ŚWIĘTY HUBERT ZAGOŚCIŁ W JÓZEFOWIE
Niewiele brakowało, by wiceprezes BTUiR Heros zdobył lisią kitę
Żyjącego na przełomie VII i VIII wieku św. Huberta, biskupa Leodium, myśliwi wybrali na swego patrona. W środowisku związanym z łowami tradycją stały się coroczne biegi myśliwskie za lisem, od jego imienia nazywane Hubertusem. Z czasem przerodziły się w towarzyskie spotkania ludzi biznesu, nieraz powiązane z kwestą na szczytne cele.
Taką imprezę już po raz osiemnasty zorganizował Country Club Revita. Choć słońce przysłoniła gęsta mgła, dzień był ciepły. Toteż na nadwiślańskich łąkach koło podwarszawskiego Józefowa zgromadziło się niemało członków klubu i jego sympatyków wraz z rodzinami i przyjaciółmi.
Dwa lisy za ogon
O lisią kitę rywalizowało 60. jeźdźców. Zanim to jednak nastąpiło pokonali półtoragodzinną trasę z przeszkodami. Dla niektórych okazały się one nie do przebycia. Trzy osoby podobno wycofały się już w trakcie biegu, a po drodze zdarzyło się kilka nieplanowanych „kaskaderskich” wyczynów. Szczególnie spektakularny upadek towarzyszył finałowej gonitwie za lisem.
— Zajechałem drogę Jackowi Kadłubowskiemu — lisowi. Już spadając, chwyciłem za szyję konia, na którym jechał i sięgnąłem po umocowaną na jego ramieniu kitę. Wprawdzie byłem pierwszy, ale oderwałem tylko połowę — opowiada rozemocjonowany Przemysław Sułkowski, wiceprezes BTUiR Heros.
Sędziowie przyznali palmę pierwszeństwa temu, kto oderwał tę część lisiego ogona, która mocniej się trzymała. Zwyciężył więc Marcin Zając z klubu Master. Widzom w to graj. Im dłużej trwa pogoń, im więcej towarzyszy jej przygód, tym widowisko bardziej interesujące. Całej imprezie towarzyszyły jednak nie tylko takie emocje. Podczas gdy jeźdźcy podążali leśnymi ścieżkami, przygotowując się do finałowej gonitwy, pozostali uczestnicy imprezy mogli podziwiać kaskaderskie popisy grupy Jacka Kadłubowskiego (czołowego polskiego kaskadera konnego), pokaz sztuki sokolniczej i prezentację psów myśliwskich.
Potrząsnęli kiesą
Nie tylko święty Hubert sprzyjał tym razem pogoni za lisią kitą. Honorowy patronat nad imprezą objęła Jolanta Kwaśniewska, małżonka prezydenta RP. Wśród zaproszonych gości zbierano bowiem fundusze na sfinansowanie zajęć z hipoterapii dla dzieci z porażeniem mózgowym — cel bliski idei, jaka przyświeca Fundacji Porozumienie Bez Granic, której sama jest inicjatorką. Uczestnicy imprezy z dumą obnosili żółte karteczki —„cegiełki na rozwój hipoterapii”— ponaklejane w widocznych miejscach. Niektórzy kupowali więcej niż jedną.
Cel szczytny, nikt więc nie narzekał, że wpisowe dla konia i jeźdźca skalkulowano na 50 zł, a za miseczkę grochówki czy bigosu trzeba było zapłacić 5 zł. Choć wszystkie przysmaki cieszyły się niesłabnącym powodzeniem, mało kto zrezygnował z pieczonych nad ogniskiem kiełbasek serwowanych na koniec imprezy. Świeże powietrze i emocje wszystkim zaostrzyły apetyt.
BRAWA DLA MISTRZA: Pokazy kaskaderskie budziły zrozumiały entuzjazm. Gorąco oklaskiwano szefa grupy — Jacka Kadłubowskiego. Nikt z taką jak on wprawą nie potrafi jeździć konno, a gonitwę za lisem bez jego udziału można ponoć uznać za nieudaną.
O WŁOS: Przemysław Sułkowski z BTUiR Heros chybił o włos i to nie byle jaki, bo z lisiej kity. Honorowo zrezygnował z pretendowania do zwycięstwa, ale pewnie za rok dokładnie sprawdzi przed gonitwą, czy aby lisi ogon nie jest zanadto zleżały i znów nie pęknie na dwoje.
KLUBOWE NOWOŚCI: Gonitwa za lisem to tylko jedna z atrakcji, z jakich korzystają członkowie klubu. Niebawem zostanie oficjalnie otwarty nowy dom klubowy, a w nim proponujemy znacznie bogatszy program zajęć — zapowiada Anna Pieślak, menedżer Country Clubu Revita.