Te co skaczą i fruwają

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2023-02-24 11:30

Tylko dwa razy w życiu skakałem seryjnym samochodem. Za każdym razem Raptorem. I tylko jedna marka mnie do tych skoków namawiała – Ford.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja
Strach przed lataniem:
Strach przed lataniem:
Można się takowego nabawić w tym aucie. Nie boi się nawet wysokich skoków. To przede wszystkim zasługa niemal wyczynowego zawieszenia. Co ważne, skakać można więcej niż… raz.
Dominik Kalamus

„Blue BMW M5 what are you doing? This is a regular car, not a rally car!” – grzmiał przez radio instruktor. Pił do mnie, bo to ja, prowadząc niebieskie BMW M5, złapałem na zakręcie toru delikatny uślizg tylnej osi.

To było dekadę (plus VAT) temu. Po co o tym przypominam? By uświadomić, jak bardzo podczas prezentacji prasowych dba się o powstrzymywanie ułańskiej fantazji gości. To oczywiście zrozumiałe. Idzie o bezpieczeństwo. No i oczywiście o pieniądze. Od tamtego czasu niewiele się zmieniło. Można jeździć szybko, ale organizatorzy są zazwyczaj uczuleni na szaleństwa. To również rozumiem i szanuję. Czasem niektóre marki pozwalają poszaleć w odpowiednich warunkach. Tak było kilka lat temu podczas jazd Audi R8, tak jest podczas organizowanego przez Porsche – również w Polsce – wydarzenia Porsche Driving Experience. Oczywiście są to szaleństwa kontrolowane, bacznie pilnowane. Nie tylko ze względu na umiejętności, ale również dlatego, że zazwyczaj udostępniane nam auta to modele seryjne. I nawet jeśli są sportowe, to jednak nie wyczynowe. Chyba że mówimy o Fordzie, a konkretnie o jednym jego modelu.

Konieczna modyfikacja

Nie dla dyskretnych:
Nie dla dyskretnych:
Nawet jeśli nowy Ranger Raptor nie ma krzykliwego koloru, to trudno go nie zauważyć. 6,3 m długości, prawie 2 m wysokości i niemal 3,3-metrowy rozstaw osi. Do tego groźne spojrzenie.
Dominik Kalamus

Ford Raptor. W USA to najbardziej szalona wersja modelu F350, w Europie zbudowana na bazie mniejszego Rangera. Historii i charakteru obu modeli nie będę powtarzał, bo opisałem ją wcześniej przy okazji premiery poprzedniej generacji. To typowy badass, zabawka, potwór i dzik. Właśnie wróciłem z premiery najnowszej generacji. I powiem tak: jechałem na nią pełen obaw. Bo kolejne generacje kultowych modeli są dziś odzierane z dzikości przez normy czy modę. Land Rover Defender jest tylko jednym z przykładów. Tym czasem Ford (przynajmniej na razie) nikogo z niczego nie odarł (no dobra, trochę tak – ale o tym za chwilę).

Nie odarł, bo to cały czas pikap, który w zasadzie nie ma konkurencji. I powiem tak: jeśli szukacie niepozornego pikapa, wiernego towarzysza ciężkiej pracy, to Ranger może jest i dla was, ale na pewno nie w wersji Raptor. On woli wozić adrenalinę i doprawdy trudno w nim pilnować przepisów (tak, cały czas mówię o pikapie). Szatan, który kusi i namawia do zjechania na złą drogę. Dziurawą znaczy. Do rzeczy.

Na rynku nie brakuje aut o rasowych dopiskach do nazw. Na przykład Rainforest Challenge. Sęk w tym, że to tylko dopiski, za którymi stoją co najwyżej przeprojektowane elementy karoserii.

Poza tym (i dopiskiem, rzecz jasna) to w ogromnej większości zwykłe auta, takie same jak odpowiednie modele bez tych dopisków. Bez modyfikacji w napędach, bez zmiany przełożeń w reduktorach czy mostach, bez sztywniejszej ramy. Każdy amator off-roadu wie, że aby zaprosić takie auto do bardziej szalonej zabawy w terenie, konieczne będą modyfikacje. Mniejsze lub większe. Raptor utrzymuje, że nie będzie to konieczne. Mówi: już w salonie jestem gotowy do szaleństw. Mówi: jestem terenową rajdówką, a jedyną modyfikacją, której potrzebuję, jest zmiana właściciela. Mówiąc krotko… potrzebuje ciebie.

Seryjna modyfikacja

Walory użytkowe:
Walory użytkowe:
Raptor raczej nie będzie zaprzęgany do pracy innej niż dawanie właścicielowi frajdy. Ale jeśli już musi, to na grzbiecie udźwignie prawie 700 kg. Paka ma wymiary 156 na 157 cm.
Dominik Kalamus

Po pierwsze rama. Producent deklaruje, że jest nie tylko o wiele sztywniejsza niż w cywilnych, użytkowych wersjach Rangera, ale i mocniejsza niż w poprzedniej generacji Raptora. Do tej wzmocnionej ramy przymocowano doskonałe zawieszenie – zupełnie inne niż w „normalnych” odmianach. Amortyzatory opracował Fox. To zaawansowany układ Live Valve. Nie wdając się w szczegóły, amortyzatory potrafią w ułamku sekundy dostosować charakterystykę pracy do warunków jazdy, a na podstawie danych z sensorów wręcz są w stanie przygotować się na to, co czeka auto. To naprawdę robi wrażenie, bo z jednej strony podczas jazdy po nierównej drodze samochód świetnie wybiera nierówności, a zawieszenie pracuje po „offroadowemu”, z drugiej – na asfalcie potrafi o tym zapomnieć i zachować ogromną, jak na pikapa, stabilność w zakrętach i nie męczyć kierowcy nawet przy nieco wyższych niż pikapowe prędkościach.

Najbardziej niesamowite jest jednak to, jak miękko ten bądź co bądź seryjny samochód ląduje. Tak, ląduje!

Wiele razy skakałem samochodem. A to podczas rajdów płaskich (kilka razy jako kierowca, częściej jako pasażer), a to podczas rajdów terenowych (już tylko jako pasażer). Ale zawsze były to auta mocno modyfikowane, rzekłbym wyczynowe. Nigdy seryjne. Pierwszy lot w seryjnym aucie odbyłem na premierze poprzedniego Raptora, wówczas skakałem na wydmach. Drugi teraz na specjalnie przygotowanej skoczni. Najazd z prędkością 50-60 km/h, wybicie i lot na wysokości około 1,5 m, na odległość może 10-12 m. W odróżnieniu od pierwszych „przelotów” Raptorem teraz lądowanie nie odbywało się na miękkim piasku, tylko twardej mazowieckiej glinie. Powiem tak: kręgarze na tobie nie zarobią. Mechanicy raczej też nie. Podczas premiery dziennikarzy było wielu, każdy gotów do skoku i każdy tuż po wylądowaniu krzyczał: ja chcę jeszcze raz! Auta wykonały po kilkadziesiąt skoków. Każde bez pisków i trzeszczeń wróciło do Warszawy o własnych siłach.

Poza modyfikacją ramy i zawieszenia Ranger w wersji Raport odziany jest też w stalowe osłony newralgicznych miejsc, ma wyższy prześwit (272 mm) i całkiem spore koła.

Całość jest jednak zestrojona nie pod off-road przeprawowy. Raptorowi chodzi o szybką, agresywną i emocjonującą jazdę w terenie, co nie oznacza, że nie jest w stanie w przeprawy się pobawić. Do wyboru jest siedem trybów, a tylko trzy są szosowe: normal – taki do miasta, sport – szybsza reakcja na gaz i zmieniona charakterystyka pracy skrzyni biegów i slippery przeznaczony na śliskie nawierzchnie. Reszta to tryby pozaasfaltowe. Mamy taki do jazdy po kamieniach powoli i z uwagą (rock crawl), po piasku lub głębokim śniegu (sand) czy po błocie i koleinach (mud/rust). Jest też król tych wszystkich trybów. Baja do szybkiej, niemal rajdowej jazdy po terenie. Są też inne tryby… no, umówmy się, niepotrzebne, ale jakże pożądane. To tryby pracy wydechu – jest cichy, normalny, sportowy i baja. Ten ostatni mógłby być jedynym, bo nareszcie Raptor w Europie ma czym zagadać.

A może jednak modyfikować?

Bez konkurencji:
Bez konkurencji:
Drugiego takiego pikapa nie ma na rynku. I raczej nie będzie. Swoją drogą to oczywiste. Grupa zainteresowanych jego możliwościami nie jest ogromna.
Dominik Kalamus

Kilkanaście wersów wcześniej napisałem, że Ford nie odarł nowego Raptora z dzikości, poza jednym wyjątkiem. No to teraz o tymże wyjątku. Ci, którzy pamiętają poprzedniego Rangera Raptora (lub kliknęli w link z tekstem o nim), wiedzą, że auto dostępne było tylko z 200-konnym dwulitrowym dieslem o dobrych, acz nieporażających osiągach. Powyższy diesel trafi też pod maskę Raptora nowej generacji, ale dopiero za jakiś czas. Teraz Raptor dostępny jest wyłącznie z benzynowym, trzylitrowym turbodoładowanym V6 o mocy 292 KM. Super! Do tego ponad 490 Nm momentu obrotowego i znany z rajdów system podtrzymania turbo. Na papierze bajka. W terenie, szczególnie w trybie baja, legenda. No dobra, to gdzie to odzieranie z dzikości. A tu. W USA ten sam silnik produkuje blisko 500 KM. W Europie normy wypędziły dwie setki rumaków. Niczego nie sugeruję, ale to właśnie może być pole do popisu przy ewentualnych modyfikacjach nowego Raptora.

Za przeniesienie napędu odpowiada 10-biegowy automat. Jest też reduktor i elektronicznie sterowane blokady obu mostów.

Dysonans:
Dysonans:
Z zewnątrz to gotowa do użycia offroadowa rajdówka. Wewnątrz wygodny samochód, gotów zabrać cię w długą i mało męczącą podróż.
Dominik Kalamus

Wnętrze? Mniej dzikie niż reszta. Wygodne, komfortowe i na wskroś nowoczesne. Sportowe fotele i kierownica, do tego pełno ekranów, wyświetlaczy i aż strach pomyśleć, co się stanie, jak to wszytko się zakurzy. A zakurzy się na pewno. Przyspieszenie do od 0 do 100 km/h zajmuje mniej niż 8 s., a Raptor nieustannie kusi, by z tej możliwości korzystać nader często. I tu dochodzimy do sedna. Raptor jest użytkowym pikapem, ale duszę ma superauta. To zabawka, bo choć potrafi być wygodnym samochodem na co dzień czy pomóc w pracy, to diabelnie tego nie lubi. Szepcze: włącz tryb baja! No chodź, polatamy! W mieście jedynymi emocjami są te związane ze znalezieniem miejsca parkingowego dla tego mastodonta. Szkoda majstersztyku inżynierów od zawieszenia, by męczyć Raptora w mieście i nie ulegać jego namowom. To dzikie zwierzę i to z gatunku tych, co skaczą i fruwają. Patrząc po cenie, to jest też jakiś chroniony gatunek. Trzeba mieć tak mniej więcej 375 tys. zł. Spalanie? W trybie baja trzymamy się 20 l/100 km. Warto? To już każdy musi sam… zarobić.