Oferowane przez banki tzw. opcje walutowe, na których na przełomie lat 2008-09 przedsiębiorcy sporo stracili, znów spędzają im sen z powiek. Organy podatkowe wszczynają postępowania, podważając prawo zaliczenia wydatków związanych z tymi opcjami do kosztów działalności, a co za tym idzie, do obniżenia podatku dochodowego. To dla niektórych może być poważny problem.

Dariusz Wółkiewicz, adwokat z kancelarii Nowakowski i Wspólnicy, mówi, że firmy poniosły łącznie wielomiliardowe straty na instrumentach pochodnych, oferowanych przez banki jako zabezpieczenie zmiany kursu walut i „szyte na miarę” pod konkretnych klientów, prowadzących biznesy z zagranicznymi kontrahentami. Taki skutek przyniosła sprzedaż bankom EUR lub USD według ceny ustalonej wcześniej (właśnie dla zabezpieczenia wahań kursowych), dużo niższej niż kurs, który znacząco, ku zaskoczeniu na rynku, poszedł w górę.
Według Dariusza Wółkiewicza, znamienne jest, że w czerwcu 2008 r. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) w jednym ze swoich raportów dostrzegła, że długotrwałe umacnianie się polskiej waluty niesie ryzyko nagłego odwrócenia trendu, a banki — specjaliści rynków walutowych — o takim ryzyku nie informowały klientów.
Nasilenie postępowań
Pojawiają się głosy, że nieprzypadkowo właśnie obecnie dochodzi do natężenia wystąpień przeciwko przedsiębiorcom. Niedługo zaczną przedawniać się ewentualne zobowiązania podatkowe wynikające z nieuprawnionego, według organów podatkowych, kwalifikowania strat z instrumentów pochodnych jako koszt uzyskania przychodu. Poza tym upłynął czas, w którym mogły przedawnić się roszczenia firm wobec państwa za niewdrożenie tzw. dyrektywy MiFID, która chroni przed oferowaniem przez banki produktów finansowych nieadekwatnych do profilu działalności.
— Dyrektywa MiFID zapewne sprawiłaby, że banki nie oferowałyby opcji walutowych albo wskazywałyby na ich spekulacyjny charakter, jak określają je organy podatkowe. Daleki jestem od teorii spiskowych, ale obecnie dochodzenie roszczeń od skarbu państwa za niewdrożenie prawa unijnego zdaje się być ograniczone, a możliwość działania organów podatkowych otwarta — mówi Dariusz Wółkiewicz.
Spekulacja, co to takiego
Trudno stwierdzić, ile takich postępowań właśnie się toczy, ale wiadomo, że w wielu przypadkach organom podatkowym chodzi o wykazanie, że opcje walutowe miały przede wszystkim cel spekulacyjny. Natomiast w raportach KNF dane transakcje opcyjnie są oceniane jako zabezpieczające. — Przepisy podatkowe nie definiują pojęcia „spekulacji”, ale znaleziono na to sposób — mówi Grzegorz Młynarczyk, doradca podatkowy, partner w Sendero Tax & Legal.
Wyjaśnia, że organy podatkowe badają, czy transakcje są zabezpieczeniem konkretnych przepływów (zakupów bądź sprzedaży towarów lub usług), czy zostały zawarte w oderwaniu od nich, wyłącznie z zamiarem osiągnięcia zysku. Strata osiągnięta w drugim przypadku, określanym jako spekulacyjny, nie może w związku z tym stanowić kosztów podatkowych.
W konsekwencji przedsiębiorca ma zaległość podatkową i niemałe odsetki do zapłaty. Doradca z Sandero nie widzi jednak w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT) żadnych podstaw do takiej interpretacji. Odwołując się do pojęcia spekulacji, przyznaje, że jej celem jest zysk, ale dodaje, że wszelkie wydatki ponoszone dla jego osiągnięcia stanowią koszty uzyskania przychodów.
— Nie ma znaczenia, czy podatnik planował osiągnąć zysk, inwestując w strategie opcyjne, w inne papiery wartościowe czy w nieruchomości albo dzieła sztuki. Według systematyki ustawy o CIT, jedynym kryterium przesądzającym o prawie zaliczenia wydatków do kosztów jest ich cel. Jeśli było nim osiągnięcie opodatkowanych przychodów, to ewentualna strata obniża podstawę opodatkowania. Zarzut spekulacji jest zatem nie na miejscu — wyjaśnia Grzegorz Młynarczyk.
Uważa, że jeśli sprawy te trafią do sądów administracyjnych, powinna wyłonić się linia orzecznicza korzystna dla podatników.
Wygrana z bankiem, zwrot dla fiskusa
Jeżeli przedsiębiorca w sporze z bankiem wykaże nieważność transakcji opcyjnej, to będzie uprawniony do otrzymania zwrotu od banku nienależnego świadczenia. Zwrot ten nie będzie opodatkowany jako przychód. Trzeba będzie jednak rozliczyć się z fiskusem w związku z tym, że zniknie podstawa do zakwalifikowania poniesionej kilka lat temu straty na opcjach do kosztów uzyskania przychodu. W tej sytuacji trzeba będzie stratę zwrócić, czyli część świadczenia odzyskanego przez klienta musi być oddana na rzecz fiskusa — nie jako podatek od otrzymanego świadczenia, ale jako kwota, o którą wcześniej klient, przy rozliczaniu straty pomniejszył swój przychód.
Przychód — cel nadrzędny
— Organy podatkowe nie do końca zdają się rozumieć wszystkie mechanizmy związanez transakcjami opcyjnymi — podkreśla Dariusz Wółkiewicz. Przypomina, że klient i bank wystawiali sobie opcje wzajemnie — banki oferowały produkty, w których klient zamiast zapłaty premii opcyjnej za nabycie praw z opcji finansował je, wystawiając opcje na rzecz banku. Parametry były tak dobierane, aby wartości premii za wzajemnie wystawione opcje „put” i „call” były równe i wzajemnie się kompensowały.
— Nabyte przez klienta opcje „put” służyły zachowaniu bądź zabezpieczeniu źródła przychodu. Pozwalały one rekompensować straty związane z dalszym umacnianiem się polskiej waluty. Opcje wystawione na rzecz banku, czyli zobowiązania niosące dla klientów ryzyko straty, kwalifikowanej później jako koszt uzyskania przychodów, służyły sfinansowaniu możliwości zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodu. Był to wydatek rozłożony w czasie, w postaci zobowiązania do wymiany waluty w określonym czasie po określonych kursach. Wystawienie opcji na rzecz banku wpisywało się w definicję kosztów podatkowych — podkreśla adwokat.
Również on podkreśla, że organy podatkowe nie biorą pod uwagę celu transakcji opcyjnych, podczas gdy jest to kryterium decydujące o uznaniu wydatku za koszt uzyskania przychodu. Adwokat przyznaje, że na skutek kryzysu gospodarczego koszty związane z nabyciem struktur opcyjnych okazały się wyższe niż wynikające z nich przychody dla przedsiębiorców.
Ale zwraca uwagę, że w momencie zawierania transakcji były one, przynajmniej według zapewnień banków, celowe — opcje wystawione na rzecz banków miały finansować ich nabycie przez klientów od banku. W ten mniej więcej sposób banki przedstawiały bezkosztowość tego typu ofert. — Nie zawsze to okazywało się prawdą — mówi Dariusz Wółkiewicz.
Nie ma tego złego
Adwokat zauważa jednak, że kontrole fikusa, pomimo że w większości nie powinny być prowadzone, mają pewien plus.
— Skoro organy państwowe i sądowe jednym głosem zaczynają twierdzić, że oferowane przez banki produkty miały charakter spekulacyjny i nie były dopasowane do profilu działalności firm, nawet jeżeli w umowach nadano im funkcję zabezpieczającą, to na tę argumentację powinni się powoływać przedsiębiorcy, którzy toczą spory z bankami o unieważnienietransakcji walutowych — wyjaśnia Dariusz Wółkiewicz.
Jego zdaniem, organy podatkowe w trakcie swoich postępowań też powinny pytać przedstawicieli banków, jaki charakter miały transakcje opcyjne i w jaki sposób badano ich adekwatność do profilu biznesu klienta. — Moim zdaniem, jeżeli przedsiębiorca toczy równolegle dwa postępowania, sądowe z bankiem i podatkowe, to drugie powinno być zawieszone. Uznanie transakcji przez sąd cywilny za nieważną powinno mieć znaczenie dla ustaleń organów podatkowych — mówi adwokat. Według niego, może też okazać się, że skarb państwa, wykazując spekulacyjny charakter transakcji, kieruje lufy armat we własne piersi. Nie można wykluczyć, że przedsiębiorcy wystąpią do państwa o zrekompensowanie strat.
— Wydanie przez organ podatkowy ostatecznej decyzji stwierdzającej o spekulacyjnym charakterze transakcji jest w istocie potwierdzeniem dla przedsiębiorcy, że niewdrożenie dyrektywy MiFID mogło wyrządzić mu szkodę przez zaniechanie ze strony państwa, o czym przedsiębiorca ostatecznie dowiaduje się po uzyskaniu takiej decyzji — tłumaczy Dariusz Wółkiewicz. Przypomina, że zgodnie z polskim prawem, roszczenie o naprawę szkody przedawnia się z upływem trzech lat od momentu dowiedzenia się o niej i o osobie obowiązanej do jej naprawienia, ale nie później niż 10 lat od zdarzenia wywołującego szkodę. Czyli przedsiębiorcy mają jeszcze szanse na dochodzenie swoich praw.
Konferencja Rozwijaj biznes z najlepszymi
6 października, Stadion Narodowy
� Brzoska � Czarnecki � Góral � Sołowow
4 ikony polskiego biznesu w jednym miejscu, 4 twórców giełdowych gigantów,
4 wizjonerów, których firmy skutecznie rywalizują ze światowymi potęgami,
4 drogi do rynkowego sukcesu
Szczegóły: konferencje.pb.pl, [email protected], 22 333 97 77