem marki pracodawcy na swojej uczelni. To ważne zwłaszcza teraz, gdy wielu przedsiębiorstwom i branżom doskwierają niedobory kadrowe. A kluczem do satysfakcji jest poważne traktowanie studenta. Co do tego nie ma wątpliwości Robert Białas, specjalista w dziale finansowym w Shell Business Operations Kraków.

Do centrum trafił po pierwszym roku studiów. Skierowano go do działu finansów i już trzeciego dnia zaczął wykonywać odpowiedzialne zadania, np. przygotowywał analizy ryzyka.

— Choć byliśmy tylko praktykantami, odnoszono się do nas jak do równorzędnych partnerów. Menedżerowie obdarzali nas dużym zaufaniem, a wyzwania, z którymi mieliśmy się zmagać, dostosowano do naszych zainteresowań. Z drugiej strony, by im podołać, trzeba było sporo się nagimnastykować, przekroczyć swoją sferę komfortu — wspomina Robert Białas.

Duża odpowiedzialność spadła także na Dagmarę Sybilską. Podczas stażu w dziale HR Infosys Poland zlecono jej pozyskiwanie… stażystów do wszystkich departamentów firmy. Miała także okazję organizować assesment center (obserwacja i ocena pracowników) dotyczący pozycji liderskiej, zatrudniać tzw. językowców i uczestniczyć w akcjach employer brandingu. — Bałam się, że nie dam sobie rady. Moje wątpliwości i obawy rozproszyły się po dwóch miesiącach stażu, gdy z działu rekrutacji i HR otrzymałam propozycję stałego zatrudnienia. Zgodziłam się i po dziś dzień zawiaduję procesami rekrutacyjnymi w Infosysie — opowiada Dagmara Sybilska.

Kasa też się liczy

Odpowiednie traktowanie znajduje wyraz także w gratyfikacji. Ankietowani przez PwC studenci za swój trud oczekują zapłaty, choć na rozsądnym poziomie (wbrew stereotypowi o roszczeniowości młodego pokolenia). 30 proc. spodziewa się 1000-1500 zł, a 33 proc. od 1500 do 2000 zł. Pracodawcy również wskazują najczęściej na te dwa przedziały wynagrodzeń (odpowiednio 34 i 27 proc.). Co równie ważne: część studentów — na szczęście tylko 5 proc. — byłaby gotowa podjąć praktykę za darmo.

— Staże bez wynagrodzenia odchodzą do lamusa, co świadczy o tym, że polski rynek się cywilizuje. Każda firma, której zależy na reputacji, nie tylko godziwie płaci studentom, ale też podpisuje z nimi umowy — podkreśla Piotr Palikowski, prezes PSZK.

— Byłem na pierwszym roku studiów, więc program praktyk w Shellu teoretycznie nie był skierowany do mnie. Pojawiłem się jednak na targach pracy i zostawiłem CV. Byłem zaskoczony zaproszeniem na rozmowę. Po dwóch tygodniach pracy zostałem zaproszony na spotkanie z menedżerem. To był dla mnie znak, że jestem w firmie traktowany jak równorzędny pracownik — wspomina Robert Białas, obecnie specjalista w dziale finansowym w Shell Business Operations Kraków. Ogromne zapotrzebowanie na specjalistów w wybranych dziedzinach nie oznacza, że o miejsca na najlepszych stażach nie trzeba rywalizować. Przykład: w tegorocznej, trzeciej edycji praktyk Shell Business Operations bierze udział 48 osób, wybranych spośród kilkuset kandydatów. Tylko w 2015 r. na każde stanowisko przypadało ponad 13 aplikacji. Ambitnych studentów konkurencja jednak nie przeraża. Jak mówią, lepiej przejść przez gęste sito selekcji, niż bez większego trudy dostać się do firmy, która nie ma nam nic do zaoferowania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Stażysta kręci nosem