Sukces wspólny, lecz selektywny

opublikowano: 02-07-2012, 00:00

EURO 2012

Rachubę tzw. historycznych i przełomowych szczytów Rady Europejskiej w Brukseli stracił chyba nawet ich przewodniczący Herman Van Rompuy. Zakończony w piątek, enty już w antykryzysowym ciągu, niewątpliwie zostanie zapamiętany, ale najbardziej z powodu… zbitki terminowej z końcówką EURO 2012.

Akurat w czasie, gdy kompletowany był skład finału Hiszpanii z Włochami, premierzy właśnie owych państw najlepszych piłkarsko, Mariano Rajoy i Mario Monti, zgodnie zagrali w duecie budżetowej niedoli (czytaj w tekście obok). Kanclerz Angela Merkel, która podczas gorącej debaty stresowała się podglądaną na tablecie transmisją fatalnego dla Niemców półfinału z Warszawy, musiała skapitulować także w Brukseli.

W odróżnieniu od unijnego szczytu, turniej EURO 2012 okazał się historyczny przez duże H.

To trzecie piłkarskie mistrzostwa Europy zorganizowane przez dwa sąsiadujące państwa, ale para Polski z Ukrainą to zupełnie inna bajka niż Belgii z Holandią czy Austrii ze Szwajcarią. Niezależnie nawet od dzielącej nas od tamtych państw przepaści infrastrukturalnej, decyzja UEFA podjęta pięć lat temu (jej prawdziwym sprawcom poświęcamy wektory na stronie obok) była podwójnie odważna.

EURO pierwszy raz zawędrowało nie tylko do nowego państwa członkowskiego Unii Europejskiej, ale przekroczyło granice wspólnoty i zarazem strefy Schengen. W ten sposób apolityczna UEFA jednym ruchem przebiła cały dorobek politycznego partnerstwa wschodniego UE.

Sukces polsko-ukraińskiego EURO 2012 jest wspólny, lecz selektywny, głównie w warstwie organizacyjnej.

Wszystko, co wewnątrz stadionów i w ich najbliższym otoczeniu — było identyczne i musiało się udać, bo UEFA narzuciła swoje standardy, dała doświadczonych ludzi, know how itd. W odstępie trzech dni mogłem na żywo porównać półfinał w Warszawie z finałem w Kijowie — i poza drobnymi szczegółami była to organizacyjna i logistyczna kalka.

Ale im dalej od stadionu, tym różnica cywilizacyjna i mentalna otoczenia stawała się większa… Naprawdę nie był przypadkowy, i wynikał nie z jakości łóżek w centrach pobytowych, stosunek liczby drużyn kwaterujących w Polsce i na Ukrainie — zamiast naturalnego 8:8 wyszło aż 13:3. Strona ukraińska była za to lepsza 16:15 w liczbie meczów, o kijowski finał.

Koniecznie trzeba pamiętać, że gdy otrzymywaliśmy organizację EURO 2012, nasza wschodnia siostrzyca cieszyła się nieporównanie lepszym wizerunkiem międzynarodowym. Obecnie zaś prezydenta Wiktora Janukowycza dotyka unijny ostracyzm.

Wczoraj przed kijowskim finałem prezydent Bronisław Komorowski, chcąc połączyć troskę z neutralnością, spotkał się najpierw w polskiej ambasadzie z ukraińskimi opozycjonistami, a zaraz potem gościł u prezydenta.

Między wierszami okrągłych politycznych deklaracji przebijała się gorzka prawda — była premier i niedoszła prezydent Julia Tymoszeko tak jak przesiedziała w więzieniu całe EURO 2012, tak nie ma szans na wypuszczenie przed 28 października, gdy odbędą się wybory parlamentarne. Chyba, że zdecydowałaby się poddać leczeniu na trwałej emigracji — o, wtedy wyszłaby od zaraz…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu