Grupa Stoczni Gdynia i Ministerstwo Finansów podpisały wczoraj umowę na rządowe poręczenia warte 215 mln zł. Dzięki temu spółka ma zapewnione finansowanie dwóch z budowanych obecnie dwunastu statków. Czy dostanie na resztę, tego nie wiadomo.
Rząd zrealizował wreszcie obietnicę wsparcia Grupy Stoczni Gdynia (GSG). Miesiąc temu zgodził się przyznać spółce gwarancje kredytowe wysokości 25,5 mln USD (105 mln zł) i 26,7 mln USD (110 mln zł). Stocznia pożyczy pieniądze na budowę statków od PKO BP i BPH PBK. Wczoraj spółka i resort finansów podpisały umowę poręczeniową.
— Przyznaliśmy stoczni gwarancje na 215 mln zł. Otwiera to spółce drogę do negocjacji z bankami. Mamy nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu firma otrzyma pieniądze — mówi Wiesław Ciesielski, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.
— Wartość tych dwóch statków to 80 mln USD. Budowa pierwszego jest zaawansowana w 50 proc., drugiego w 30 proc. Obecnie przygotowujemy 12 statków — wylicza Janusz Szlanta, prezes GSG.
Nie wiadomo jednak, czy spółka otrzyma wsparcie na finansowanie pozostałych jednostek.
— Nie rozmawiajmy o przyszłości — ucina Wiesław Ciesielski.
Stocznia Gdynia otrzymała budżetowe gwarancje — mimo że nie spełniła jeszcze wszystkich postawionych we wrześniu przez rząd warunków. Stocznia miała wprowadzić przedstawicieli Skarbu Państwa do władz spółki i przygotować program restrukturyzacji. Te żądania już zostały spełnione. Kolejne warunki to zmiany w statucie, zwiększające rolę państwa w spółce. Zdaniem Wiesława Ciesielskiego, WZA zaaprobuje je 7 listopada. Kolejny warunek to wycofanie złożonego przez stocznię pozwu przeciwko Skarbowi Państwa. Przypomnijmy, że przedstawiciele spółki mają wątpliwości dotyczące wyceny jej akcji przy prywatyzacji i zabiegają o odszkodowanie sięgające około 100 mln zł. Ten warunek na razie nie został spełniony.
— Nie jesteśmy w tej sprawie dogmatyczni. Skarb Państwa ma w tej kwestii swoje argumen- ty, stocznia także. Nie podejmuję się rozsądzać, kto w sporze ma rację. Strony będą dążyć do porozumienia — mówi Wiesław Ciesielski.
— To nie jest spór o pieniądze — konkluduje Janusz Szlanta.