Według korytarzowych plotek, często powtarzanych przez tych, którzy wiekszość przerw spędzają na papierosie w toalecie, kolega Wiesław Kaczmarek, minister skarbu, od początku obawiał się widzieć Zdzisława Montkiewicza w swojej klasie i powierzyć mu fotel prezesa PZU. Wola wychowawcy Leszka Millera była jednak święta i Zdzisław Montkiewicz zasiadł w ławie obok Ireneusza Nawrockiego, szefa PZU Życie.
Nowy uczeń okazał się gorliwy, ale niegrzeczny. Od razu wymienił większość najważniejszych współpracowników w centrali i przejrzał strategiczne plany poprzedników, którym chętnie wytykał błędy w zarządzaniu. Po czym... zabrał się za centralizację kierowania grupą.
Szybko okazało się też, że trudno prezesowi wysiedzieć w towarzystwie Nawrockiego. Koledzy zaczęli wymieniać pod ławką kopniaki, co nie pozwalało skupić się na lekcji Wiesławowi Kaczmarkowi. Martwiły go zwłaszcza pojawiające się na murach szkoły malowane nieznaną ręką napisy „Irek jest głupi”. Gdy Zdzisław Montkiewicz zmienił wbrew woli ministra skład RN PZU Życie, kolega Kaczmarek stracił cierpliwość.
Według korytarzowych plotek, znów musiał interweniować wychowawca klasy i ostatecznie Ireneusz Nawrocki zniknął (oskarżony o wyłudzanie kieszonkowego), a obok Zdzisława Montkiewicza zasiadł w ławie szefa PZU Życie bliżej nieznany Bogusław Kasprzyk, który podobno dobrze rozumie się ze starszym kolegą.
W przerwach między zabawą w chowanego z nauczycielem i kolegami z klasy Zdzisław Montkiewicz zawiesił przetarg na informatyzację PZU i przedłużył umowę z Prokomem. Na poziomie operacyjnym przed wakacjami nie zaszły w PZU zasadnicze zmiany i trudno ocenić skutki polityki nowego szefa. PZU tradycyjnie dobrze znosi wojny na górze: nie traci klientów, nawet gdy jego nazwa miesiącami nie schodzi z pierwszych stron gazet.