Usługi są akurat istotnym sektorem, bo tam inflacja najbardziej zależy od sytuacji w krajowej gospodarce – to papierek lakmusowy lokalnej presji inflacyjnej. Dziś zobaczymy w twardych danych GUS, czy te wskazania znajdują wyraz w ogólnym wskaźniku inflacyjnym.

Badania publikowane przez Komisję Europejską i Eurostat (na podstawie badań prowadzonych faktycznie przez GUS) pokazują, że odsetek firm usługowych deklarujących podwyżki cen w najbliższych miesiącach spadł w marcu do 17,3 proc. – najniższego poziomu od 17 miesięcy. Jeszcze ciekawsze jest tempo zmian tego wskaźnika. Przez sześć miesięcy odsetek firm podnoszących ceny, skorygowany o efekty sezonowe, obniżył się niemal o połowę. Ostatni raz tak głęboki spadek miał miejsce w pierwszej połowie 2009 r., gdy w gospodarkę uderzył światowy kryzys finansowy (jeżeli kogoś dziwi, że w szczycie inflacji tylko jedna trzecia firm deklarowała podnoszenie cen, to proszę pamiętać, że firmy usługowe zwykle rzadko zmieniają ceny).
Dane historyczne pokazują, że opisywany wskaźnik w miarę dobrze zapowiadał z wyprzedzeniem zmiany w faktycznej inflacji usługowej. Pokazałem to na wykresie. W latach 2008, 2011 i 2021 wskaźnik dobrze zasygnalizował nadchodzące przyspieszenie cen, a w latach 2009 i 2012 – spowolnienie. Zobaczymy, czy powtórzy się to w 2023 r.
Rola usług dla analizowania inflacji jest bardzo ważna, ponieważ ich ceny zależą od sytuacji w kraju znacznie bardziej niż ceny towarów. Cena fryzjera w Warszawie jest zależna głównie od tego, ile on zarabia – zaś jego zarobki są wynikiem zarówno wydajności, jak też ogólnego poziomu płac w całej gospodarce. Tymczasem cena nożyczek do strzyżenia w Warszawie musi być związana z ceną tego towaru na rynkach światowych, więc inflacja cen towarów w Polsce będzie prawdopodobnie zbliżona do tego, co widać w innych krajach. Inflacja cen usług może być inna.
Obecnie inflacja usług w Polsce wynosi 13,3 proc. Dla porównania w strefie euro jest to 4,8 proc. A już tam uchodzi za dość wysoką.
Dla porównania, inflacja cen towarów (poza energią) w Polsce wynosi 10,3 proc., a w strefie euro 6,8 proc. Różnica między Polską i strefą euro jest tu znacznie mniejsza niż w przypadku usług. Tak działa efekt, który opisałem.
Spadek odsetek firm deklarujących podwyżki cen może wynikać z wielu czynników. Po pierwsze, może być rezultatem wolniejszej dynamiki kosztów energii. Normalnie te koszty mają niewielki wpływ na ceny, ponieważ poza transportem mają dość niski udział w przychodach. Ale w warunkach gwałtownych zmian kosztów ten wpływ może się zmieniać i rosnąć.
Po drugie, może być to efekt niższego popytu. Konsumenci zmniejszyli realną wartość wydatków z powodu inflacji, a to utrudnia firmom podnoszenie cen. Przy czym sam spadek zakupów jeszcze nie oznacza spadku popytu – z tym mamy do czynienia wtedy, gdy konsument reaguje na ceny mocniej niż wskazywała dotychczasowa elastyczność. Czyli na przykład, kiedy po podwyżce ceny przez fryzjera o 100 proc. klient zamiast przychodzić dwukrotnie rzadziej, jak oczekiwał fryzjer, przychodzi czterokrotnie rzadziej. Dotąd sygnałów spadku popytu było mało, ale możliwe, że zaczynają się pojawiać. Jeżeli tak, byłby to też negatywny sygnał z punktu widzenia zyskowności firm. Choć te same badania ankietowe pokazują, że prognozy popytu firm usługowych nie wyglądają źle. Tutaj obraz jest więc bardzo niejasny.
Warto przy tych wszystkich rozważaniach pamiętać, że bez względu na opisane zmiany wciąż żyjemy w środowisko mocno inflacyjnym. Firm podnoszących ceny jest dużo mniej niż sześć czy 12 miesięcy temu, ale jest ich wciąż dużo więcej niż w jakimkolwiek momencie w latach 2010-21. Powrót do normalności jest właściwie poza horyzontem.
