Sztuka to luksus patrzenia

Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 30-01-2020, 22:00

Bartosz Berestecki, radca prawny i prezes PayU, pasjonuje się sztuką współczesną. Od kilku lat kupuje prace najciekawszych polskich artystów, bo — jak mówi — oferują mu pełne skupienia spojrzenie na rzeczywistość, którego mu brak w codziennym biznesowym pędzie.

Pierwszy obraz, który kupił, przedstawia... schab.

Bartosz Berestecki, prezes PayU
Wyświetl galerię [1/7]

Bartosz Berestecki, prezes PayU Fot. Marek Wiśniewski

— To były moje początki w roli kolekcjonera. Około dziesięciu lat temu zacząłem śledzić aukcje i trafiłem na ten obraz, który nazwany był „… z cyklu symbole narodowe: kotlet schabowy panierowany”. Nie miałem wtedy pojęcia o sztuce i kupiłem go w ciemno. Dotychczas go nie powiesiłem... — wspomina Bartosz Berestecki.

Dziś prezes spółki PayU w Polsce ma już dobrze wyrobiony gust, a jego kolekcja dzieł młodej sztuki, która wisi w wielu pomieszczeniach jego domu, jest imponująca. Zaszczytne miejsce w salonie przeznaczył dla prac swoich ulubionych artystów — Bartosza Kokosińskiego i Tymka Borowskiego. Obu zna osobiście i bardzo lubi, z pierwszym się nawet przyjaźni.

Odświeżający punkt widzenia

Może dlatego Kokosińskiego jest w domu najwięcej. Czołowe miejsce jest zarezerwowane dla jego intrygującej pracy z cyklu „Zwęglone obrazy” przedstawiającej biały papier pokolorowany grafitowym ołówkiem — zważywszy na wielki format dzieła, wymagało to kilku tygodni pracy. Tuż obok wisi obraz wyglądający jakby uciekał z ramy, bo jej koniec jest wygięty do środka. Bartosz Berestecki wyjaśnia, że wygięte ramy to znak firmowy Bartosza Kokosińskiego, artysty docenionego wielokrotnie w Kompasie Młodej Sztuki — rankingu publikowanego na łamach „Rzeczpospolitej”. Wreszcie nad stołem w jadalni powieszona jest praca z cyklu „Codzienne formy opresji” — wypowiedź na bardzo aktualny temat związany z zagrożeniami ekologicznymi.

— Trafiła do mnie, kiedy jeszcze ich sobie nie uświadamiałem, nie docierało do mnie, jakie ilości śmieci produkujemy. Kokosiński zastanawia się, czy produkcja niezliczonej ilości opakowań ma sens. Co jest ważniejsze — opakowanie czy to, co jest w środku? Czy opakowanie to nie forma opresji? To dla mnie artysta szczególny, skoncentrowany na formie, zanurzony we współczesności i trafnie ją komentujący. Przyjaźnimy się od lat, potrafimy godzinami rozmawiać o ludzkich zachowaniach, naszych zwycięstwach i porażkach — mówi prezes PayU.

Z kolei Tymek Borowski podpowiada mu czasem w sprawach biznesu i nowych technologii.

— Cenię odświeżający punkt widzenia artystów. Ich wrażliwość sprawia, że czytelne stają się dla mnie rzeczy, których na co dzień, w totalnym biegu, kompletnie nie widzę. Artyści po prostu zatrzymują się i patrzą. Tymek jest w swoich obserwacjach wybitnie przenikliwy. W biznesie trudno sobie na to pozwolić, musisz być gruboskórny, mniej uważny, bo skoncentrowany głównie na tym, co masz dostarczyć — uważa Bartosz Berestecki.

Przewrotny znak czasów

W salonie stoi też odbitka fotografii „Samotność” autorstwa Zdzisława Beksińskiego, a na ścianie wisi litografia „Falling Circe” młodego, znanego na świecie artysty streetartowego Roberta Procha, tragicznie zmarłego w zeszłym roku. Był chyba jedynym Polakiem, którego pokazała galeria Steve’a Lazaridesa, byłego współpracownika Banksy’ego. Fascynacją street artem zaraziła Bartosza Beresteckiego jego koleżanka Magda Żuk. Na piętrze jego domu jest więcej dzieł wyrosłych z malowania sprejem na ścianie. Na przykład praca Macieja Kozłowskiego „Dziki” przedstawiająca chłopaka w dresie.

— Można by ją wstawić do gabinetu w biurze, wzbudzałaby respekt. A tak poważnie, to traktuję ten obraz jako intrygujący symbol naszych czasów. Może za kilka dekad ciekawie będzie przypomnieć sobie, że współcześni gangsterzy nosili dresy — mówi Bartosz Berestecki.

Dużą część ściany w tej części domu zajmuje ręcznie malowana replika „Statku głupców” słynnej grupy The Krasnals — anonimowej frakcji artystów, kontaktującej się ze światem za pośrednictwem bloga i reagującej na wydarzenia społeczno-polityczne. Obraz namalowany jest na kanwie „Bitwy pod Grunwaldem”.

— Spędziłem godziny, usiłując dociec, co tu się właściwie dzieje. Jest plejada osób z polskiego i zagranicznego życia publicznego ostatnich lat. Dowódcą wojsk polskich zamiast Jagiełły jest Pudzian, krzyżackich — Polański, obok Wajda, Górniak, Chylińska... A także cała scena międzynarodowa — Tymoszenko, Juszczenko, Sarkozy, Obama itd., wszyscy w prowokacyjnych, nieoczywistych kontekstach. Można się upić, próbując rozszyfrować te wszystkie powiązania — żartuje Bartosz Berestecki.

Prezes PayU kolekcjonuje też plakaty, w zbiorach ma m.in. namalowany ręcznie z okazji koncertu Rolling Stonesów w Hawanie w 2016 r. Dzieła sztuki trzyma nawet w domowej siłowni i w sypialni. Przy łóżku wiszą baśniowe obrazy przyjaciółki rodziny Małgorzaty Karp-Soi i śląskiej artystki Moniki Mysiak, która prezentowała swoje prace nawet w Londynie, a znana jest przede wszystkim z dzieł odmalowujących koronki znalezione w babcinej szafie.

Bezpieczne wybory

Bartosz Berestecki miał w sobie bakcyla artystycznego od najmłodszych lat.

— Zawsze chciałem być artystą, ale mój tato niespecjalnie był z tego zadowolony. Urodziłem się w Jarosławiu, na Podkarpaciu. Jest tam naprawdę dobre liceum plastyczne. Pod koniec podstawówki wszedłem w okres buntu, jako pierwszy w szkole zacząłem zapuszczać włosy. Byłem w końcu wielkim miłośnikiem Metalliki, wtedy zaczęły wychodzić jej pierwsze płyty. W końcu ojciec postanowił porozmawiać ze mną o moich planach na przyszłość i zapytał, co chcę robić w życiu. „Jak to co? Idę do plastyka, będę artystą!” — odpowiedziałem — wspomina menedżer.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Rodzina postanowiła jednak sprawdzić, czy syn naprawdę ma talent. Poprosiła o konsultacje znajomego profesora z liceum plastycznego. Werdykt był surowy: wybitnego talentu się nie stwierdza.

— Wtedy ojciec powiedział mi: w tym fachu przebijają się tylko wyjątkowi. Ty taki nie jesteś. Idziesz do ogólniaka — opowiada Bartosz Berestecki.

Potem były studia prawnicze w Rzeszowie i znów flirt ze sztuką, tym razem muzyczną. Bartosz Berestecki współpracował dorywczo z działem eventowym radia RMF, wciągnęło go to. Myślał, że będzie organizował koncerty i opiekował się artystami. I tutaj znów wkroczył tato.

— Powiedział mi, że skoro już skończyłem te prawnicze studia, to może powinienem spróbować zdawać na aplikację. Pomyślałem, że zrobię to dla świętego spokoju, bo pewnie i tak się nie uda — w tamtych czasach o jedno miejsce ubiegało się kilkanaście osób — przyznaje prezes PayU. Zdał.

— Nie mogłem już tego porzucić. Może gdybym się nie dostał, nie byłbym dziś w biznesie. Fakt, dokonałem bezpiecznego wyboru — tłumaczy Bartosz Berestecki.

Z pomocą dla artystów

Dziś pomaga tym, którzy mają więcej determinacji i odwagi. Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Nową sztuką zainteresował go przyjaciel, który wraz z rodziną mieszka obok Beresteckich w domu bliźniaku.

— Tomek Chmal jest wybitnym znawcą młodej sztuki i jej kolekcjonerem, rozmowy z nim spowodowały, że i mnie to wciągnęło — mówi menedżer.

Jednym z czynników, dla których zaczął kupować te prace, było zrozumienie, w jak kiepskiej sytuacji finansowej są artyści, nawet ci już uznani. Tłumaczy, że wciąż mało jest form biznesowego czy PR-owego wsparcia młodej sztuki — pomagają im Hestia, ING, Deutsche Bank, ale to nie wystarcza, zwłaszcza by zainteresować nią nowe osoby. Postanowił działać sam, i to na kilku frontach.

— Pierwszym moim pomysłem było zorganizowanie prywatnego wernisażu prac Bartosza Kokosińskiego. Zrobiłem to, bo zrozumiałem, że może dzięki temu pokażę jego sztukę komuś, kto jej jeszcze nie zna. Poza tym to superokazja, żeby spotkać artystę i wymienić z nim kilka uwag. Wernisaż odbył się u mnie w domu, przyszło około osiemdziesięciu osób, sprzedało się kilka dzieł — wspomina.

Potem, już w przestrzeni teatru Soho Factory, użyczonego przez przyjaciółkę Martę Wójcicką, odbył się wernisaż prac Małgorzaty Karp-Soi. Teraz marzy mi się wernisaż prywatny Tymka Borowskiego, jeśli tylko on nie zmieni zdania — planuje Bartosz Berestecki. Jak wybiera nowe rzeczy do kolekcji? Wyrobił sobie gust i wie, co mu się podoba. W sztuce współczesnej to, że zamiast — jak sztuka dawnych epok — odwzorowywać rzeczywistość — stawia na abstrakcję i oryginalność spojrzenia. Efekt może być genialny w swojej prostocie — sęk właśnie w tym, że nikt wcześniej na to nie wpadł. Zawsze dąży też do tego, by najpierw pójść do pracowni, poznać artystę i kupić coś bezpośrednio od niego. Na jego liście figuruje teraz dwójka kolejnych, którymi jest zainteresowany. Nigdy nie kieruje się opiniami krytyków.

— Niespecjalnie interesuję się opinią tzw. środowiska. Te oceny są indywidualne i bywają niesprawiedliwe. Dla mnie ważne jest tylko to, czy coś mi się podoba. Chcę się z tym czuć dobrze, bo przecież to znajdzie się u mnie w domu — tłumaczy prezes PayU.

Bezpieczna inwestycja

Bartosz Berestecki wie, że na swoich dziełach młodej sztuki raczej nie straci.

— Widzę perspektywę wzrostu cen. Myślę, że na przestrzeni kilkunastu lat moje obrazy będą warte trzy, cztery razy więcej — szacuje.

W Polsce ceny młodej sztuki są nadal kilkukrotnie niższe niż w Europie. Wahają się między 5 tys. a 30 tys. zł. W dodatku rynek jest dość płytki, to znaczy istnieje dość duża podaż, a bardzo mały popyt — nie ma wielu kolekcjonerów. Bartosz Berestecki przewiduje jednak, że wraz z bogaceniem się społeczeństwa będzie ich przybywać. Dodaje, że wystarczy prześledzić dane z domów aukcyjnych. Każdego roku wzrasta zarówno liczba aukcji, jak i łączna kwota wydana przez nabywców na dzieła sztuki. Według raportu portalu artinfo.pl za 2019 r. obrót wyniósł 294,9 mln zł, co oznaczało 17-procentowy wzrost w porównaniu z rokiem 2018 r. Rekordowa była również liczba aukcji — 337 w jednym roku kalendarzowym. Prezes PayU zaznacza, że nie planuje na razie sprzedawać swojej kolekcji.

— Jak większość kolekcjonerów, których znam, traktuję to jako pasję, która wzbogaca moje życie. Kupuję te obrazy, bo chcę przebywać w ich towarzystwie i codziennie zauważać w nich coś nowego — przyznaje.

Stało się to już jego obsesją. Obrazy kupuje dość często, dlatego bywa, że musi czekać na dobry humor żony Dominiki, by jej donieść o kolejnych zdobyczach.

— Bywało, że nowy obraz musiał poczekać w biurze na taką prezentację — śmieje się Bartosz Berestecki.

Co jeszcze chciałby mieć w swojej kolekcji?

— Gdyby mnie było stać, to chętnie Marcina Maciejowskiego. Poza tym bardzo lubię Wojciecha Bąkowskiego i Radka Szlagę. Jest bardzo wielu współczesnych artystów, których cenię, poluję teraz choćby na Stacha Szumskiego czy Mikołaja Sobczaka. No i w końcu coś od Łukasza Rudeckiego, bo to prawie rodzina. Przede wszystkim mam jednak nadzieję, że nie pozostanę w swojej pasji odosobniony. Sztuka i artyści będą się mieli coraz lepiej tylko wtedy, kiedy będziemy mieli potrzebę obcowania z nimi — kończy prezes PayU.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Patrycja Pustkowiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu