Strach ma skośne oczy

opublikowano: 04-07-2013, 00:00

Przewozy: W 2015 r. nowym Jedwabnym Szlakiem ma ruszyć do Europy 4 mln chińskich ciężarówek

Od kilku lat Chińczycy intensywnie pracują nad utworzeniem drogowego korytarza transportowego między Azją a Europą. Dotąd brali pod uwagę dwie koncepcje korzystne dla Polski. Pierwsza: przez Rosję, Białoruś, Polskę i autostradą A2 na Zachód. Druga: przez Rosję, Ukrainę, Polskę i autostradami A4 i A18 na Zachód. Niedawno okazało się jednak, że ten „jedwabny szlak” nas ominie. Do Europy ma wjechać aż 4 mln chińskich ciężarówek. Czy polscy przewoźnicy — liderzy na transportowej mapie Europy — powinni się więc zacząć obawiać?

Inny wariant

Na konferencji, która odbyła się na początku czerwca w Ammanie (Jordania) Chińczycy zaprezentowali wybrany przez nich wariant korytarza. Wiedzie z Chin przez Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan, Gruzję, Turcję, Bułgarię, Rumunię, Austrię, Niemcy i Francję do Wielkiej Brytanii. Transporty nim mają ruszyć już w 2015 r.

Wybór tego wariantu korytarza to zła wiadomość dla polskich przewoźników? Niekoniecznie. Strach może budzić porównanie potencjałów. Flota polskich przewoźników obsługujących międzynarodowe trasy to „zaledwie” 150 tys. aut. Chińczycy mówią o „rzuceniu” na szlak floty niemal 27-krotnie większej. Dla naszych przewoźników europejski rynek jest niezwykle ważny — według różnych szacunków obsługują około 20 proc. przewozów drogowych na kontynencie. Ewentualna utrata wpływów byłaby dla nich katastrofą.

Ale nie popadają w rozpacz. — Dla nas rynek europejski się kurczy, dlatego od lat bacznie przyglądamy się projektom Nelti i Traceca, dotyczącym reaktywacji tras Jedwabnego Szlaku. Uczestniczymy również w seminariach i konferencjach euro-azjatyckich, bo kiedy eksploatacja nowych korytarzy i szlaków stanie się faktem, musimy już tam być — mówi Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce. Co boli naszych przewoźników?

— Przede wszystkim to, że odpowiedzialni za naszą branżę przedstawiciele ministerstwa transportu ignorują te działania, co może spowodować spadek udziału polskich przewoźników w nowych relacjach transportowych — mówi Jan Buczek.

Dodaje, że organizacje przewoźników zabiegają, by Jedwabny Szlak nie omijał Polski. Gdyby to się udało, to zyskaliby nie tylko oni. Korzyści uzyskałby też budżet państwa (wpływy z opłat drogowych) i gospodarka. Nasze firmy przewozowe łatwo mogłyby się włączyć w ten szlak i wykorzystać panujący w zachodnich firmach strach przez zleceniami na Wschód. Skoro szlak wiedzie przez Turcję, takich korzyści nie będzie.

Niepotrzebne straszenie

Najważniejsze jest jednak to, że Polacy nie muszą się obawiać chińskich ciężarówek.

— Straszenie nadmierną penetracją naszego rynku przez chińskich konkurentów to niedorzeczność, bo takie przewozy mogą się odbywać tylko na podstawie umów bilateralnych, określających parytet udziału w przewozach, co zapewnia równowagę — przekonuje Jan Buczek. Jedynym zagrożeniem może być to, że Polska do dziś nie zbudowała elektronicznego systemu kontroli zezwoleń, zabezpieczającego nas przed nieuczciwą zagraniczną konkurencją.

— Dalsze ignorowanie potrzeby budowy takiego systemu może doprowadzić do sytuacji podobnej jak z Rosją, gdzie polscy przewoźnicy byli ograniczeni liczbą jednorazowych zezwoleń, a rosyjscy mogli wykonywać przewozy wiele razy na jednym zezwoleniu — zauważa Jan Buczek. Do nowych wyzwań trzeba się przygotować, a za to odpowiadają urzędnicy państwowi.

— Jeśli wszystko będzie działało zgodnie z regułami, nie ma obaw, że ktokolwiek wyprze nas z europejskiego rynku — uspokaja Jan Buczek.

OKIEM EKSPERTA

Bez zagrożenia

ANDRZEJ SZYMAŃSKI

dyrektor zarządzający Dartom

Koncepcja transportu drogowego na takiej trasie z Chin do Europy jest dla mnie troszkę dziwna. A trzeba też wziąć pod uwagę uwarunkowania geopolityczne. Opcja tranzytu przez Kazachstan i powrót do Turcji też są dziwne, bo o wiele łatwiej i logiczniej byłoby kontynuować tranzyt przez Ukrainę i Polskę. Poza tym chińscy przewoźnicy nie spełniają wymagań UE (czas pracy, standard samochodów i naczep, komunikacja werbalna, styl jazdy itp.). Konkurencyjność cenowa? Przecież nie przywiozą paliwa z Chin. A to ponad 60 proc. kosztów. Opłaty za korzystanie z dróg też będą ich dotyczyć. Nie widzę dziś zatem zagrożenia ze strony Chińczyków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu