Stocznia Gdynia redukuje moce

Katarzyna Jaźwińska
02-06-2003, 00:00

Stocznia Gdynia, by uzyskać pomoc publiczną, musi ograniczyć moce produkcyjne. Zarząd zapewnia jednak, że nie oznacza to planów zmniejszenia produkcji.

Od kilku dni Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów analizuje kolejny program restrukturyzacji Stoczni Gdynia. Spółka stara się o pomoc państwa, jednak urząd zwleka z akceptacją programu,ponieważ stocznia w pierwotnej wersji programu nie przedstawiła redukcji mocy. Wymagają tego przepisy polskie i unijne.

Warunkiem udzielenia pomocy jest nieodwracalne zmniejszenie zdolności produkcyjnych.

— Przy ocenie zmniejszenia zdolności uwzględnia się wielkość produkcji, wyrażonej w jednostkach CGT, w okresie pięciu lat przed złożeniem wniosku o pomoc — tłumaczy Włodzimierz Ziółkowski, prezes Stoczni Gdynia.

CGT — skumulowana tona brutto — jest, ogólnie mówiąc, stosunkiem produkcji do liczby pracowników.

Na razie wiadomo, że stocznia planuje ograniczenie zdolności z 540 do 390 tys. CGT. Firma uzyska ten wynik m.in. dzięki zmniejszeniu liczby pracowników o 1,7 tys. osób (obecnie 7,6 tys. osób). Prezes Ziółkowski zastrzega jednak, że nie oznacza to zwolnień, bo m.in. trafią do wydzielonych spółek.

Co ciekawe, stocznia nie ograniczy produkcji ilościowo, zamierza budować rocznie 12-13 statków, w cenie od 35 do ponad 40 mln USD za jednostkę. To podobny wynik do obecnego, ale produkcja ma być niemal seryjna i w dodatku ma objąć statki o wysokiej wartości dodanej, czyli te najbardziej zyskowne.

— Nie możemy zgodzić się na takie cięcia mocy, które doprowadzą do zmniejszenia produkcji. Mamy podpisane wieloletnie kontrakty. Musielibyśmy je zrywać i płacić kary za odstąpienie od umowy — tłumaczy Dariusz Adamski z rady nadzorczej stoczni.

Stoczniowi eksperci podkreślają, że firma nie chce pomocy na modernizację, ale na bieżącą działalność (kapitał obrotowy), trudno więc od niej wymagać redukcji innej niż obniżka CGT.

Stocznia planuje uzyskanie do 2006 r. około 1 mld zł wsparcia (w postaci rolowanych gwarancji, pożyczek etc.), a łącznie z poręczeniami KUKE — które nie są uznane za pomoc publiczną — będzie to około 3 mld zł. Coraz częściej mówi się, że jeśli firma nie uzyska takiej pomocy od państwa, stanie się bankrutem. Warto jednak przypomnieć, że w programie poprzedniego zarządu gwarancji nie planowano. Oczekiwaną pomocą miało być jedynie 100 mln zł pożyczki od Agencji Rozwoju Przemysłu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Jaźwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Stocznia Gdynia redukuje moce