Świat nie kończy się na aukcji

Połączenie O2 z E-Plusem może wywołać w kolejnych latach falę konsolidacji w innych krajach, także w Polsce, zwłaszcza że operatorzy muszą inwestować coraz więcej — uważa Benoit Scheen, wiceprezes i dyrektor wykonawczy odpowiedzialny za Europę w Orange Group

„Puls Biznesu”: Walizki z pieniędzmi już czekają na aukcję częstotliwości?

POKEROWA TWARZ:
Częstotliwości to dobra
rzadkie, a w tym roku
operatorzy będą mogli
zdobyć na 15 lat atrakcyjny
pakiet umożliwiający
rozwój LTE. Dziś grupa
Zygmunta Solorza-
-Żaka ma więcej takich
zasobów niż Orange,
ale Benoit Scheen, nadzorujący
polską spółkę
z ramienia francuskiej
matki, zapowiada,
że na aukcji szaleństw
nie będzie. [FOT. ARC]
Zobacz więcej

POKEROWA TWARZ: Częstotliwości to dobra rzadkie, a w tym roku operatorzy będą mogli zdobyć na 15 lat atrakcyjny pakiet umożliwiający rozwój LTE. Dziś grupa Zygmunta Solorza- -Żaka ma więcej takich zasobów niż Orange, ale Benoit Scheen, nadzorujący polską spółkę z ramienia francuskiej matki, zapowiada, że na aukcji szaleństw nie będzie. [FOT. ARC]

Benoit Scheen: Najpierw poczekajmy, aż wyklarują się skomplikowane okoliczności związane z rozpoczęciem aukcji. Polski regulator podjął trudną, ale rozsądną decyzję, by ją anulować. Przy tylu wątpliwościach warto zrobić to jeszcze raz — lepiej. Wystartujemy w aukcji, ale nie będziemy walczyć o częstotliwości za wszelką cenę. Warunki muszą być rozsądne. Aukcje częstotliwości odbywały się w ostatnim czasie w różnych krajach, ale trudno przewidzieć, czy w Polsce trzeba będzie zapłacić relatywnie mniej czy więcej w porównaniu z tymi krajami, bo aukcja jeszcze nawet nie wystartowała. W Polsce rywalizacja cenowa między operatorami jest wyjątkowo ostra, co sprawia, że wartość uzyskanego spektrum częstotliwości będzie niższa — tym bardziej że wydatki nie kończą się na aukcji, bo do tego dochodzą olbrzymie koszty budowy infrastruktury. Jeśli wyłożymy dużo gotówki na aukcji, to potem możemy mieć problem z inwestycjami w sieć. Musimy też mieć pewność, że po aukcji będziemy mieli wystarczające możliwości, by inwestować w rozwój naszych usług i podniesienie poziomu obsługi klientów.

A jeśli uznacie, że cena jest za wysoka?

Świat nie kończy się na częstotliwościach z zakresu 800 MHz. Oczywiście to one są dziś najczęściej używane do dostarczania tzw. pokryciowego LTE, a 2600 MHz wykorzystuje się przy LTE w miastach, ale istnieją też inne możliwości. Szybki internet można, tak jak w innych krajach, rozwijać również na częstotliwościach z zakresu 700 MHz [mają stać się częścią tzw. drugiej dywidendy cyfrowej po 2015 r. — red.], a także 450 MHz — dziś wykorzystywanych do dostarczania internetu w technologii CDMA. Możemy też bez problemu pokryć LTE cały kraj przy użyciu częstotliwości z zakresu 1800 MHz, z których już korzystamy. Będzie to oczywiście z punktu widzenia inwestycji droższe niż przy 800 MHz, ale jeśli cena w aukcji zostanie wywindowana, w ogólnym rozrachunku może okazać się tańsze.

To może z częstotliwości trzeba korzystać na spółkę? Z T-Mobile, z którym już współpracujecie, albo z wszystkimi operatorami. Urząd Komunikacji Elektronicznej dopuszcza taką możliwość.

Idziemy na aukcję z myślą, żeby kupić częstotliwości dla siebie. Jeśli nie uda się ich zdobyć za rozsądną cenę, rozważymy inne scenariusze. Trzeba pamiętać, że nie jest pewne, czy wszyscy czterej operatorzy wystartują w aukcji i czy nie pojawi się jakiś nowy gracz? To nie jest wykluczone, takie niespodziewane wejścia firm spoza rynku już się zdarzały w Europie.

Z miesiąca na miesiąc przybywa użytkowników smartfonów i tabletów. Czy to znaczy, że za kilka lat wszyscy będziemy korzystać z internetu mobilnego, a inne technologie odejdą w cień?

Chcemy dostarczać szybki internet i przy użyciu technologii mobilnych, i po kablu. Technologie mobilne mają limity przepustowości. Przy bardzo dużej liczbie użytkowników na małym terenie fizycznie niemożliwe będzie uzyskanie dobrej jakości połączenia. Dziś nie jest to problemem, ale smartfonów i tabletów będzie jeszcze więcej. Dlatego uważamy, że dobrą strategią jest kombinacja łączy tradycyjnych i technologii mobilnych przy dostarczaniu internetu szerokopasmowego. Między innymi dlatego zaangażowaliśmy się w pilotażowy projekt internetu FTTH w Warszawie, który już spotkał się z bardzo dużym zainteresowaniem klientów. Mamy sporo dobrych doświadczeń z innych krajów. Wiemy też, że Polska będzie miała do wydania dużo pieniędzy z Unii na światłowody, ale jest jeszcze za wcześnie, by mówić o tym, w jakiej skali będziemy angażować się we wszystkie te projekty w miastach i na terenach wiejskich.

Grupa Zygmunta Solorza-Żaka do oferty telekomunikacyjnej i telewizyjnej dołącza np. usługi bankowe czy sprzedaż prądu. Czy Orange też będzie szedł w tę stronę?

W naszej grupie jednym z kluczowych obszarów stają się płatności mobilne, które np. bardzo mocno rozwijamy w Afryce. Mamy tam już 9 mln użytkowników usługi Orange Money. Będziemy ją rozwijać w większości krajów, być może z partnerami, jak np. Visą we Francji, oferując przy okazji możliwość zaciągania minipożyczek.

Jakich jeszcze nowych projektów można spodziewać się po Orange? Prezes Stephane Richard zapowiadał start w tym roku inkubatora przedsiębiorczości Orange Fab…

Orange Fab ruszy w tym roku w Warszawie. To idea, którą sprawdziliśmy już w akcji w USA. Polega na tym, że dajemy młodym firmom trochę pieniędzy(w Polsce będzie to maksymalnie 40 tys. zł), ale przede wszystkim dostęp do naszych technologii, ekspertów i sieci kontaktów. Przyspieszamy w ten sposób rozwój start-upów. Mamy nadzieję, że część z nich dynamicznie się rozwinie i będzie z nami współpracować. Będziemy też mocno pracować nad tzw. internetem rzeczy, czyli m.in. aplikacjami, pozwalającymi na zarządzanie samochodami, w partnerstwie z producentami aut, czy domem. Najnowsze modele kart SIM można włożyć właściwie we wszystko, nawet w ubranie. Nowe możliwości rozwoju pojawiają się więc co dnia.

Czy Orange Group pójdzie jeszcze w Polsce na zakupy?

Dla europejskiej branży kluczowe będzie to, co stanie się w tym roku w Niemczech. Tam, podobnie jak w Polsce, rynek jest dziś podzielony między czterech dużych operatorów, ale kiedy O2 połączy się z E-Plusem, może być ich trzech. Jeśli Komisja Europejska wyrazi zgodę na taką koncentrację, może to wywołać w kolejnych latach falę konsolidacji w innych krajach, w tym także w Polsce — tym bardziej że operatorzy muszą inwestować coraz więcej. Dekadę temu wystarczyło stworzyć infrastrukturę 2G, potem doszło do tego 3G, a teraz 4G. Akumulujemy kolejne koszty, a ceny usług spadają. Mamy solidne wyniki, ale patrząc np. na poziom zadłużenia niektórych naszych konkurentów — nie tylko w Polsce — obniżanie cen wreszcie będzie musiało się skończyć albo część graczy nie wytrzyma rosnących kosztów i z kimś się połączy lub zostanie wchłonięta.

Belgijski rozgrywający

Benoit Scheen jest dziś w grupie Orange wiceprezesem i dyrektorem wykonawczym odpowiedzialnym za Europę (z wyjątkiem rynku francuskiego), a także wiceprzewodniczącym rady nadzorczej i przewodniczącym komitetu ds. strategii w Orange Polska. Urodzony w 1966 r. Belg zaczynał karierę w firmach informatycznych: pracował w Siemens- -Nixdorf (dziś Wincor-Nixdorf), IBM, a potem przez lata w Compaqu. Po fuzji z HP został w 2004 r. wiceprezesem i dyrektorem zarządzającym firmy w Belgii i Luksemburgu. Potem przeniósł się do telekomów — od 2005 r. pracował w zarządzie Mobistaru, drugiego pod względem wielkości operatora w Belgii, kontrolowanego przez Orange, a w 2008 r. został jego szefem. Trzy lata później trafił do centrali na obecne stanowisko, z którego kieruje działaniami grupy w dziesięciu państwach: Polsce, Hiszpanii, Portugalii, Belgii, Luksemburgu, Rumunii, Mołdawii, na Słowacji, w Armenii i na Dominikanie. Za jego kadencji Orange sprzedało spółki zależne w Austrii i Szwajcarii.

Jak polskiemu Orange poszedł 2013 r.?

Wyniki są satysfakcjonujące. Dużym sukcesem okazało się wprowadzenie marki nju mobile. Stabilizujemy nasz udział rynkowy, rozwijamy się też w segmencie B2B. Jesteśmy na dobrym kursie i ufam, że zarząd polskiej spółki nadal będzie wszystko dobrze koordynował.

Telefalstart
Internet LTE jest dostarczany przez Plusa od ponad dwóch lat, a od jesieni w kilkudziesięciu miastach oferują go Orange i Play. Aukcja częstotliwości, organizowana przez Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE), ma umożliwić szybką ogólnopolską ekspansję szerokopasmowej technologii. Oferty (minimum 250 mln zł za jeden z pięciu bloków w paśmie 800 MHz i co najmniej 25 mln zł za jeden z czternastu w paśmie 2,6 GHz) miały zacząć wpływać 14 lutego, ale dwa dni wcześniej Magdalena Gaj, prezes UKE, odwołała aukcję (powodem było nieprawidłowe opublikowanie odpowiedzi na pytania operatorów — załączniki dało się otworzyć kilka godzin po upływie przepisowego terminu). Zapowiedziała też rychły start konsultacji dokumentacji dotyczącej nowej aukcji, którą opublikowano w poniedziałek. Zainteresowani mają 30 dni na przekazanie uwag regulatorowi. Według Magdaleny Gaj, „błąd ludzki” opóźni rozstrzygnięcie o około trzech miesięcy, ale tegoroczne wpływy do budżetu — minimum 1,8 mld zł, a być może nawet dwa razy więcej — nie są zagrożone.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Świat nie kończy się na aukcji