Po wyraźnym odpływie kapitału z rynków wschodzących w środę komentatorzy zaczęli straszyć drugą odsłoną korekty, która w grudniu mocno przeceniła m.in. złotego i akcje na warszawskiej giełdzie. Umocnienie dolara i wzrost cen, a tym samym spadek rentowności obligacji amerykańskich, to sygnał, który już nie raz był sygnałem do odwrotu. Wczoraj w pierwszej fazie sesji na GPW ten scenariusz zdawał się potwierdzać, zwłaszcza że kurs USD/PLN urósł do 3,06 zł, a euro powyżej 4,18 zł. Kupujący jednak nie skapitulowali, a chęć do zakupów widać było przede wszystkim w segmencie małych i średnich firm z GPW – mWIG40 i sWIG80 pierwsze wyszły nad kreskę, a i blue chipom niewiele brakowało do pozytywnego zakończenia sesji. Złoty zaczął szybko odrabiać straty już po godz. 17, więc na razie alarm został odwołany. Na jak długo? Andrzej Lis z Noble Funds TFI uważa, że tak czy inaczej bez korekty się nie obędzie, ale jej skala nie będzie taka jak poprzedniej.
Strach miał wielkie oczy
Rosyjskie flagi na Krymie nie wróżą dobrze stabilizacji sytuacji na Ukrainie, ale inwestorzy chyba wierzą w pozytywny rozwój wypadków.
