Stolarski biznes z dziada na wnuka

Barbara Warpechowska
24-10-2006, 00:00

Pradziadek był kołodziejem.

Prawnuk robi meble przypominające niekiedy beczki. Fornit ma zamówienia, z którymi inni sobie nie radzą.

— Ojciec był stolarzem. Zakład uruchomił w latach 30. Kolejne lata, szczególnie powojenne, nie sprzyjały takim ludziom jak on. Mógł wytwarzać meble, zatrudniając jedynie sześć osób. Musiał zapomnieć o tartaku, fabryce oklein i o handlu — opowiada Marek Pieczara, właściciel Zakładu Meblowego Fornit.

Kiedy ojciec umarł, najmłodszy z jego synów jeszcze studiował. Najstarszy, po kolejnych awansach, nie chciał rezygnować z posady w państwowej firmie. Średni, po automatyce na AGH i kilku latach pracy w hutach Katowice i Ostrowiec oraz w kopalni Ziemowit, miał wyjechać na kontrakt do Algierii.

— Zdecydowałem się zostać. Szkoda było to zmarnować — mówi Marek Pieczara.

Wsparcie z Unii

Lata 80. to okres szybkiego rozwoju zakładu.

— Przedsiębiorstwa państwowe nie miały pieniędzy, więc prywaciarze tacy jak ja łatwiej mogli kupować potrzebne maszyny — wspomina właściciel Fornitu.

Nowe maszyny i urządzenia umożliwiły zmianę profilu zakładu z tradycyjnego rzemiosła stolarskiego na nowoczesną technologicznie fabrykę mebli. Koniec lat 90. to następne zakupy — dzięki dotacji na inwestycje z funduszy przedakcesyjnych Phare 2001. W ostatnich czterech latach Fornit wybudował hale produkcyjne i kupił nowoczesne maszyny. Wystąpił o dotację na modernizację w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego — Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw. Kupił szlifierkę szerokotaśmową, aparat do lakierowania i aparat do bejcowania. Otrzymał na to prawie 200 tys. zł (połowę kosztów kwalifikowanych). Tegoroczne inwestycje wyniosą około 3 mln zł.

Beczki dla Orange

Po halach oprowadza nas Wojciech Pieczara, 30-latek, kolejne pokolenie rodziny. Skończył informatykę na AGH, ostatnio zrobił MBA. Tłumaczy, jak powstają projekty, które przez sieć komputerową trafiają do centrów sterowania poszczególnych maszyn. Pokazuje szlifiernię, lakiernię, w której musi być odpowiednia wilgotność i temperatura.

— Jak jest za sucho, to lakier zbyt szybko schnie i może pękać — wyjaśnia Wojciech Pieczara.

W hali stoi przykryta folią maszyna — lakiernia walcowa UV. Jej zakup umożliwił uruchomienie produkcji wyrobów utwardzanych promieniami UV. Za chwilę Wojciech Pieczara prowadzi nas na zewnątrz.

— Tutaj będzie kolejna hala o powierzchni 1600 mkw. — pokazuje.

Są już fundamenty. Między nimi żółci się piasek. Uwijają się koparki. Wojciech Pieczara opisuje, gdzie będą kompresory, a gdzie łącznik i magazyn.

W kolejnych halach oglądamy gotowe do wysyłki charakterystyczne beczki Orange, które można zobaczyć w salonach tego teleoperatora. Trochę dalej meble ekspozycyjne dla brytyjskiej firmy odzieżowej.

— W meblarstwie przepisy dopuszczają milimetrową różnicę między elementami. Nasze wyroby mają dokładność do 0,1 mm — chwali się Wojciech Pieczara.

To on odpowiadał za wprowadzenie w firmie procedur zarządzania i ISO. Dzisiaj fabryka w Jaworznie to jeden z najnowocześniejszych zakładów meblowych w Polsce. Zatrudnia 120 pracowników. Średnia płaca wynosi 3 tys. zł.

Zdobyć szczyt Alaski

Jakość wytwarzanych tu mebli doceniają architekci i projektanci wnętrz z całej Europy. Fornit oferuje różnorodne sprzęty — od standardów biurowych, przez hotelowe, po realizacje indywidualne o wyrafinowanych formach przestrzennych. Jego meble są m.in. w Bibliotece Jagiellońskiej w Krakowie, w holu Zakładu Energetycznego w Katowicach, w hotelu Belweder, w katowickim oddziale Multibanku, w salonach Mercedesa w Sosnowcu, Toyoty i Citroena w Dąbrowie Górniczej, w restauracji w Oświęcimiu. Fabryka ma 40 stałych klientów krajowych.

— Około 15 proc. produkcji trafia bezpośrednio na eksport — mówi Wojciech Pieczara.

Firma sprzedaje do Niemiec, Austrii, Holandii, Grecji, Francji, Włoch, Belgii, na Węgry i Słowację oraz do USA i Japonii. Według Marka Pieczary dalsze 30 proc. to eksport tzw. pośredni, gdzie całość wyposażenia — meble, lampy i szkło — na zlecenie zamawiającego kompletuje jeden pośrednik.

Marek Pieczara ma dwa marzenia: wejść na Mount McKinley na Alasce i wybudować wytwórnię oklein. Wtedy nie kupowałby ich w Niemczech. O takiej wytwórni pół wieku temu myślał jego ojciec. A firmę Marek Pieczara przekaże synowi — ten zaś w przyszłości swoim dzieciom.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Stolarski biznes z dziada na wnuka