Sukcesorzy wolą iść na swoje

Właściciele firm rodzinnych nie mają komu ich przekazać. Dzieci wolą spełniać się na innym polu

Polska, która stoi wielopokoleniowymi biznesami? Nic z tego. Większość sukcesorów ani myśli przejmować firmy po rodzicach. Wybierają własne ścieżki, nie tylko biznesowe.

Wyświetl galerię [1/2]

DWA POWODY: — Dzieci nie chcą przejmować firm swoich rodziców ponieważ od małego słyszą, jaka to ciężka praca. Ponadto niełatwo im zbudować autorytet wśród pracowników, którzy znają ich od dziecka — mówi Katarzyna Gierczak-Grupińska, prezes Fundacji Firmy Rodzinne. Fot. ARC

Potrzeba niezależności

Mateusz Zyguła zrezygnował z możliwości kierowania rodzinnym biznesem, bo chciał udowodnić światu, że poradzi sobie sam. Przez lata ciążyło mu piętno dziecka zamożnych rodziców, które ma wszystko na wyciągnięcie ręki.

— Nikt nie brał pod uwagę tego, że od najmłodszych lat pracowałem w rodzinnej firmie jako szeregowy pracownik, od czwartej rano ładując towar na sklepy — opowiada Mateusz Zyguła. Obserwował, jak rodzice przygotowują jego starszego brata, Łukasza, do przejęcia starów w firmie. — Widziałem, jakim kosztem dociera się z rodzicami i nie chciałem brać w tym udziału — przyznaje Mateusz Zyguła.

Ostatecznie o pójściu na swoje — tylko w innej branży — zdecydowały jego zainteresowania.Firma Zygułów od początku lat 90. działa w sektorze mięsnym. Natomiast Mateusza od zawsze pociągały nowe technologie. W 2006 r. razem z dwoma kolegami otworzył firmę Widzialni.pl, która zajmowała się pozycjonowaniem treści w sieci. Wspomina, że jej początki nie były łatwe.

— Pieniędzy na start nie chciałem brać od rodziców. Otworzyłem firmę za własne oszczędności i niewielką dotację. Przez rok pracowałem po kilkanaście godzin dziennie, prawie za darmo — opowiada Mateusz Zyguła.

Po 10 latach sprzedał firmę grupie Bauer. Spółka zatrudniała wtedy 40 osób i generowała obroty rzędu kilku milionów złotych. Dzisiaj Mateusz Zyguła myśli o kolejnej działalności.

Wybrali inną drogę

Podobnych przykładów jest wiele. Rodzinnej firmy nie przejęła choćby Joanna Jakubas, która robi karierę jako śpiewaczka operowa. Natomiast córka Arkadiusza Musia, jednego z najbogatszych Polaków, właściciela spółki Press Glass, jest zawodowym pilotem śmigłowców. Z kolei Magdalena Grycan została naukowcem. Ale takich przykładów jest wiele również wśród dzieci właścicieli mniejszych firm. Sebastian Maśka, którego rodzice od lat handlują wyborami stalowymi, zawsze chciał spróbować sił we własnym biznesie. Stworzył Versum, system do zarządzania salonami piękności, który po kilku latach działania dorównuje wielkością firmie rodziców. Adam Stadnik, wielobranżowy przedsiębiorca, który w Połczynie buduje Europejskie Centrum Senioralne, razem z dziećmi zdecydował, że żadne z nich nie przejmie sterów rodzinnego biznesu, bo może to rodzić konflikty. Rodzina stworzyła własną konstytucję, gwarantującą trwanie spółki przez wiele pokoleń, bez konieczności zasiadania na fotelu prezesa przez którekolwiek z dzieci. Z badania przeprowadzonego przez Instytut Biznesu Rodzinnego (IBR) wynika, że zaledwie 8,2 proc. sukcesorów chce przejąć firmę od swoich rodziców.

— Natomiast nestorów chętnych do przekazania biznesu jest około 74 proc. — zwraca uwagę Krzysztof Ogorzałek, członek zarządu Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych oraz wiceprezes i sukcesor w spółce rodzinnej JMK Computerate.

Zbyt ciężka praca

Zdaniem Katarzyny Gierczak-Grupińskiej, prezes Fundacji Firmy Rodzinne (FFR), powodów niechęci do przejmowania przez dzieci firmy rodziców jest kilka.

— Pierwszy z nich jest taki, że sukcesorzy jeszcze jako dzieci wyczuwają sprzeczność między tym, co mówią im rodzice o prowadzeniu firmy, a własnymi obserwacjami zachowań starszego pokolenia. Z jednej strony słyszą „gdy będziesz robić to, co lubisz, praca stanie się przyjemnością, a nie udręką”, ale z drugiej widzą wiecznie zmęczonych rodziców, którzy przy niedzielnym śniadaniu, czyli jedynej okazji, kiedy rodzina jest w komplecie, rozmawiają o tym, że klient nie zapłacił, zepsuła się maszyna albo trzeba walczyć o wysoki kredyt obrotowy — mówi Katarzyna Gierczak- Grupińska.

— Prowadząc swoje firmy, potrafimy o nich pięknie opowiadać partnerom i klientom, ale gdy wracamy do domu, to przy stole mówimy o wszystkich trudnościach dnia codziennego.Jeden z moich znajomych na pytanie rodziców, dlaczego woli prowadzić niewielką firmę, a nie duży, rodzinny biznes, odpowiedział, że od zawsze, codziennie słyszał o wielu trudnościach i problemach z nią związanych. Jego spółka nie generuje podobnych — wtóruje jej Krzysztof Ogorzałek.

Budowanie autorytetu

Dzieci biznesmenów od najmłodszych lat uczą się więc, że rodzinna firma to ciężka praca, bez limitu godzin, łącząca się z ogromną odpowiedzialnością za zatrudnionych ludzi. Potomkowie biznesmenów nie zawsze czują się na siłach, aby tak ciężko pracować.

— Kolejny powód to przekonanie sukcesorów, że nigdy nie zdołają dorównać rodzicom — mówi Katarzyna Gierczak-Grupińska.

— Niełatwe jest starcie z autorytetem rodzica, który firmę stworzył i prowadzi od lat. Sukcesorowi często trudno jest zbudować własną tożsamość zawodową i równie silny autorytet. W trakcie tego procesu wszyscy patrzą mu na ręce — przyznaje Adrianna Lewandowska, prezes IBR.

Dużym wyzwaniem są też różnice międzypokoleniowe.

— Młodzi ludzie zazwyczaj chcą tworzyć globalne biznesy, działające w sieci, współgrające z transformacją cyfrową — mówi Adrianna Lewandowska. Czy to oznacza, że nie ma szans na nowe wielopokoleniowe, rodzinne firmy w Polsce? Oczywiście, że są.

— Im bardziej będziemy świadomi, jak prawidłowo przygotować sukcesora, tym lepiej będzie to w firmach przebiegało. Bardzo wiele zależy bowiem od rodziców, choć niewątpliwie — co ważne — sukcesorem trzeba też chcieć być — podsumowuje Krzysztof Ogorzałek.

 

Komentarz partnera

MIKOŁAJ PLACEK
prezes zarządu Grupy Oknoplast

Problemy firm z sukcesją

Przedsiębiorstwa rodzinne mają problemy z sukcesją

Dlaczego sukcesorzy nie chcą przejmować rodzinnych biznesów? Sukcesja jest jednym z najistotniejszych tematów poruszanych w firmach rodzinnych. W Polsce stanowi on niemałe wyzwanie. Według danych Instytutu Biznesu Rodzinnego, w naszym kraju firmy rodzinne stanowią ok. 36 proc. wszystkich przedsiębiorstw, a ich działalność odpowiada za 18 proc. polskiego PKB. Aż 57 proc. z nich planuje sukcesję w ciągu najbliższych pięciu lat. Mimo to, jak wynika z raportu IBR „Barometr Sukcesyjny — ścieżki kariery pokolenia Next Generation w polskich firmach rodzinnych”, zaledwie 8,1 proc. sukcesorów myśli o przejęciu firmy stworzonej przez pokolenie ich rodziców.

Odpowiedź na przyczyny tego zjawiska dają nam dane IBR, według których aż 47,3 proc. sukcesorów wolałoby prowadzić własną firmę lub własny start-up. Widoczne jest zatem, że młodzi chcą pracować na swoje konto, a nie w firmach założonych przez ich rodzinę. Co ciekawe jednak, aż 33,7 proc. sukcesorów inspirację biznesową zaczerpnęło od rodziców. Większość z nich od najmłodszych lat obserwuje biznesowe strategie rodziców i proces budowania relacji z klientami oraz partnerami. Sukcesorzy są też świadkami rozmów o firmie i biznesie.

Tak było także w przypadku Grupy Oknoplast.

Od młodzieńczych lat byłem obecny w rodzinnej firmie, dzięki czemu miałem okazję poznać ją od przysłowiowej podszewki. Z pewnością w rozpowszechnieniu zjawiska sukcesji w polskich firmach pomóc mogą pozytywne przykłady, których w ostatnich latach pojawia się coraz więcej. Sami jako Grupa Oknoplast przeszliśmy ten proces, rozważnie planując kolejne jego etapy. Dziś — z perspektywy czasu — mogę powiedzieć, że zakończył się on pomyślnie, a przedsiębiorstwo nadal dynamicznie się rozwija. Jestem więc przekonany, że dysponując doświadczeniem w tym zakresie, powinniśmy mówić o sukcesji jako zjawisku, które może być pozytywnym elementem działalności biznesowej.

Pamiętajmy jednak, że nieodpowiednio przeprowadzona fala procesów sukcesyjnych w Polsce to zagrożenie dla polskiej gospodarki.

Od sukcesyjnych decyzji właścicieli oraz powodzenia procesu zmiany zależy nie tylko byt ich rodzin, ale też przyszłość tysięcy miejsc pracy Polaków. Dlatego od samego początku funkcjonowania biznesu warto mieć świadomość, jak wzmacniać potencjał firmy i co zrobić, aby była ona wielopokoleniowa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Sukcesorzy wolą iść na swoje