Szybki kredyt do szybkiego remontu

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2010-03-30 06:31

Banki pożyczały coraz więcej na coraz dłużej. Kryzys obnażył naiwność takiej polityki.

Klient jest wrażliwy nie na cenę, ale na wysokość raty - takie było credo consumer finance, w które święcie wierzono jeszcze do połowy ubiegłego roku. Nic to, że kredytobiorca ma niskie dochody. Jeśli rata jest na tyle mała, że nie obciąża za bardzo miesięcznego budżetu, można mu dać nawet wysoki kredyt. Warunek był tylko jeden: musi regularnie spłacać dług. Kto nie miał zaległości, budował sobie pozytywną historię w banku, która potem stanowiła podstawę do udzielania kolejnego kredytu. Bo jak tu nie dać pieniędzy wzorowemu klientowi.

- Okazało się, że dotychczasowy model nie sprawdził się w trudniejszych warunkach ekonomicznych. Oceny dokonywano zgodnie z zasadą: "past performance is the guarantee of the future performance" (wyniki osiągnięte w przeszłości są gwarancją przyszłych wyników - red.). Trzeba jednak pamiętać, że na końcu tej zasady jest jeszcze "however", które zostało potraktowane zbyt lekko. Uważaliśmy wszyscy, że gdy klient na bieżąco obsługuje swoje zadłużenie, to jakie by ono nie było, oczywiście w rozsądnych granicach, będzie je obsługiwał nadal. Problemy zaczęły się w momencie zaostrzenia polityki kredytowej i utrudnień w dostępie do finansowania - mówi Leszek Niemycki, prezes DB PBC.