Tam, gdzie to kretowisko - zachwiał się mój bank

Jacek Zalewski
opublikowano: 2001-06-11 00:00

Tam, gdzie to kretowisko – zachwiał się mój bank

Jeden z ustrojowych fundamentów funkcjonowania rynków finansowych w Polsce stanowi nierozłączna para ustaw — prawo bankowe oraz ustawa o Narodowym Banku Polskim. Obie zostały uchwalone 29 sierpnia 1997 r., potem ogłoszone w tym samym dzienniku ustaw pod kolejnymi pozycjami, a w życie weszły 1 stycznia 1998 r. Są jak dwie połówki jednego jabłka.

Naturalną koleją rzeczy rządowe projekty nowelizacji tych ustaw — objęte Narodowym Programem Przygotowania

do Członkostwa w Unii Europejskiej — wpłynęły do Sejmu jednocześnie 8 stycznia,

16 marca po pierwszym czytaniu zostały razem skierowane do Komisji Prawa Europejskiego, 23 maja odbyło się ich drugie czytanie, a 5 czerwca komisja zebrała do obu projektów dodatkowe poprawki. Jednak na ostatnim etapie ścieżki legislacyjnej nastąpiło głębokie pęknięcie — prawo bankowe zostało w czwartek znowelizowane przez Sejm rzadko spotykanym stosunkiem głosów 340:0, przy 4 wstrzymujących się (i 116 nieobecnych), natomiast siostrzana ustawa o NBP po dramatycznej debacie

trafiła w piątek w południe

do kosza — uzyskując wynik 180:189, przy 7 wstrzymujących się (i 84 nieobecnych).

Obowiązująca dzisiaj wersja ustawy o NBP w znacznym stopniu uwzględnia już

standardy dotyczące banków

centralnych, ustalone w UE. Jednak w roku 1997 przejęcie tych standardów nie mogło być pełne. W toku negocjacji nad przyjęciem Polski do UE jako jeden z warunków w obszarze „Unia Gospodarcza i Walutowa” postawiono nam obowiązek pełnej harmonizacji przepisów dotyczących usytuowania NBP z Traktatem Ustanawiającym Wspólnotę Europejską (z Maastricht) oraz Statutem Europejskiego Systemu

Banków Centralnych i Europejskiego Banku Centralnego — w szczególności w zakresie instytucjonalnej, personalnej i finansowej niezależności NBP.

Wywołująca tyle kontrowersji i tak nagłośniona kwestia wynagrodzeń kierownictwa NBP zaciemniła istotę

nowelizacji ustawy. Dyskusyjne pozostaje, czy zarobki szefostwa centralnego banku

państwa oraz członków RPP

powinny aż tak przewyższać zarobki głowy tegoż państwa, nie mówiąc już o premierze, ministrze finansów etc.

Ale na pewno za żenujące

należy uznać utrzymywanie przez bank konkretnych kwot w tajemnicy. Szkoda, że prezes Leszek Balcerowicz dopiero pod naciskiem posłów opublikował te dane. Powinien to zrobić w dniu swego zaprzysiężenia. Ten fatalny błąd socjotechniczny zemścił się wywołaniem bardzo złego klimatu wokół

całej debaty parlamentarnej nad ustawą o NBP.

Kością sejmowej niezgody stało się przełożenie na przepis ustawy ogólnej normy konstytucyjnej — iż bankowi centralnemu „Przysługuje wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. NBP odpowiada za wartość polskiego pieniądza.” Według ustawy z 1997 r. podstawowym celem działalności NBP jest „utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego

celu NBP”. Natomiast według wersji przegłosowanej przez Sejm w piątek rano stosunkiem 193:163, owym celem miałoby być „Dbanie o wartość polskiego pieniądza. W realizacji tego celu NBP wspiera politykę gospodarczą Rządu”. Posłowie pozostawili również bez zmiany przepis, że uczestniczący w posiedzeniu RPP przedstawiciel rządu „może przedstawiać wnioski do rozważenia przez Radę” — a właśnie skreślenie tego uprawnienia stanowiło sedno „unijnej” nowelizacji.

Według jednej strony sporu — zacytowane przepisy sprowadziłyby NBP do roli resortu, wykonującego bieżące dyrektywy polityczne, natomiast

według drugiej — wreszcie

wymusiłyby na banku współodpowiedzialność za efekty

podejmowanych decyzji, w szczególności za wpływ stóp procentowych na tempo wzrostu. Jak byłoby naprawdę — na razie się nie dowiemy, bowiem w piątek przydarzyło się coś niepojętego z punktu widzenia techniki legislacyjnej. Oto po głosowaniu nad poprawkami i wnioskami mniejszości, a przed głosowaniem nad całą ustawą — grupka posłów AWS zmieniła zdanie! Posłuchali dramatycznego apelu premiera Jerzego Buzka: „Wzywam Wysoką Izbę do odrzucenia projektu ustawy w takiej formie, na jaką poprawiliśmy go przed godziną”. Efekt tego wezwania przypomnieliśmy na wstępie komentarza.

Czy możliwe jest załatanie prawnej dziury jeszcze w tej kadencji? Oczywiście, że tak

— już we wtorek rząd może ponownie wnieść projekt nowelizacji ustawy o NBP i nadać mu klauzulę pilności. Do września może udałoby się legislacyjnie „dogonić” prawo bankowe. Ale można postawić każde pieniądze, iż poselska obróbka projektu doprowadzi do takiego samego finału, jaki miał miejsce w piątek. Czyjaś nieobecność podczas głosowania lub przypływ dobrego humoru może zdecydować o ustrojowej zmianie usytuowania

centralnego banku państwa.

Im bliżej końca kadencji,

tym sprawność obecnej władzy ustawodawczej maleje. Poselskie i senatorskie głowy ogarnięte są już bez reszty wynikami sondaży. Odpowiedzialność za przekształcenie się klubów parlamentarnych obecnej kadencji w komitety wyborcze przyszłej kadencji ponoszą wszystkie strony. Podejmując próbę ujarzmienia banku

centralnego, była koalicja SLD/PSL chyba zapomniała,

że obowiązującą ustawę o NBP przyjął „jej” parlament — ten sam, który wcześniej uchwalił Konstytucję. Można zatem uznać, iż ukształtowana

w roku 1997 pełna niezależność banku od rządu jest

najwierniejszym przekładem idei ustawy zasadniczej, zaś zmiana stanowiska autorów tej koncepcji pachnie hipokryzją.

Z kolei klub AWS — czy raczej pozostałości po nim — wykonuje ruchy coraz mniej przewidywalne. Dokonany w godzinę radykalny zwrot części posłów w sprawie NBP jest tylko jednym z przykładów. Uśmiech politowania wywołuje wycofywanie się sygnatariuszy

wniosku o odwołanie minister Aldony Kameli-Sowińskiej.

Samo zjawisko nie jest nowe, ale tym razem zaskakuje

oryginalność podawanych

powodów. Jednym posłom

nie podoba się... sprawozdawca wniosku, inni nie chcą zajmować miejsca na liście

razem z SLD-owcami — myśleli, że wniosek jest ideowo „czysty”. A rzeczywistym powodem nagłej zmiany oceny ministra skarbu są sankcje, grożące

posłom AWS nielojalnym

wobec rządu — czyli skreślenie ich z list wyborczych AWSP.

Kandydaci wszystkich opcji — łączcie się!