System ozusowania firm do naprawy

opublikowano: 01-10-2019, 22:00

Mimo preferencji i ulg w składkach przedsiębiorcy mają sporo zastrzeżeń do zasad finansowania przyszłych emerytur. Niepokoją ich planowane zmiany

Po ostatnim posiedzeniu rządu pozostawienie rocznego ograniczenia w odprowadzaniu składek na ubezpieczenia społeczne, czyli limitu 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia, staje pod wyraźnym znakiem zapytania. W zmodyfikowanym budżecie na 2020 r. zapisano jego zniesienie. Według zapowiedzi nie będzie on dotyczył osób, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą.

Alexander Beresford, szef marketinguFiniaty, podkreśla, że proponowane zmiany budzą wśród przedsiębiorców wiele wątpliwości. Ich zastrzeżenia dotyczą m.in. trudnościw wyliczaniu wysokości składek.
Zobacz więcej

POWODY DO NIEPOKOJU:

Alexander Beresford, szef marketinguFiniaty, podkreśla, że proponowane zmiany budzą wśród przedsiębiorców wiele wątpliwości. Ich zastrzeżenia dotyczą m.in. trudnościw wyliczaniu wysokości składek. Fot. ARC

Na co stać pracodawców

W opinii Pracodawców RP taki ruch może zwiększyć wpływy do ZUS, ale jego negatywnych skutków może być znacznie więcej.

— Po pierwsze, rośnie quasi-opodatkowanie, zarówno pracowników, jak i pracodawców. Chodzi o wysokie składki na ZUS. A to w konsekwencji może doprowadzić do istotnych zakłóceń, wręcz erozji, w jego funkcjonowaniu. Zakładu nie będzie w przyszłości stać na wypłatę bardzo wysokich świadczeń emerytalnych, adekwatnych do wniesionych składek — prognozuje dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP.

Eksperci PwC: Joanna Narkiewicz-Tarłowska, dyrektor zespołu ds. podatków pracowniczych i doradztwa HR, oraz Grzegorz Ogórek, starszy menedżer, wyjaśniają w swojej analizie (taxonline), że jeśli planowanazmiana wejdzie w życie, składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe będą odprowadzane od całości przychodu. Zasada ta obejmie również należności płacone za pracowników zatrudnionych w warunkach szczególnych, odprowadzane na Fundusz Emerytur Pomostowych.

— Konsekwencją będzie znaczący wzrost kosztów płacy i mniejsza pensja netto osób, których zarobki przekraczają próg 30-krotności przeciętnego wynagrodzenia. Koszt ten będzie równy wysokości składek ZUS: 13,71 proc. po stronie pracownika i ok. 20 proc. po stronie pracodawcy — wyliczają doradcy PwC.

Według podanego przez nich przykładu zatrudnienie pracownika zarabiającego 15 tys. zł miesięcznie będzie w 2020 r. kosztowało pracodawcę o ok. 8 tys. zł więcej niż w obecnym. W przypadku wynagrodzenia wynoszącego 25 tys. zł koszt wzrośnie o ok. 27 tys. zł.

Pora skończyć z tym przychodem…

— Jest wysoce prawdopodobne, że mało kto podejmie trud przebudowy własnej firmy na innowacyjny kombajn. Nie będzie się opłacało zatrudniać wysokokwalifikowanych fachowców, jednocześnie wysoko opłacanych, bo zwiększy to zusowskie opłaty i inne obciążenia — ocenia główny ekonomista Pracodawców RP.

Według Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) likwidacja omawianego tu limitu może prowadzić do daleko idącego pogłębienia rozwarstwienia wysokości wypłacanych świadczeń.

— Rolą systemu ubezpieczeń społecznych nie powinno być zapewnienie gwarancji utrzymania poziomu życia najbogatszym osobom, które dysponują szerokimi możliwościami zabezpieczenia się na przyszłość w indywidualnym zakresie. Z tego powodu w znacznej części krajów Unii Europejskiej funkcjonują rozwiązania podobne do polskiego limitu 30-krotności. Tak jest np. w Austrii, Francji, Niemczech, Włoszech, Holandii, Słowacji, Czechach, Hiszpanii czy Szwecji — podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista FPP, ekspert CALPE.

Federacja opowiada się za powiązaniem podstawy wymiaru składek od prowadzących działalność gospodarczą z ich dochodem — i do limitu 30-krotności. FPP postuluje również restytucję polegającą na zabezpieczeniu okresów składkowych i zaewidencjonowaniu składek emerytalno-rentowych dla osób zatrudnianych w przeszłości na podstawie nieoskładkowanych umów zleceń, uwolnienie przedsiębiorców od ciężaru prowadzenia sporów z ZUS w sprawie interpretacji niejasnych historycznych przepisów, a także likwidację zbiegów tytułów do ubezpieczeń przy umowach zlecenia. O składkach na ZUS mówi się obecnie jednak nie tylko w kontekście likwidacji rocznego limitu ich opłacania. W „Pakcie dla przedsiębiorców” przedstawionym przez rząd zadeklarowano: zmniejszenie o 500 zł miesięcznie składki do ZUS dla mikro- i małych przedsiębiorstw, zwiększenie do 2 mln EUR limitu przychodów dla osób na ryczałcie ewidencjonowanym i utrzymanie zryczałtowanych składek.

Według Pracodawców RP deklaracje te mają swoje plusy, ale przedsiębiorcy i tak obawiają się o długookresowe zobowiązania, związane np. z koniecznością sfinansowania zapowiedzianej szybkiej podwyżki płacy minimalnej i rosnących wraz nią należności na rzecz ZUS i Pracowniczych Programów Kapitałowych (PPK).

— Obawiają się wzrostu obowiązków i kosztów z tym związanych, dotyczących choćby księgowości i przeliczania składek w zależności od przychodu i dochodu firmy. Zapowiedziana ulga 500 zł w składce ZUS będzie bowiem dotyczyć tych, którzy spełnią jednoznaczne kryteria — przychody do 10 tys. zł miesięcznie i dochód do 6 tys. zł miesięcznie. I trzeba te kryteria wypełnić jednocześnie, a dowód ich spełnienia spoczywa, jak zawsze, na podatniku — wyjaśnia dr Leszek Juchniewicz.

Krytycznie odnosi się też do propozycji utrzymania zryczałtowanej składki na ZUS naliczanej od 60 proc. przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. Nijak ma się ona — podkreśla — do przychodów czy dochodów przedsiębiorców. Ponadto ekspert zadaje pytanie: co się w przyszłości wydarzy, jeśli dziś przedsiębiorca będzie korzystał z tzw. małego ZUS-u, dwuletniej ulgi na start czy późniejszych składek, preferencyjnie dziś potraktowanych? Jego zdaniem emerytura będzie minimalna, mając niewiele wspólnego z uzyskiwanymi dziś dochodami.

Jest ulga, a jakby jej nie było

Niektórzy eksperci zwracają przy tym uwagę, że osoby, które zdecydowały się na wspomniany mały ZUS, obecnie są rozczarowane ze względu na liczenie składek od przychodu. Mogli z niego skorzystać przedsiębiorcy, którzy prowadzili działalność gospodarczą w ubiegłym roku, nie spełniali warunków do płacenia preferencyjnych składek, a ich przychody nie przekroczyły 30-krotności minimalnej płacy. W 2018 r. było to 63 tys. zł, czyli 5250 zł miesięcznie. Przy maksymalnych dochodach uprawniających do ulgi najniższa podstawa wymiaru składek wynosi 2632 zł. Składki zaś wynoszą 897,24 zł, a bez ubezpieczenia chorobowego — 832,83 zł. Do tego trzeba doliczyć zdrowotne, czyli 342,32 zł. Do ZUS musi więc co miesiąc trafiać 1239,56 zł lub 1175,08 zł (bez dobrowolnych opłat na chorobowe). Podstawowa pełna danina wynosi odpowiednio 1316,97 zł lub 1239,56 zł. Oszczędność na małym ZUS daje więc 77,41 zł albo 64,48 zł.

Nawet gdyby podstawa wymiaru wynosiła 1 tys. zł, to i tak trzeba by zapłacić do ZUS 658,72 zł miesięcznie przy przychodach nieznacznie przekraczających 2 tys. zł. Przedsiębiorcy, którym biznes zacznie się rozwijać, a ich obroty przekroczą w ciągu roku wspomnianą miesięczną granicę 5250 zł, automatycznie przejdą na pełny ZUS.

— Dużym utrudnieniem jest też wyliczenie wysokości składki tej samej wysokości dla wszystkich miesięcy danego roku, bo osiągnięty w danym miesiącu przychód nie będzie miał znaczenia, a — jak wiadomo — nie we wszystkich firmach jest zawsze taki sam — zwraca uwagę Alexander Beresford, szef marketingu Finiaty.

Poza tym trzeba liczyć się z podwyżkami daniny. Rząd do projektu budżetu w 2020 r. przyjął przeciętne wynagrodzenie w wysokości 5772 zł i podniósł prognozę minimalnej płacy do 2450 zł. Szacuje się, że obciążenie może wzrosnąć o 9,7 proc., czyli o 127 zł miesięcznie, a przedsiębiorcy płacący pełen ZUS będą musieli odprowadzać 1443,97 zł składki. Dla chętnych na skorzystanie z możliwości płacenia obniżonych składek na ZUS podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe ubezpieczonych przez dwa lata nadal stanowi zadeklarowana kwota (ale jednak nie niższa niż 30 proc. minimalnego wynagrodzenia).

— Pozostaje tylko pytanie, co po upływie dwóch lat, jeżeli firma rozwija się w miarę stabilnie i rokuje na przyszłość, ale przychody nadal rosną wolno i regulowanie zobowiązań wciąż jest problemem, zwłaszcza gdy pojawiają się problemy z opóźnionymi płatnościami — zastanawia się Alexander Beresford.

— Szukając ułatwień i zachęt dla przedsiębiorców, może warto rozważyć koncepcję niepomniejszania takich czy innych składek na ZUS i ubezpieczenia zdrowotne, ale skonfigurowania, zależnie od dochodu i stopy oszczędności każdego z przedsiębiorców, systemu dopłat — twierdzi dr Leszek Juchniewicz.

Główny ekonomista Pracodawców RP ma na myśli np. takie dopłaty, jakie w programie PPK otrzymają od skarbu państwa pracownicy zatrudnieni na umowach o pracę.

— W mojej ocenie skutki finansowe dla przedsiębiorstw w rezultacie proponowanych zmian w składkach ubezpieczeniowych, a także PIT i CIT, będą niewielkie. Niemniej utrzymanie zryczałtowanego ZUS dla przedsiębiorstw o przychodach powyżej 10 tys. zł miesięcznie jest oczekiwaną wiadomością — uważa prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Iwona Jackowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu