Szulim błękitnych pieniędzy

Katarzyna Sadowska
23-10-2010, 16:04

Na ukraińskich polach wydobywczych Kulczyk Oil Ventures nie czuć zapachu gazu. Gaz słychać...

Błękit to ważny kolor dla Ukrainy, a w szczególności okręgu donieckiego. Błękitna jest połowa flagi jego stolicy. Błękitna rewolucja pokonała w wyborach pomarańczową i Wiktor Janukowycz spogląda teraz na naród z wszechobecnych kalendarzy ściennych o błękitnym tle.

Donieck to jego matecznik — był gubernatorem obwodu. Obecnie tę funkcję sprawuje Anatolij Blyzniuk. Gubernator ma się z nami spotkać o godzinie 11. Ma dla nas całe 60 minut. To zaszczyt, ale my z początku nie mamy tego świadomości, dopóki nie dostrzeżemy podziwu i zaskoczenia w oczach kilku Ukraińców i tłumacza, nie usłyszymy, że mamy być w urzędzie przynajmniej 30 minut przed czasem i dopóki nie ujrzymy na miejscu spotkania kilkunastu ukraińskich dziennikarzy.

Kompletne zaskoczenie — miało być kameralnie, a jest pięć kamer i osiem mikrofonów.

— Witajcie. Chyba nie muszę się przedstawiać i mówić o tym, kim jestem. Jestem pewien, że dokładnie zapoznali się państwo z moim życiorysem przed tym spotkaniem — zaczyna Anatolij Blyzniuk.

Okręg doniecki odpowiada za ponad połowę ukraińskiej produkcji węgla, koksu i stali. Technologia — w większości przypadków mocno przestarzała. Gubernator ma ambicję ściągnąć tu nowoczesność i świeżą gotówkę. Błękitnym surowcem skusił m.in. Jana Kulczyka. Kontrolowany przez niego Kulczyk Oil Ventures (KOV) od kilku miesięcy ma 70 proc. udziałów w gazowej spółce KUB-Gas.

Droga

O ukraińskich drogach krążą legendy. W mieście w zasadzie nie jest źle i dziwimy się, o co tyle hałasu. Jednak im dalej od stolicy regionu, tym gorzej. W miarę solidny asfalt z każdym kilometrem ma coraz więcej dziur i kolein. Po jakimś czasie zamienia się w dziury i koleiny z niewielkim udziałem asfaltu, wreszcie — w drogę asfaltowo-betonowo-szutrowo-gruntową. Trzęsie niemiłosiernie. Mimo deficytu snu nie da się zasnąć. Chyba że jest się przyzwyczajonym — jak kierowca i "przewodnik", który w rzeczywistości jest (chyba) ochroniarzem. Ale ani jednemu, ani drugiemu nie pozwalają na drzemkę obowiązki.

Ukraińskie drogiUkraińskie drogiPogoda dopisuje. Błękitne niebo, czarna ziemia. To bodaj najbogatszy region Ukrainy, ale w Polsce nie widzieliśmy chyba tak biednie wyglądających wiosek. Wszędzie zapadające się dachy ceglanych i drewnianych, niemal identycznych domków.

— Do budowy dopuszczone są dwa projekty domów, stąd ta "różnorodność" — wyjaśnia towarzyszący nam Ukrainiec.

Przed ogrodzeniem każdej chaty wzdłuż drogi — ławka. Jeśli dom jest bogatszy — zadaszona. I dużo swobodnie biegającego drobiu.

Specnaz

Do bazy Olgowskoje prowadzi przez pola uprawne stosunkowo wygodna droga wyłożona betonowymi płytami. Przed bramą obok szefów bazy czekają na nas panowie wyglądający raczej na żołnierzy niż ochroniarzy. Później dowiadujemy się, że ich oznaczenia wskazują na przynależność do Specnazu. Pytamy, czy są tu cały czas.

— Nie są tu na stałe. Pojawiają się, by sprawdzić, czy wszystko gra w szczególnych przypadkach, np. gdy spodziewamy się gości — wyjaśnia jeden z pracowników.

Samochód panów ze SpecnazuSamochód panów ze Specnazu

Na miejscu schludnie, ziemia wokół zagrabiona. Urządzenia wyglądają raczej niepozornie. Naiwnie sądziliśmy, że będzie czuć gaz, ale przecież instalacje są szczelne. Jeśli jednak podejdzie się bliżej, słychać szum.

— Niech szumi dalej. To szum pieniędzy — mówi Jock M. Graham, wiceprezes i wicedyrektor generalny KOV.

Kamaz

KondensatKondensatJest gaz i kondensat — są pieniądze. W bazie zainstalowano m.in. urządzenia do podgrzewania tego, co oddaje ziemia.

— Ludzie pracują tu w ekstremalnych warunkach. Latem temperatura sięga plus pięćdziesięciu stopni. Zimą spada do minus czterdziestu. Do tego wciąż wieje — tłumaczy Jock M. Graham.

Po obchodzie żegnamy się — ludzie są tu niezwykle uprzejmi i przyjaźni — i w pobliskiej wsi zmieniamy środek transportu. Czeka na nas Kamaz z "elegancko" zabudowaną paką. Podłoga jest przynajmniej półtora metra nad ziemią. Gdyby nie blaszana nadbudówka, mimo tej wysokości bylibyśmy cali w błocie.

— Kamaz to jedyny środek transportu, który daje tu radę — wyjaśnia Siergiej Panchuk, szef KUB-Gasu.

KamazKamaz

Prawdziwe Camel-Trophy. Jedziemy przez pola. Niedawno padało, ale to błoto nie jest w stanie zatrzymać potężnej ciężarówki. Śnieg podobno też nie. Pośrodku zaoranego już o tej porze roku czarnoziemu ogrodzona baza, nad którą góruje wiertnica produkcji kanadyjskiej. To pierwszy nowy odwiert KUB-Gasu, od kiedy wiodącym udziałowcem firmy został KOV.
Błoto

Wiertnica pracujeWiertnica pracujeWiertnica pracuje — dosłownie i w przenośni — pełną parą, bo właśnie prowadzone są testy na obecność w tym miejscu złoża gazu nadającego się do eksploatacji. Obok niej zbiornik z wirującą, szarą, nieprzyjemnie pachnącą masą. To tak zwana płuczka.

— Nazywamy ją nieco pogardliwie błotem, ale wbrew pozorom to błoto jest w naszej pracy bardzo ważne — mówi Jock M. Graham.

To mieszanka wody i substancji chemicznych, do której zadań należy m.in. wynoszenie na powierzchnię rozkruszonych skał, chłodzenie wiertła i wywieranie przeciwciśnienia na ściany odwiertu, by się nie zapadły. Jeśli z płuczką jest coś nie tak, robota nie idzie jak należy, a sprzęt może się zniszczyć. Jej parametry są na bieżąco analizowane. "Człowiekiem od płuczki" jest tu młodziutki Ukrainiec o twarzy licealisty. Właśnie skończył studia w krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Wyraźnie cieszy się, że może na moment przypomnieć sobie język polski. Odwiert nadzoruje natomiast pół-Kanadyjczyk, pół-Ukrainiec. Od 40 lat w branży. W mieszkalnym kontenerze na środku pola ma najnowszy sprzęt RTV i łącze satelitarne. Bazy pilnują dwa psy.

pies-ochroniażpies-ochroniaż

Błękit

Po drodze do bazy produkcyjnej Wiergunskoje, gdzie 24 godziny na dobę trwa wydobycie i przesył błękitnego surowca do gazociągu, zapada zmrok. Niebo zmienia kolor na głęboko granatowy. Teren jest płaski, a "drogi" oświetlają jedynie reflektory aut. I księżyc. Nie widać hałd, którymi usiana jest okolica. Czasem z mroku wyłaniają się kominy jakiegoś zakładu produkcyjnego. Po ciemku okolice Doniecka i samo miasto są zdecydowanie ładniejsze niż za dnia.

— Jeśli jest pogodnie, widać Drogę Mleczną — rozmarza się Aleksander Jakimowicz, nasz tłumacz.

Wie, co mówi, zanim skończył filologię, miał romans z astronomią.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Sadowska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / Szulim błękitnych pieniędzy