Świat Niekiepskich

Dawid Tokarz
opublikowano: 2004-01-23 00:00

We wrześniu w samolocie do Warszawy wpadł mi w ręce „Puls Biznesu”. Przeczytałem, że szanse na ulokowanie inwestycji Hyundaia w Polsce są coraz mniejsze. Pomyślałem: jeszcze zobaczymy! — wspomina Ryszard Pacholik, wójt Kobierzyc.

Za trzy dni oferta Kobierzyc znalazła się już w Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. A za kilkanaście dolnośląską gminę odwiedzili wysłannicy koreańskiego koncernu.

Cicho, sza!

O przebiegu kilku już wizytacji Koreańczyków w Kobierzycach ani wójt, ani przedstawiciele PAIiIZ za żadne skarby nie chcą mówić. A jednak coś wyszperaliśmy.

— Choć Kobierzyce do listy kilku proponowanych lokalizacji dołączono tuż przed pierwszą wizytą delegacji Hyundaia w Polsce i nie było czasu na przygotowania, to wszystko było tip-top. Z lotniska kolumną samochodów przejechaliśmy pod specjalnie na tę okazję postawiony namiot. Tam doszło do prezentacji. Azjaci się cały czas uśmiechają, więc po mimice trudno wyczuć ich ocenę. W Kobierzycach byli jednak wyjątkowo długo. Uznaliśmy więc, że się im spodobało — mówi ktoś bardzo dobrze poinformowany.

— Nie sposób rozmawiać o szczegółach, bo taka jest wola inwestora. Połowa porażki przy niedawnej inwestycji Peugeota (francuski koncern ulokował fabrykę na Słowacji — przyp. aut.) miała źródło w tym, że media za dużo wiedziały i ujawniały — wyjaśnia Sebastian Mikosz, wiceprezes PAIiIZ.

Ale odpowiedzialność! Znów zawinili żurnaliści...

I teraz pojawiały się przecieki: chociażby wicewojewoda dolnośląski pogadał sobie z regionalną prasą.

— Premier zadzwonił do wojewody i w krótkich żołnierskich słowach przypomniał o zachowaniu absolutnej ciszy. Poskutkowało. I na Słowacji nie było lepiej: Koreańczycy jeszcze nie wysiedli z helikopterów, a już otoczyli ich dziennikarze z mikrofonami — ujawnia nasz informator.

Samorządowy PR

Ryszard Pacholik obawiał się reakcji Koreańczyków na przeciek. Na wyrost.

— Już kilka dni po pierwszej ich wizycie dotarł do nas nieoficjalny sygnał, że to właśnie podwrocławska miejscowość najbardziej przypadła im do gustu — mówi Sebastian Mikosz z PAIiIZ.

Co zadecydowało?

— Doskonałe położenie, bliskość lotniska i wielkiego rynku pracy — Wrocławia. Także tzw. living conditions, czyli warunki do zamieszkania dla menedżerów z Korei, których — szczególnie w I etapie — będzie sporo. Uregulowany stan prawny całej, co ważne — płaskiej, 270-hektarowej działki (jedynym właścicielem jest Agencja Nieruchomości Rolnych), doprowadzenie wszystkich mediów. No i elastyczność władz gminy — wylicza jednym tchem Sebastian Mikosz. I puentuje:

— W Polsce dla Hyundaia liczą się tylko Kobierzyce.

Wiceszef PAIiIZ wypowiada się tak nie bez powodu. Kiedy Koreańczycy już ogłosili, że na „krótką listę” dostały się słowacka Żylina i Kobierzyce właśnie, do agencji wciąż wpływały oferty innych polskich miejscowości. Media zaś sugerowały, że lepszą lokalizacją mogą być jednak okolice Poznania czy Łodzi. Sebastian Mikosz ocenia te rewelacje krótko: bzdura, po prostu robota specjalistów PR z innych regionów Polski. W najgorętszym okresie PAIiIZ wydał komunikat ucinający spekulacje.

Spóźnione i nieskuteczne starania innych samorządów nie powinny dziwić. Jest o co walczyć. Według nieoficjalnych informacji Hyundai zainwestuje prawie miliard euro — po to, by niemal 4 tys. pracowników produkowało 300 tys. samochodów rocznie.

— Samorządy coraz mocniej starają się pozyskać inwestycje zagraniczne. I dobrze! Ale czasem za chęciami nie idą przygotowania. Zdarza się, że wójt czy burmistrz najpierw zapewnia, że nie ma żadnego problemu z mediami, a potem wychodzi na jaw, że linia energetyczna przechodzi przez 16 działek, własności różnych osób. To katastrofa! Przecież uporządkowanie tego galimatiasu potrwa ze 3 lata! Na szczęście coraz więcej gmin rozumie, że inwestor nie zaczeka. Kobierzyce to wzorowy przykład — mówi Sebastian Mikosz.

Fajnie tu!

Jego zdanie podzielają inwestorzy już w dolnośląskiej gminie obecni.

— Wstępne formalności przebiegły gładko. Nawet nie widziałem się z wójtem! Poznałem go dopiero po jakimś czasie. Za działkę zapłaciliśmy sporo, ale była wyposażona we wszystkie media, a prowadziła do niej nowa, asfaltowa droga. Pod ręką mamy ogromne centrum handlowe, gdzie da się kupować elementy scenografii do naszych programów. Jedno pewne: nie zamierzamy się stąd wyprowadzać — mówi Tomasz Kurzewski, prezes i wiodący akcjonariusz ATM Grupa, spółki produkującej w kobierzyckiej gminie m.in. „Świat według Kiepskich”, „Życiową szansę” i „Bar”.

Większość z 47 mln zł, uzyskanych przy wejściu na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych, ATM Grupa przeznaczy na budowę i wyposażenie kolejnego studia telewizyjnego — 1,5 km od tego, które już działa.

W superlatywach o Kobierzycach wypowiadają się także na przykład przedstawiciele Cargilla, jedynego w Polsce producenta izoglukozy, czyli zbożowego słodu do napojów. Firma ta nie może uznać swej inwestycji w naszym kraju za idealną. Przypomnijmy: Amerykanie stali się ofiarą naszych negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Najpierw rząd obiecał im możliwość rozwinięcia mocy produkcyjnych do 120 tys. ton izoglukozy rocznie, by potem — pod naciskiem europejskich konkurentów Cargilla — zmniejszyć limit do 27 tys. ton. Amerykanie zażądali od Skarbu Państwa zadośćuczynienia (130 mln USD). Sprawa — według nieoficjalnych wieści — zmierza do trudnego kompromisu.

— Jesteśmy w sporze z rządem, ale czy to powód, by się obrażać na samorząd? Ani na władzach gminy, przyjaźnie nastawionych do inwestorów, ani na jej mieszkańcach — naszych pracownikach i dostawcach zboża — w niczym się nie zawiedliśmy — chwali lokalny klimat Andrzej Różycki, szef polskiego oddziału Cargilla.

Czekolada plus hipermarkety

Dolnośląska gmina to głównie popegeerowskie grunta. Ale tym razem nie będzie typowej makatki, haftowanej w Polsce powszechnie: bezrobotni chłepczą — na krechę — owocowe wińsko przed sklepem, martwota, beznadzieja, nieporadność, babcia z rentą — skarbem.

W Kobierzycach wielkie połacie ziemi, na której kiedyś siał i orał PGR (niemal 9 tys. ha), wystarczyło odrolnić, czyli w planie zagospodarowania przestrzennego w pozycji „funkcja” wykreślić „cel rolny”, a wpisać — „inwestycyjny”. Ale taki zabieg dał efekt dopiero w powiązaniu z atutem, którego wiele innych, dotkniętych popegeerowską zarazą obszarów nie ma i mieć nie będzie: sąsiedztwem wielkiej aglomeracji — w tym wypadku wrocławskiej.

Kto zainwestował w Kobierzycach? Trudno wymienić wszystkich. Centrum dystrybucyjne dla swoich napojów ulokował tu amerykański koncern PepsiCo. Po blisko 50 mln USD na nowe fabryki wyłożyły amerykański Cargill oraz brytyjski Cadbury Schweppes, produkujący słodyczne.

Rodzimy kapitał to przede wszystkim ponad tysiąc małych podmiotów gospodarczych. Ale i większe spółki — chyba najbardziej znaną jest producent programów telewizyjnych ATM Grupa, która ostatnio zadebiutowała na warszawskiej giełdzie.

Inwestycje w Kobierzycach to jednak przede wszystkim wielkopowierzchniowy handel. Sieci hipermarketów szybko pojęły, że trudno o lepszą lokalizację. Zadecydowało nie tylko sąsiedztwo Wrocławia, ale i to, że w gminie położony jest tzw. Węzeł Bielański. Tu krzyżują się ważne szlaki komunikacyjne: autostrada A4 Berlin-Lwów (kierunek wschód-zachód) oraz drogi międzynarodowe nr 35 Gdańsk-Praga i nr 8 Warszawa-Wiedeń (obie kierunek północ-południe).

To właśnie w rejonie Węzła Bielańskiego jako pierwszy pojawił się międzynarodowy koncern Macro Cash & Carry. Potem tuż obok sklepy ulokowały też francuska Castorama, brytyjskie Tesco, niemieckie OBI i szwedzka IKEA. W zeszłym roku uzupełniły je francuskie Auchan i Leroy Merlin oraz niemiecki Media Markt. To jeszcze nie koniec! W planach — między innymi — rozbudowa IKEA.

Ryszard Pacholik, wójt Kobierzyc, mówi z dumą, że ma u siebie największe centrum handlowe w Polsce. A może i w Europie.

Za, a nawet trochę przeciw

Kobierzyczanie to głównie powojenni przesiedleńcy — kresowiacy oraz ich potomkowie. Chętnie widzą za płotem obcy kapitał. No nie wszyscy.

— To wszystko nie nasze. Córka tu pracuje, zarabia grosze. Czysty wyzysk — narzeka ponadczterdziestoletnia kobieta, wskazując na rejon Węzła Bielańskiego, kiedy autobus, zmierzający z Wrocławia do Kobierzyc, mija hipermarket za hipermarketem.

— Dobrze, że w ogóle jest praca. Może nie płacą kokosów, ale płacą — gromi ją, siedząca obok, starsza pani.

Niemal 1,5 roku temu wójt z radą postanowili: potrzebujemy więcej inwestycji produkcyjnych. Wiadomo — producenci dają lepiej zarobić. Gminie i ludziom. Zaczęły się poszukiwania odpowiednich obszarów i liczne zmiany planu zagospodarowania przestrzennego, bo:

— Tacy inwestorzy rzadko rezygnują z rozpoczętego biznesu. A stabilne miejsca pracy to skarb. Popatrzmy choćby na Cargill. Mimo kłopotów (zmniejszenie kwoty produkcyjnej izoglukozy) Amerykanie nie zamykają fabryki, lecz zmienią profil produkcji: ze zboża będą wytwarzać komponenty do biopaliw — uzasadnia Ryszard Pacholik.

Wójt twierdzi, że zastrzeżenia do inwestycji Hyundaia ma w gminie tylko garstka. Podobnie w radzie gminy — na 15 osób aż 13 popiera wójta (wszyscy weszli do rady w jego komitecie wyborczym). Dwaj rajcy podchodzą do planów gminnej władzy z nieufnością.

— Wolałbym, żeby nic z tego nie wyszło. Jeśli powstanie — a tak się mówi — fabryka na 5 tys. osób, to będzie tragedia! Już teraz trudno znaleźć solidnego pracownika. A kiedy wejdą Koreańczycy, do wyboru zostaną tylko ci, którzy popracują dwa dni i już im się nie chce! — mówi właściciel piekarni, wypiekającej chleb w kobierzyckiej gminie (woli nie wypowiadać się pod nazwiskiem).

Ale to odosobniona opinia: Hyundai dla mieszkańców Kobierzyc to jednak nadzieje. Liczą na dobrze płatną pracę. Mali przedsiębiorcy wierzą w dobry wpływ giganta na rozwój ich firm, właściciele nieruchomości zaś na to, że ceny ich własności wzrosną. Zresztą już wzrosły.

— Kiedyś za cenę mieszkania we Wrocławiu można było kupić dom w Kobierzycach czy w okolicznych miejscowościach. Kiedyś! Ostatnio razem z chrześnicą przeglądałyśmy gazetę z ogłoszeniami i włosy na głowie nam stawały. Tak drogo! — mówi wrocławianka, która jechała na zakupy do hipermarketów.

Chętni na osiedlanie się w Kobierzycach i tak się znajdują. Głównie wśród wrocławian. Efekt? Kobierzyczan stale przybywa. Dziś w budowie pozostaje kilka razy więcej domów niż parę lat temu. Wójt Pacholik przyznaje, że zainteresowanie jest tak duże, iż musi dbać, by proces ten nie przebiegał za szybko. Choćby po to, by zachować charakter gminy. I tu zaskoczenie... Mimo ogromu ulokowanych w Kobierzycach inwestycji, bardzo duża część mieszkańców, zwłaszcza mieszkających w wioskach dalej od Wrocławia, utrzymuje się z rolnictwa.

— Nasza gmina była, jest i będzie rolnicza, choćby ze względu na bardzo dobrą jakość gleb. Ale po wejściu do Unii Europejskiej nie wszyscy rolnicy znajdą na rynku miejsce dla swoich produktów. Dlatego im więcej innych możliwości, tym lepiej — mówi Ryszard Pacholik.

Wilki i gimbusy

Już teraz mieszkańcy Kobierzyc nie mogą narzekać na poziom gminnych usług. Dzieci ze wszystkich wiosek do szkół dowożą autobusy. Uczniowie w szkołach zostają dłużej — i raczej to bez niechęci, bo wśród rozmaitych zajęć pozalekcyjnych każdy znajduje coś dla siebie. Na corocznych czerwcowych Dniach Kobierzyc i sierpniowych Dożynkach grają gwiazdy: Wilki, Vox, IRA, Kasia Kowalska czy Łzy...

— Mechanizm jest prosty. Jeśli zainwestuje u nas Hyundai, będzie więcej pieniędzy gminnych do dzielenia. Także szkoły na tym skorzystają. A rodzice naszych dzieci znajdą lepiej płatną pracę i więcej wydadzą na kształcenie latorośli — mówi Grażyna Ciężka, dyrektor Zespołu Szkolno-Gimnazjalnego nr 1 w Kobierzycach.

— Budujemy kanalizację w coraz to nowych miejscowościach. W 2004 r. wydamy na ten cel 20 mln zł, a koszt wcielenia w życie całego planu zamknie się kwotą około 100 mln zł. W ciągu czterech lat wszyscy mieszkańcy będą mogli zrezygnować z szamb. Niebawem zaczniemy wznosić nowy ośrodek zdrowia, za dwa lata przy zespole szkół powstanie hala sportowa na 800 miejsc. Chcemy, by w każdej wiosce istniała świetlica środowiskowa. Potrzeby? Jeszcze mnóstwo: drogi osiedlowe, oświetlenie ulic, chodniki. Inwestycja Hyundaia, jeśli dojdzie do skutku, bardzo w realizacji tych planów pomoże — nie ukrywa Ryszard Pacholik.

Zagrożeń nie widzi. Czysto, ekologicznie...

A różnice kulturowe?

— Mamy już u nas wietnamską firmę Kim Lan — producenta zupek błyskawicznych. I nie ma żadnych problemów — zapewnia Ryszard Pacholik.

Bez powtórek?

Burzliwa historia Kobierzyc po 1989 r. za największe niebezpieczeństwo każe uznać te wynikające z... nadmiaru pieniędzy. Sądy prowadzą kilka postępowań karnych, dotyczących nieprawidłowości przy sprzedaży nieruchomości — za czasów poprzednich władz. Także niektóre inwestycje gminne z ostatnich lat okazały się niewypałem. Chodzi m.in. o budynek Zespołu Szkolno-Gimnazjalnego nr 1 w Kobierzycach. Z zewnątrz wygląda okazale — jego projektant zbierał laury w konkursach architektonicznych.

— Cóż z tego... Niby nowy budynek, a wystarczyło, że spadł większy deszcz i dzieciaki chodziły po kostki w wodzie. Remont goni remont! Może wygląda efektownie, ale jest bardzo drogi w utrzymaniu. Pieniędzy było dużo i wydawano je łatwo, za łatwo — mówi pewien kobierzycki malkontent.

Podobnie z siedzibą urzędu gminy. Poprzednie władze na odrestaurowanie pięknego pałacu, pochodzącego z XVIII i XIX w., wydały około 10 mln zł. Efekt niesamowity — takiej siedziby władzom Kobierzyc pozazdrościć mogą samorządowcy chyba każdej gminy w Polsce. Tyle że właścicielem budynku nie jest urząd gminy, ale Agencja Nieruchomości Rolnych! Sprawą zajmowała się Najwyższa Izba Kontroli, karząc nawet gminę za pakowanie pieniędzy w cudzy majątek.

Wójt Pacholik nie chce rozmawiać o trupach, jakie zastał w szafie. Zapewnia, że mimo iż pieniędzy do podziału jest coraz więcej, nie ma niebezpieczeństwa powtórek.

— Wójtowi życzę, by sprawował swą funkcję do emerytury. Wspaniały facet! Co chwilę wysuwaliśmy nowe prośby czy postulaty, ale ani razu nie usłyszeliśmy, że czegoś nie da się zrobić. Trzeba też pamiętać, że przygotowania do przyjęcia tak dużej inwestycji sporo kosztują — mówi Sebastian Mikosz.

Wójt twierdzi, że nawet jeśli się nie uda i Hyundai wybierze Słowację, to i tak te wszystkie działania się gminie opłacą, bo zjawi się ktoś inny... Już jakby na gotowe. Ale:

— Mam nadzieję, że się nie przekonamy, czy ma rację. Bo się uda. Musimy wygrać — za każdą cenę! — rzuca Mikosz.

Na dniach

Telewizja słowacka podała, że koreański Hyundai wybrał naszych południowych sąsiadów — Żylinę. Doświadczenia ostatnich miesięcy, związane z inwestycjami koncernów motoryzacyjnych: Toyoty i Peugeota (Japończycy zamiast Polski wybrali Czechy, Francuzi — Słowację) nie pozwalają lekceważyć tych wieści. Minister Jacek Piechota uspokajał: nie wierzcie, to Kobierzyce są bliższe raju.

Może to tylko taki słowacki czarny PR? Do końca lutego przekonamy się, czy wielkie koncerny samochodowe kierują się jednakowym przeświadczeniem: „Wszędzie dobrze. Tylko nie w Polsce”.

Możesz zainteresować się również: