Można powiedzieć, że obligacje korporacyjne to sport dla zamożnych ludzi, choć minimalna wartość zapisu jest ustalona tak, by zachęcać także tych rzeczywiście drobnych inwestorów. Ci, którzy decydują o sukcesie emisji publicznych, z pewnością nimi nie są. Średnia wartość złożonego zapisu na obligacje Bestu wyniosła 142 tys. zł. Inwestorzy mieli ostatecznie tylko dwa dni na złożenie zapisu na papiery warte 50 mln zł, bo już pierwszego po uruchomieniu subskrypcji popyt przekroczył podaż, a po dwóch dniach jego wartość przekroczyła 100 mln zł. Zapisów złożono 710, co jest wynikiem słabszym niż w lutym, gdy na papiery warte 40 mln zł zapisy złożyło ponad 1000 inwestorów. Ponieważ Best pozostaje w sporze z instytucjami finansowymi co do oceny działań zarządu Kredyt Inkaso, sama spółka nie liczy na udział instytucji w swoich emisjach. Można więc przyjąć, że większość emisji rzeczywiście objęli inwestorzy indywidualni, ale ci z zasobniejszymi portfelami. Świadczy o tym średnia wartość zapisu (windowana przecież przez zapisy powyżej średniej) oraz szybkość zamknięcia emisji. Tylko zamożni inwestorzy dysponują dostępem do znaczących pieniędzy na zawołanie, ci prawdziwie drobni, nawet jeśli mają w aktywach finansowych 100 tys. zł, to raczej rozproszone.
To samo można byłoby powiedzieć o emisji Alior Banku, która została uplasowana w kilka godzin, a przecież jej wartość to 150 mln zł (skalę redukcji poznamy po przydziale obligacji). Tu jednak łatwiej podejrzewać udział inwestorów instytucjonalnych w emisji, bo Alior w grudniu uplasował na zbliżonych warunkach emisję wartą 183,3 mln zł. Część inwestorów instytucjonalnych (banki, OFE) nie przepada wprawdzie za obligacjami podporządkowanymi (są przeciwieństwem papierów zabezpieczonych — w razie kłopotówspłacane są w ostatniej kolejności), ale rolę magnesu odgrywa zapewne obecność PZU w akcjonariacie banku.
W istocie nie są to zupełnie nowe konkluzje. Już przy wcześniejszych emisjach publicznych średnia wartość zapisu sięgała ponad 100 tys. zł, przekraczając nawet do 300 tys. zł (np. ostatnia emisja Kruka). Ciekawe byłyby statystyki dotyczące liczby zapisów poniżej np. 10 tys. zł, ale możemy przypuszczać, że zasada Pareto (20 proc. inwestorów obejmuje 80 proc. emisji) sprawdza się dobrze również w tego rodzaju subskrypcji. Gdyby rzeczywiście ją zastosować, to 20 proc. największych zapisów w przypadku Aliora miałoby średnią wartość 800 tys. zł, a w przypadku Bestu 550 tys. zł — co nie przekreśla bynajmniej wartości udziału drobniejszych inwestorów (przy zastosowaniu Pareto ich średnie zapisy miałyby wartość odpowiednio 50 tys. zł i 35 tys. zł) — to oni nadają później płynność obligacjom na rynku wtórnym. A emisje z publicznych emisji są średnio trzy razy bardziej płynne niż cały rynek obligacji firm, co oznacza lepszą wycenę i możliwość trafniejszego doboru parametrów kolejnych emisji.
W dodatku sukcesy publicznych emisji obligacji mogą przyczynić się do rozwoju całego rynku — przyciągając zarówno nowych emitentów, jak i inwestorów. Już teraz wygląda to całkiem ciekawie — w minionym tygodniu prowadzono pięć publicznych emisji obligacji na podstawie prospektów, do takiego ich zagęszczenia nigdy wcześniej nie doszło. Dla porównania — w 2012 r. mieliśmy czterech emitentów w całym roku. © Ⓟ