Szukają miejsca w biznesie

Rozwój Po latach w korporacjach idą do mniejszych firm, bo chcą się rozwijać, a nawet lepiej zarabiać

Radomir Grucza po czterech latach pracy jako prezes NokiaSiemens Networks (NSN — dostawca infrastruktury dla operatorów komórkowych) zdecydował się na zupełnie nowe przedsięwzięcie.

— Przyszedł moment, gdy zacząłem się zastanawiać, co chcę robić za dziesięć lat. Chciałem spróbować szczęścia poza branżą telekomunikacyjną, w której spędziłem bardzo dużo czasu — mówi Radomir Grucza. Wybrał branżę związaną z innowacjami. Został wiceprezesem spółki Rec.Global.

— Eksport stanowi 90 proc. sprzedaży spółki. Chcemy ją rozwinąć jeszcze bardziej na rynkach światowych i to jest moim zadaniem — informuje Radomir Grucza. Wydarzeniem ostatnich miesięcy było też przejście Tomasza Józefackiego z Agory, wydawcy „Gazety Wyborczej”, do dużo mniejszego Benefit Systems.

— Zmiana wiązała się z potrzebą dalszego rozwoju umiejętności przywódczych w środowisku być może mniejszym, ale za to bardziej przedsiębiorczym i dynamicznym. Mniejsze firmy są bardzo nastawione na realizowanie potrzeb klientów i to jest jedna z wartości, z którą bardzo się identyfikuję — twierdzi Tomasz Józefacki.

Korporacyjny sufit

Michał Młynarczyk doradca personalny z Hays Poland Group potwierdza, że podobnych przykładów jest coraz więcej. Niektórzy przechodzą do mniejszych firm, inni tworzą własne przedsiębiorstwa. Co powoduje, że menedżerowie w korporacjach coraz częściej mówią: dość? Albo napotykają na szklany sufit i nie widzą możliwości dalszego rozwoju, albo chcą być bardziej samodzielni. Wiadomo — korporacja żywi się sama.

— Najczęściej z czasem pojawia się frustracja w związku z brakiem decyzyjności. Czują się trybikami w maszynie. Na początku kariery to akceptują, po pewnym czasie pojawia się jednak bunt. Na ogół menedżerowie nabierają chęci na zmiany po 7-10 latach pracy w korporacji — twierdzi Michał Młynarczyk.

Sylwester Janik, członek zarządu MCI.Tech Ventures, funduszu inwestującego w nowoczesne technologie, uważa, że ludzie, którzy 20 lat temu, na początku transformacji, wchodzili na rynek pracy, chcą dziś wykorzystać swoje doświadczenie, budując własny biznes albo pomagając w rozwoju mniejszej spółce, służąc jej choćby doświadczeniem w zarządzaniu.

Przykładem na udany transfer z wielkiego biznesu do własnej firmy jest Krzysztof Daniewski, który kilkanaście lat przepracował na eksponowanych stanowiskach w największych bankach inwestycyjnych na świecie, m.in. Goldman Sachs, UBS i Credit Suisse. — Półtora roku temu powiedziałem: basta. W dużych korporacjach najgorsza jest biurokracja, spotkania, narady, prezentacje – i tak wkoło Macieju. Poczucie straty czasu i marnotrawienia energii było głównym motywem przejścia na swoje. Rzuciłem się na głęboką wodę, bo z prywatnej bankowości przerzuciłem się na PR, marketing i komunikację. W Astoria Avenue pracuje już ponad 20 osób i stale rośniemy. Poczucie satysfakcji z budowania czegoś od podstaw jest nie do przecenienia. Mam nadzieję, że już nigdy nie wrócę do korporacji — mówi Krzysztof Daniewski, który jest także prezesem Harvard Club of Poland.

Dyfuzja wiedzy

— Firmy w Europie Zachodniej pracowały nad umiejętnością zarządzania przez 50 lat. My musimy zrobić to samo w pięć. Menedżerowie zdobywają doświadczenie w zagranicznych korporacjach i przechodzą do polskich firm. To dyfuzja wiedzy, przenoszenie jej na obszar krajowy — uważa Tomasz Gondek z Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

Jarosław Michniuk przez 20 lat rozwijał karierę w międzynarodowym koncernie BASF. Rok temu przeszedł do polskiej Seleny, producenta chemii budowlanej, eksportującego swoje produkty do 70 krajów. Z NSN do Hali Stulecia we Wrocławiu przeniósł się Bartosz Andrusiewicz. A Krzysztof Razik, który przez lata pracował w Fagor Mastercook, teraz pracuje we Wrocławskim Centrum Badań EIT+, które pozyskało 750 mln zł unijnej dotacji na rozwój innowacyjności.

— Znałem to przedsiębiorstwo od lat, bo Fagor je wspierał. Zdecydowałem się w nim pracować, bo jest unikatowe na polską skalę, a może i międzynarodową. EIT+ pozyskało ogromne granty unijne, jest innowacyjne i przyszłościowe. Jego sukces, a musi się udać, pozwoli mi wyróżnić się na rynku. Nazwisko menedżera, który będzie nim zarządzał, będzie znane w całej Polsce — twierdzi Krzysztof Razik, dyrektor generalny EIT+.

Czasem to polskie firmy same ściągają menedżerów z korporacji, bo chcą się umiędzynarodowić. Ale niekiedy na chęciach się kończy, bo właściciel boi się ryzyka. To jedno z wielu rozczarowań, które może spowodować powrót menedżerów do korporacji.

— Specyfika polskich firm to brak standardów postępowania, pewnego rodzaju chaos, blokowanie odważnych decyzji menedżerów przez właściciela. Czasem okazuje się, że dla menedżera tak ważny jest prestiż firmy, w której pracuje, że po kilku miesiącach zaczyna żałować, że nie pracuje w przedsiębiorstwie z pierwszej ligi — zauważa Michał Młynarczyk.

Podpowiada, by przez przejściem do mniejszej polskiej firmy korporacyjny menedżer ustalił z nowym szefem plan zmian, które ma wprowadzić, cele i strategię na najbliższe miesiące lub lata.

— Z drugiej jednak strony — menedżerowie przechodzący z korporacji do polskiej firmy automatycznie awansują i dostają wyższe pensje. Wybór zależy więc od charakteru menedżera i jego potrzeb — dodaje Michał Młynarczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska, Dorota Czerwińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu