Tańszej ropy dawno nie było

Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Na giełdzie za baryłkę ropy brent trzeba zapłacić najmniej od lutego. Powodem przeceny jest zanikający popyt, który przestraszył inwestorów.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • co było powodem przeceny ropy
  • dlaczego inwestorzy się jej nie spodziewali
  • czy analityk liczy na dalsze obniżki
  • jaki wpływ na rynek miały gry polityczne

Tańszej ropy dawno nie było

opublikowano: 04-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Na giełdzie za baryłkę ropy brent trzeba zapłacić najmniej od lutego. Powodem przeceny jest zanikający popyt, który przestraszył inwestorów.

W środę 3 sierpnia, kartel OPEC+ ogłosił zwiększenie dziennej produkcji ropy o 100 tys. baryłek. Była to jedna z najmniejszych podwyżek w historii, co w pierwszej chwili inwestorzy odczytali jako sygnał do kupna kontraktów na surowiec w związku z potencjalnym niedoborem podaży.

Wkrótce jednak światło dzienne ujrzały dane dotyczące amerykańskiego popytu na ropę oraz stanu magazynowego surowca w USA, co zupełnie zmieniło obraz rynku. Gracze zdali sobie sprawę, że tak symboliczny wzrost dziennej podaży mógł wynikać z przewidywanego przez producentów spadku zapotrzebowania na ropę. Obawa dość szybko znalazła odzwierciedlenie w kursach baryłek, które zarówno dla europejskiej ropy brent, jak i amerykańskiej WTI zanurkowały do najniższego poziomu od pół roku.

Miało być inaczej

Według oficjalnych informacji, nową podwyżkę, która będzie obowiązywać od sierpnia, kartel podzieli proporcjonalnie między 23 członków. Jak podaje jednak Bloomberg, tylko Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie będą w stanie rzeczywiście zwiększyć dzienną produkcję. Przed wakacjami OPEC zapowiadał, że do końca sierpnia zwiększy dzienną produkcję o 600 tys. baryłek. Może to być jednak trudne do osiągnięcia zważywszy na fakt, że większość producentów obecnie nie jest w stanie sprostać wymaganiom.

Dane odbierają znaczenie nowej podwyżce, której rozmiar - nominalnie najmniejszy od 1986 r. - od początku wydawał się groteskowy. 100 tys. baryłek to jedna tysięczna dziennego zapotrzebowania na surowiec. Grupa producentów w oficjalnym dokumencie wskazuje jednak, że jej decyzja była w pełni uzasadniona, biorąc pod uwagę problemy z produkcją na Bliskim Wschodzie oraz już wysoką bazę produkcyjną. Cele podażowe wróciły bowiem do poziomu sprzed pandemii.

Obawa dość szybko znalazła odzwierciedlenie w kursach baryłek, które zarówno dla europejskiej ropy brent, jak i amerykańskiej WTI zanurkowały do najniższego poziomu od pół roku.

Nowe realia

W pierwszej kolejności kartel wyraził obawy o recesję w USA oraz szanse na odbudowę popytu Chin, które nadal pogrążone są w covidowym kryzysie i przejawiają relatywnie niską aktywność przemysłową. Następnie wskazał, że w lipcu podaż Arabii Saudyjskiej wynosiła 10,78 mln baryłek dziennie, wolumen osiągnięty tylko kilka razy w historii tego państwa. Ponadto, potwierdził obawy inwestorów – rosyjska ropa nadal wpływa na globalne rynku, a produkcja Federacji Rosyjskiej utrzymuje się na dość wysokim poziomie, biorąc pod uwagę okoliczności.

Niedługo później opublikowane zostały amerykańskie dane, które rzuciły nowe światło na to, jak należy odczytywać rozmiary produkcji OPEC. Zbiegły się one bowiem z najniższym od lat odczytem średniego popytu na benzynę w USA w sezonie letnim. Wysokie ceny oraz rosnąca inflacja zmusiły Amerykanów do ograniczenia podróży samochodem, przez co ich zapotrzebowanie na paliwo było niższe niż podczas pandemii latem 2020 r. W rezerwie amerykańskiej w lipcu przybyło 4 mln baryłek ropy. Stan zapasów w największym magazynie ropy w USA wrósł piąty tydzień z rzędu. Cały ten obraz mocno kłócił się z sygnałami, które dotychczas płynęły z Białego Domu.

Poznaj program konferencji “Prawne aspekty rozwoju i utrzymania sieci przesyłowych i dystrybucyjnych”, 12 października 2022, Warszawa >>

Gry polityczne

Około tydzień temu prezydent Joe Biden odwiedził Arabię Saudyjską, aby spotkać się z Mohamedem Bin Salmanem, tamtejszym następcą tronu. Rozmowa dotyczyła rozmiarów podwyżki, którą poznaliśmy w środę. Prezydentowi USA zależało na możliwie największym wzroście podaży, który istotnie wpłynąłby na ceny rynkowe i przełożył się na koszt benzyny, czynnik w Stanach Zjednoczonych bardzo ważny dla nastrojów społecznych i poparcia dla władzy.

Rynek odczytał to jako swego rodzaju desperację, mając w pamięci dotychczasowe stanowisko Joe’ego Bidena wobec Arabii Saudyjskiej. W 2018 r. polityk przed objęciem obecnego stanowiska wyraźnie potępiał państwo z Bliskiego Wschodu za zabójstwo Jamala Khashoggiego, miejscowego dziennikarza. Zignorowanie tej przeszłości oraz podpisanie umowy sprzedaży broni Saudyjczykom o wartości 3,05 mld USD zaraz po spotkaniu postrzegane było jako sygnał naprawdę trudnej sytuacji Amerykanów.

Zważając na to, że OPEC odpowiedział na apel Joe’ego Bidena najmniejszą podwyżką od ponad 30 lat można by stwierdzić, iż spotkanie w Arabii było dla USA porażką. Cel jednak został osiągnięty - ceny rynkowe spadły do poziomu sprzed wybuchu wojny w Ukrainie. Doradca prezydenta USD do spraw bezpieczeństwa energetycznego powiedział, że “interesuje go tylko to, że spadają ceny”. Politycznie zyskali również Saudyjczycy, którzy nie uginając się przed żądaniami Zachodu zacieśnili stosunki z Moskwą.

Obecnie na rynku kontraktów futures na surowce widać zjawisko deportu - krótkoterminowe kontrakty na ropę wyceniane są wyżej niż długoterminowe, co zwykle jest sygnałem byczego nastawienia rynku. Rzeczywiste efekty zamieszania z ostatnich dni zobaczymy jednak za parę dni, kiedy inwestorzy wycenią większą podaż i oznaki spadającego popytu.

OKIEM EKSPERTA
W trendzie bocznym do zimy
Rafał Sadoch
Analityk DM mBanku

Ceny ropy od pewnego czasu wahają się w przedziale 90-100 USD za baryłkę. Teraz zmierzamy ku dolnej części tego przedziału, głównie w wyniku wczorajszych danych. Mimo okresu urlopowego, w którym zwykle popyt na paliwa jest największy, wzrosły zapasy surowca w USA. Niecodzienność tej sytuacji wywołała wyprzedaż, natomiast na długofalowe skutki jeszcze poczekamy.

Obawy związane z recesją są dość duże, natomiast niektóre wskaźniki oraz wyniki spółek giełdowych tworzą bardziej pozytywny obraz obecnej sytuacji, zatem może się okazać, że spowolnienie gospodarcze nie będzie tak duże, jak się tego inwestorzy obawiają. Spodziewałbym się więc wypłaszczenia notowań ropy aż do zimy, kiedy bezpieczeństwo energetyczne nabierze na znaczeniu. Generalnie surowce energetyczne powinny pozostawać drogie, dopóki nie zniknie ryzyko związane z mniejszą podażą w Rosji i recesją w Europie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.