Jeśli ktoś naiwnie uwierzył, że w kontekście tragedii pod Smoleńskiem przyspieszona kampania prezydencka będzie spokojna i wyciszona — już wstępna lista kandydatów na kandydatów rozwiała jego złudzenia. Dla zbiorowego zdrowia psychicznego Polaków naprawdę wypada sobie życzyć, aby próg 100 tys. podpisów odegrał rolę selekcyjną i stawka kandydatów (patrz poniżej) stopniała z szokującej wręcz liczby 23 do jednocyfrowej. Państwowa Komisja Wyborcza w tym roku powinna przyjrzeć się listom z podpisami wyborców wyjątkowo dokładnie, mniej wyrywkowo, a bardziej systemowo. Czasu na to jest dużo, ponad trzy tygodnie, jako że zgłoszenia rejestracyjne przyjmowane są przez PKW w czwartek 6 maja do północy, a obwieszczenie z oficjalną listą kandydatów ma się ukazać do 31 maja.
Gdyby cały prezydencki plankton został jednak zarejestrowany, to ma szansę osiągnąć w pierwszej turze wyniki rzędu 0,5 proc. głosów i nie wpłynie na to, kto dostanie się do drugiej tury. Ale zajmie bezpłatny czas antenowy w takim samym wymiarze jak potentaci. I to jest czytelny powód jego wysypu. Kompleksy, narcyzm i tzw. parcie na telewizyjne szkło współgra z załatwianiem interesów, zarówno politycznych, jak i osobistych. Już teraz można przewidzieć zawartość spotów wyborczych, powiedzmy, Andrzeja Leppera, skazanego na więzienie w pierwszej instancji. Albo szefa stowarzyszenia pokrzywdzonych przez banki. Może to grozić zmniejszeniem się frekwencji wyborczej, zwłaszcza w pierwszej turze.
Dla końcowego wyniku wyborów prezydenckich oraz ich następstw dla przyszłości Polski znacznie ważniejszy od wysypu planktonu jest oczywiście start Jarosława Kaczyńskiego. W pierwszej deklaracji wspomniał o realizacji testamentu brata Lecha i dokończeniu jego katyńskiej misji. Z punktu widzenia marketingu politycznego przed prezesem PiS staje ogromne wyzwanie. Podobnie jak przed Bronisławem Komorowskim, występującym z konieczności w potrójnej roli: marszałka Sejmu, prezydenta tymczasowego i kandydata na prezydenta. Dlatego zagadka, na jakie obszary alternatywne wobec przewagi drugiej strony postawią obaj główni pretendenci, będzie najciekawszym wątkiem walki o prezydenturę.