Struktura rządu się nie zmieni

10-09-2014, 00:00

Dymisja prezesa Rady Ministrów wreszcie staje się faktem prawnym, a nie wyłącznie polityczno-medialnym.

Spełniony został warunek z tytułu naszego komentarza z piątku — konstytucyjna procedura doczekała się pisma Donalda Tuska. W sumie stało się to dosyć szybko, od szczytu Rady Europejskiej upłynęło dziesięć dni. W pierwszych założeniach szef rządu i przewodniczący PO zakładał, że pozostanie na stanowisku znacznie dłużej. Nie był przecież związany żadnym konstytucyjnym terminem, mógł odejść kilka dni przed 1 grudnia, gdy obejmuje gabinet przy rondzie Schumana w Brukseli.

Wyznaczona jednoosobowo przez Donalda Tuska na następczynię Ewa Kopacz jest premierem elektem praktycznie od 1 września. Część ministrów ma pozycje niepodważalne, część oczywiście się zmieni. Wicepremier Elżbieta Bieńkowska na odchodnym wywalczyła utrzymanie swojego Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju. Stworzony specjalnie dla niej superresort skupia cztery potężne działy administracji rządowej: rozwój regionalny; budownictwo z planowaniem i zagospodarowaniem przestrzennym; transport; gospodarkę morską. Wypada przypomnieć, że gdyby nie zegarki wymuszające dymisję Sławomira Nowaka — premierowi Donaldowi Tuskowi nawet do głowy nie przyszłoby pochłonięcie resortu infrastruktury przez rozwój!

Od tzw. reformy centrum z 1997 r. ministerstwa tworzy realnie sam premier, rozsypując i zestawiając klocki tzw. działów administracji. Fatalna dla kierowania Polską jest przypadłość wszystkich kolejnych ekip rządzących — tworzenia niemal „prywatnych” ministerstw dla konkretnego człowieka. Premier z następnej koalicji natychmiast rozsypuje taki układ, dlatego od lat piszę, by nie wyrzucać starych pieczątek i tabliczek. Przypomnę przykłady dwóch takich epizodycznych tworów bez sensu, które przetrwały tylko do końca kadencji. Leszek Miller utworzył dla Jerzego Hausnera sztuczne Ministerstwo Gospodarki i Pracy, które notabene obejmowało także… rozwój regionalny. Jarosław Kaczyński na żądanie Romana Giertycha utworzył Ministerstwo Gospodarki Morskiej, obsadzone przez młodego narodowca Rafała Wiecheckiego.

Żonglerka ministerstwami pod bieżące zapotrzebowanie polityczne czy wprost personalne gwałci zasady organizacji i zarządzania. Naprawdę można zatęsknić do znacznie większej stabilizacji z początków III RP, gdy zgodnie z prawem odziedziczonym po PRL ministerstwa tworzone były ustawą. Tak się dzieje od zawsze np. w USA, gdzie ministerstwo tworzone jest przez Kongres najwyżej raz na kilkanaście lat, ostatnio np. po atakach terrorystycznych powstał w 2002 r. Departament Bezpieczeństwa Krajowego. Jest tam wręcz niewyobrażalne, aby najważniejsze struktury kierownicze państwa dopasowywane były na poczekaniu do widzimisię aktualnego prezydenta i jego zauszników.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Struktura rządu się nie zmieni