Szkodniki stoją na drodze do Indii

Niepotrzebna blokada czy walka o dobre imię Polski. Problem wysyłki jabłek do Indii ma się rozwiązać lada dzień.

Niektórzy sadownicy rzeczywiście nie są w stanie sprzedawać jabłek — przyznaje Marta Wiatroszak z Vermilion Consulting w odpowiedzi na nasz poniedziałkowy tekst o niewywiązaniu się ze zobowiązań dostaw na rynki afrykański i arabski.

— Są jednak firmy zdolne do podjęcia wyzwania i mające możliwości sprostania wymaganiom importerów z nowych rynków już w tym sezonie. Indyjscy odbiorcy podpisali z nimi długoterminowe kontrakty, pierwsze dostawy miały opuścić Polskę już w listopadzie. Niestety, mimo obustronnego zainteresowania „droga do Indii” pozostaje zamknięta — mówi Marta Wiatroszak.

Sposób fumigacji

Chodzi o sposób usuwania szkodników, bakterii i grzybów. Indie wymagają fumigacji owoców bromkiem metylu, który jest wycofany z użycia w Polsce i wielu innych krajach. Władze indyjskie poszły jednak producentom na rękę i zaproponowały, że może być ona przeprowadzana już w Indiach. Tym samym jednak w momencie wjazdu do kraju towar taki nie spełnia obowiązujących w nim norm.

— Właśnie dlatego część krajów eksportujących do Indii, np. drewno z Afryki, po prostu przyjmuje do wiadomości noty o niezgodności i wydaje swoim firmom odpowiednie certyfikaty eksportowe. Główny Inspektorat Ochrony Roślin i Nasiennictwa stanowczo jednak odmawia wydawania polskim producentom jabłek certyfikatów fitosanitarnych — twierdzi Marta Wiatroszak.

— Diabeł, jak zawsze, tkwi w szczegółach. Gdybyśmy wystawiali świadectwa eksportowe, to strona indyjska wystawiałaby nam noty o niezgodności. Te informacjepozyskałyby państwa trzecie i byłaby to podstawa czy też pretekst dla dowolnego kraju do wykazania, że strona polska nie przestrzega zobowiązań międzynarodowych, co stanowiłoby podstawę do działań ograniczających eksport — odpowiada Dariusz Wiraszka, zastępca głównego inspektora ochrony roślin i nasiennictwa.

Wyjście awaryjne

Jego zdaniem, problem eksportu polskich jabłek do Indii powinien być jednak wkrótce rozwiązany.

— W grę wchodzi jedno z dwóch wyjść — albo nasze jabłka będą przed wysyłką poddawane zabiegom schładzania (zamiast fumigacji), albo będą fumigowane na miejscu przez stronę indyjską, ale bez wystawiania not w formie zagrażającej naszej pozycji jako eksportera żywności — twierdzi Dariusz Wiraszka.

Marta Wiatroszak przestrzega jednak, że czasu jest mało. Jabłka mogą wprawdzie przetrwać w dobrym stanie w chłodniach do następnego sezonu, ale w Indiach lada moment będą miały konkurencję.

— Jeśli kontenery z owocami nie wyjadą z Polski w styczniu, aby znaleźć się w Indiach w lutym, nie będzie już szansy na zdobycie choćby niewielkiego udziału w rynku w tym sezonie. W marcu bowiem do Indii oraz innych krajów trafią świeżo zerwane owoce z półkuli południowej, dobrze znane i lubiane przez tamtejszych konsumentów — twierdzi Marta Wiatroszak.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 12.01.2015 r.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Szkodniki stoją na drodze do Indii