Wczoraj szczecińscy stoczniowcy ogłosili pogotowie strajkowe. Ewentualny protest może doprowadzić do ponownego wstrzymania budowy okrętów. Tymczasem Stocznia Szczecińska Nowa negocjuje kontrakt wart ponad 1 mld zł, a strajk może przeszkodzić w finalizacji rozmów.
Od kilku tygodni obecni i byli pracownicy Stoczni Szczecińskiej Porta Holding zapowiadali wstrzymanie produkcji nowej spółki, która przejęła od bankruta kontrakty na budowę statków. I stało się.
Wczoraj ogłosili pogotowie strajkowe — do piątku.
— Nasze postulaty są jasne: przyjęcie do nowej stoczni 5,5 tys. osób i wypłacenie zaległych wynagrodzeń. Ponieważ nic się nie robi w tym kierunku, podjęliśmy decyzję o strajku okupacyjnym —mówi Marek Sosnowski z komitetu protestacyjnego.
Jeszcze ostrzej stawia sprawę Roman Pniewski, rzecznik komitetu protestacyjnego.
— Ponieważ nikt się z nami nie liczy, przystępujemy do strajku okupacyjnego. Na obietnicach, dotyczących zatrudnienia, jeszcze nikt dobrze nie wyszedł. Koniec żartów — grozi.
— Od dziś przerywamy pracę. Na razie będziemy przychodzić do stoczni o 7 rano i wychodzić z niej o 14. Nie będziemy pracować. Jeżeli nic się nie zmieni, zaostrzymy protest i nie opuścimy terenów stoczni — dodaje Janusz Gajek, przewodniczący komitetu strajkowego Stoczni Szczecińskiej.
Protest zaniepokoił Jacka Piechotę, ministra gospodarki.
— Rozumiem zdenerwowanie stoczniowców, ale proces upadłościowy spółek z holdingu trwa i potrzeba cierpliwości. Mam nadzieję, że Stocznia Szczecińska Nowa nie przystąpi do strajku, bo straci na wiarygodności. Ma bowiem zagwarantowane finansowanie i kontrahentów — twierdzi Jacek Piechota.
Andrzej Stachura, prezes Stoczni Szczecińskiej Nowa, nie ukrywa, że strajk nie wróży dobrze negocjacjom prowadzonym z armatorami.
— Jestem w Norwegii, gdzie finalizuję rozmowy na temat dokończenia budowy chemikaliowców i podpisania nowego kontraktu na budowę ośmiu tzw. produktowców. Niebawem jadę do Moskwy prowadzić podobne negocjacje. Dlaczego muszę prowadzić je pod naciskiem? Jak można w ciągu tygodnia przyjąć do pracy tysiące osób? Obecnie w nowej stoczni, która nie strajkuje i nie przystąpi do strajku, pracuje 800 stoczniowców. Do końca miesiąca przyjmiemy kolejnych 250 osób. Do 15 września zatrudnimy dodatkowo 500 pracowników. W tym samym czasie będziemy organizować finansowanie budowy statków. Realizujemy wysunięte przez stoczniowców postulaty, ale to wymaga czasu — podkreśla prezes Andrzej Stachura.
Wartość kontraktu na budowę ośmiu produktowców (rodzaj tankowców), o którym wspomina prezes Stachura, może wynieść 280 mln USD (1,17 mld zł).
— Protest stoczniowców jest podcinaniem gałęzi, na której siedzą. Strajk jest złym sygnałem dla kontrahentów — podsumowuje Arkadiusz Krężel, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, właściciela Stoczni Szczecińskiej Nowa.