Żeby przetrwać, polskie stocznie muszą produkować specjalistyczne jednostki i postawić na outsourcing — twierdzi Janusz Szlanta, były szef Grupy Stoczni Gdynia. Zaszkodzić im może zbyt duża rola Skarbu Państwa.
„Puls Biznesu”: Czy polskie stocznie przetrwają starcie ze światowymi producentami statków?
Janusz Szlanta: Pojawiają się opinie, że po wejściu do Unii Europejskiej polskie stocznie nie będą konkurencyjne wobec producentów dalekowschodnich i przestaną budować statki. Możemy jednak uniknąć likwidacji tej gałęzi przemysłu.
Jakie działania powinni podjąć menedżerowie stoczni, by firmy te przetrwały?
— Warunkiem przetrwania jest budowanie statków o wysokiej wartości dodanej, czyli na przykład samochodowców w Gdyni. Sprzedaż tego typu statków, ze względu na strukturę budowy kosztów, pozwoli firmom na osiągnięcie rentowności. Kolejny warunek to pójście w kierunku wdrożenia outsourcingu. Stocznie muszą skupić się na bezpośredniej działalności — budowie kadłuba, a pozostałe prace zamawiać u innych partnerów. To pozwoli obniżyć zatrudnienie w stoczniach i koszty.
Ale wysokie zaangażowanie Skarbu Państwa w restrukturyzację może spowodować brak woli działania w kierunku tego typu restrukturyzacji...
— Odgrywanie przez Skarb Państwa znaczącej roli w działaniach naprawczych sektora mogą spowodować, że na restrukturyzację będzie się patrzeć w kategoriach polityczno-społecznych. Te kwestie oczywiście także są bardzo ważne, ale mam wątpliwości, czy pozwolą skupić się na działaniach zwiększających konkurencyjność.
Ale wśród pracowników Stoczni Gdynia jeszcze kilka dni temu można było zaobserwować obawy, że Skarb Państwa może powtórzyć wariant restrukturyzacji poprzez upadłość...
— Bankructwo nie daje dobrych rezultatów w restrukturyzacji przedsiębiortw, które mają silną pozycję rynkową, a polskie stocznie nie narzekają przecież na brak zamówień.
Rozmowa z Januszem Szlantą w audycji „Puls – Biznes i Giełda” w Telewizji Polsat po godzinie 23.00. Producentem programu jest firma Promot 1.