W proteście przeciwko obowiązkowi stosowania kas fiskalnych taksówkarze znowu zablokowali ulice. Resort na razie nie zamierza ustąpić, choć zdaniem prawników, narzucenie takiego obowiązku jest konstytucyjnie wątpliwe.
Wczoraj w Warszawie taksówkarze zamiast wozić pasażerów znów zgromadzili się pod budynkiem Ministerstwa Finansów (MF). Powód był taki sam jak poprzednio — kasy fiskalne, z których przewoźnicy będą zmuszeni korzystać od początku 2004 r.
Ministerstwo utrzymuje, że kasy są potrzebne do rejestrowania obrotów taksówkarzy na potrzeby podatku VAT. Zdaniem przewoźników, wystarczy do tego odpowiedni taksometr.
— Tak jest w krajach UE — taksometr musi mieć jedynie odpowiednie parametry. Stosowane przez nas urządzenia są z nimi zgodne — w ostatnich latach przewoźnicy wymienili stare taksometry. Teraz znów muszą wydać pieniądze na drogie i skomplikowane urządzenia, które są zupełnie niepotrzebne — uważa Paweł Biedrzycki, prezes Zrzeszenia Transportu Prywatnego.
Resort finansów obstaje jednak przy swoim.
— Termin 1 stycznia 2004 r. obowiązuje. Nic mi nie wiadomo o zmianie decyzji — mówi Anna Sobocińska z biura prasowego MF.
Jak będzie, czas pokaże. Resort już dwukrotnie przesuwał termin instalacji kas. Tymczasem, zdaniem specjalistów, nałożenie na taksówkarzy obowiązku rejestrowania obrotu jest niezgodne z prawem. Budził zastrzeżenia m.in. system wprowadzenia kas. Jako pierwsi mieli je zamontować taksówkarze, których NIP kończył się 0, potem kolejno następni. Według specjalistów, naruszało to zasadę równości wobec prawa. Ten i inne argumenty przedstawialiśmy już na łamach „PB”. Resort protestował i twierdził, że wszystko jest w porządku. Mimo to kiedy ostatnim razem przesuwał termin instalacji, zrezygnował z uzależnienia go od końcówki numeru NIP.