Szeroki potencjał wąskiego toru

Rafał Kerger
opublikowano: 2005-05-11 00:00

Miłośnicy śląskiej wąskotorówki szukają inwestora. Na razie udowodnili, że kolejka nie musi przynosić strat.

Salonka to stuletni ekskluzywny wagon przedwojennych dyrektorów kopalń i hut. Miękka sofa, odrestaurowana łazienka, aksamitne obicia. A i wódka się z kieliszka nie wylewa, bo resory ponoć lepsze tu niż w Intercity. Salonka to okręt flagowy najstarszych na świecie, czynnych od ponad 150 lat śląskich kolei wąskotorowych.

Pomogą z samorządami

— Na bazie nieruchomości, które użytkujemy po PKP, mogłyby powstać niewielkie sale konferencyjne, kawiarnie itp. Nakładów finansowych wymaga też tabor. Jest po częściowej renowacji, niemniej wciąż przypomina erę późnego Gomułki. Możemy pomóc w rozmowie z miastami, do których należy teren wokół torowiska. W magistratach powtarzają nam: Szukajcie inwestorów! Toteż szukamy — mówi Andrzej Cichowicz, wiceprezes Górnośląskiego Stowarzyszenia Kolei Wąskotorowych (GSKW).

To członkowie GSKW w końcu 2002 r. zaopiekowali się porzuconym przez PKP wąskim torem. Dziś między Bytomiem a Miasteczkiem Śląskim czynne jest ostatnie 23 z niegdysiejszych 233 kilometrów torowisk.

— U nas taka kolej już dawno byłaby na liście UNESCO, a biznesmeni biliby się, żeby móc w nią zainwestować — zagrzewał nawet swego czasu do boju stowarzyszonych miłośników kolejki pewien australijski inżynier wizytator.

Te słowa w GSKW wzięli sobie serio. Nie ustają w staraniach, żeby pozyskać dla kolejki przedsiębiorców, tym bardziej że już udowodnili, że wąskotorówka nie musi przynosić strat.

— Kiedy trzy lata temu śląskie miasta przejmowały od PKP zatrudniającą 100 osób wąskotorówkę, przynosiła ona 3,5 mln zł strat rocznie. W 2003 roku stowarzyszenie było już tylko 40 tys. zł pod kreską. W ubiegłym roku strata wyniosła 15 tys. zł. W tym roku będziemy na plusie. Dostaliśmy unijną licencję na przewozy, toteż możemy się jak każdy przewoźnik ubiegać o dotację w urzędzie marszałkowskim — mówi Michał Petrycki, prezes GSKW, jeszcze student.

— Szansą jest przestawienie się z działalności stricte przewozowej na działalność ogólnoturystyczną. Myślę, że można to osiągnąć w pięć lat — dodaje Cichowicz.

Atrakcja na 50 tys. osób

Śląska kolejka ma szansę stać się największą postindustrialną atrakcją w regionie. Rokrocznie na trasie Bytom Wąskotorowy-Miasteczko Śląskie jeździ 50 tys. osób.

Atrakcji przy szlaku jest sporo. Wagoniki stają m.in. przy całorocznym ośrodku narciarskim Dolomity w Suchej Górze, przy popularnym i urokliwym zalewie Chechło, zabytkowej kopalni srebra w Reptach Śl., gdzie można spłynąć zabytkową sztolnią i zwiedzić skansen maszyn parowych. Wąskotorówką można trafić zarówno do urokliwego rezerwatu buczyny Segiet, jak i do Tarnowskich Gór, miasta gwarków, z zabytkowym i niezwykle przez Ślązaków lubianym rynkiem.

Wycieczkę wąskotorówką fundują pracownikom śląskie firmy. Na przejazdy zapisują się też szkoły. Dziś wynajęcie całego pociągu w obie strony kosztuje 800 zł. Na wagonach pojawiły się też pierwsze reklamy.

W taborze kolei wąskotorowych na Śląsku są również składy towarowe. Wciąż mogą przewozić 3000 ton ładunku dziennie. Niestety, czynnych bocznic przemysłowych przy trasie już brak.

Możesz zainteresować się również: