Najtrudniej się rozmawia o pieniądzach. Takie wnioski płyną z podsumowań wygłaszanych w piątek przez uczestników warszawskiego szczytu klimatycznego COP19. Szczyt potrwa do 22 listopada. Przełomów jeszcze nie ma, ale trudności już doskonale widać.
![Marcin Korolec, minister środowiska, jest również prezydentem szczytu klimatycznego COP19. W tej roli rozpoczął w piątek spotkania z delegatami poszczególnych państw. Ci będą przedstawiać mu propozycje, m.in. w obszarze finansowania polityki klimatycznej. [FOT. WM]
Marcin Korolec, minister środowiska, jest również prezydentem szczytu klimatycznego COP19. W tej roli rozpoczął w piątek spotkania z delegatami poszczególnych państw. Ci będą przedstawiać mu propozycje, m.in. w obszarze finansowania polityki klimatycznej. [FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/928e23cb-3363-4ed8-b2d6-263a2f08f06e/02b8d48f-5df9-5e65-9723-bf2a49f03426_w_830.jpg)
Kto, ile i czy w ogóle da
— Jeśli chodzi o rozmowy o finansowaniu polityki klimatycznej, czyli głównie finansowaniu adaptacji biednych krajów do zmian klimatycznych, to na razie nie ma żadnych postępów — alarmowała organizacja Third World Network.
Chodzi o propozycje zakładające, że kraje bogate mają się składać, aby kr aje biedne i zlokalizowane w rejonach zagrożonych zmianami klimatycznymi mogły się do tych zmian dostosować. Czyli wzmacniać rolnictwo, rybołówstwo, chronić turystykę etc. Funkcjonuje już Fundusz Adaptacyjny, który do końca 2013 r. miał zebrać na taki cel 100 mln USD.
Idzie słabo. Teraz mówi się o kolejnej koncepcji, tym razem zielonego funduszu klimatycznego. Chodzi o pomysł zrzucania się co roku, aż do 2020 r., też po 100, ale miliardów dolarów.
— To zamazywanie prawdziwego obrazu sytuacji. Przecież nawet 100 mld USD, jeśli uda się je zebrać, to o wiele za mało. Poza tym nie wybiegajmy poza 2020 r., skoro dalecy jesteśmy od uzgodnienia czegokolwiek na okres do 2020 r. — uważają członkowie Third World Network.
Organizatorzy mają lepsze zdanie o efektach pierwszego tygodnia COP19. Christiana Figueres, sekretarz generalna Ramowej Konwencji ONZ ws. Zmian Klimatycznych podkreślała, że „są postępy w rozmowach dotyczących finansowania”.
— Finansowanie będzie bez wątpienia stanowić trudny temat drugiego tygodnia szczytu — dodawał Marcin Korolec, polski minister środowiska i jednocześnie prezydent COP19.
Wśród krajów obradujących na szczycie nie ma wciąż jasności, kto miałby finansować politykę klimatyczną: państwa, z pieniędzy publicznych, czy również sektor prywatny. Przeciwko udziałowi firm protestują organizacje ekologiczne.
— To muszą być pieniądze publiczne. Inaczej państwa będą się zasłaniać inter esami sektora prywatnego, by uniknąć zobowiązań klimatycznych — uważają działacze Third World Network.
Po Fukushimie cele w dół
Ich obawy są o tyle uzasadnione, że grono krajów opowiadających się za lżejszymi zobowiązaniami klimatycznymi pęcznieje. Dołączyła do niego Japonia, odwołując plan zmniejszenia emisji dwutlenku węgla o 25 proc. w stosunku do 1990 r. Nowy plan zakłada zwiększenie emisji o 3,1 proc. — Z powodu katastrofy w Fukushimie wyłączyliśmy już wszystkie reaktory jądrowe w kraju. Nie bylibyśmy w stanie wypełnić wcześniejszego zobowiązania — tłumaczyła w piątek japońska delegacja na COP19.
Głosy krytyki popłynęły m.in. ze strony Unii Europejskiej, opowiadającej się za ambitną polityką klimatyczną, a także ze strony japońskich ekologów, którzy argumentowali, że Japonia osiągnęłaby „stare” cele, gdyby mocno postawiła na zieloną energię i efektywność energetyczną. Wśród zwolenników lżejszych regulacji klimatycznych jest też Australia, która właśnie zniosła podatek węglowy. Oficjalne poparcie dla takiej polityki ogłosiła natomiast Kanada.
Polska, której energetyka jest w ponad 90 proc. oparta na węglu, też sprzeciwia się surowym celom klimatycznym, a w zamian proponuje inwestycje w czyste technologie węglowe.