Poprawa nastrojów na rynkach finansowych ułatwia rządowi pożyczanie pieniędzy. Wczoraj Ministerstwo Finansów przeprowadziło kolejny udany przetarg obligacji.
Sprzedało dwuletnie papiery za 4 mld zł, choć inwestorzy zgłosili popyt na poziomie 7,15 mld zł. Oprocentowanie wyniosło 4,53 proc., czyli koszt obsługi jest najniższy od sierpnia ubiegłego roku.
— Wiarygodność gospodarki polskiej i naszych finansów publicznych stopniowo się poprawia — przekonuje Jacek Rostowski, minister finansów. Jak podkreślił, od wtorku koszt ubezpieczenia polskich obligacji pięcioletnich jest niższy niż koszt ubezpieczenia analogicznych papierów francuskich.
Wczoraj kontrakty CDS dla Polski wynosiły 177 pkt, a dla Francji 180 pkt (w przypadku obligacji dwuletnich francuskie papiery nadal wyceniane są jako znacznie bardziej wiarygodne niż polskie). Resort korzysta z dobrego postrzegania Polski i sprzedaje obligacje na zapas.
— Dzięki środowej aukcji sfinansowaliśmy już 47 proc. całorocznych potrzeb pożyczkowych — twierdzi Dominik Radziwiłł, wiceminister finansów. Napływ kapitału to w dużej mierze zasługa luźnej polityki pieniężnej Europejskiego Banku Centralnego (EBC). W ramach dwóch operacji tanich, trzyletnich, pożyczek dla banków (tzw. LTRO) wpompował w system bankowy około 600 mld EUR nowo wykreowanego pieniądza.
— Z punktu widzenia polskiej gospodarki operacje LTRO były bardzo korzystne. Złoty zaczął się umacniać, a rentowności polskich papierów skarbowych się obniżają — mówi Marek Belka, prezes NBP. Część ekonomistów ostrzega jednak, że drukowanie pieniędzy przez EBC może doprowadzić do wzrostu inflacji.