Czytasz dzięki

Ten kryzys przeorze globalną gospodarkę

Wizję świata po kryzysie kreśli w rozmowie z „PB” prof. Andrzej K. Koźmiński, ekonomista, członek PAN i długoletni rektor Akademii Leona Koźmińskiego

Ben Bernanke, były szef Fedu, w wypowiedzi dla telewizji CNBC ocenił, że amerykańską gospodarkę prawdopodobnie czeka gwałtowna recesja, po której dość aszybko nastąpi silne odbicie. W znacznie bardziej pesymistycznych barwach perspektywy globalnej koniunktury postrzega tymczasem prof. Andrzej K. Koźmiński, ekonomista, członek PAN i długoletni rektor Akademii Leona Koźmińskiego.

prof. Andrzej K. Koźmiński
Zobacz więcej

prof. Andrzej K. Koźmiński ARC

- Obawiam się, że jeśli pandemia koronawirusa będzie trwała długo, przyniesie absolutnie tragiczne żniwo. Staniemy przed groźbą stagflacji – ostrzega ekonomista.

W światowej gospodarce pandemia doprowadziła równolegle do dwóch negatywnych szoków – podażowego (na skutek epidemii przerwano produkcję i łańcuchy dostaw) i popytowego (spadek przychodów gospodarstw domowych). Presja na wzrost kosztów wynika z tego, że ponowne uruchomienie produkcji oraz odbudowa poszarpanych łańcuchów dostaw będzie wymagała nakładów i zajmie sporo czasu. Strukturę efektywnego popytu natomiast czekają głębokie dostosowania.

- Konsumenci będą zmuszeni wydawać ostrożniej, bo obecna sytuacja ich nauczy, że warto mieć zaskórniaki. Dodatkowo popyt na tradycyjne dobra zmniejszy się kosztem popytu na dobra innowacyjne – uważa prof. Koźmiński.

Jeśli do tego dodać niezwykle intensywną kreację pieniądza (politykę gwałtownie łagodzi nie tylko Fed, ale także inne główne banki centralne i pojawiają się ogromnej wartości pakiety stymulacyjne), podejmowane na niespotykaną dotychczas skalę próby zasypywania pieniędzmi luki podażowej mogą doprowadzić do wzrostu cen przy stagnacyjnej produkcji, czyli właśnie do stagflacji.

Sytuacja coraz bardziej przypomina lata 70. ubiegłego wieku – wówczas podobną rolę jak obecnie pandemia, choć na mniejszą skalę, odegrały szoki podażowe na rynku ropy. To pesymistyczny scenariusz, bo ze stagflacji wychodzi się długo, a szanse na przetrwanie mają tylko firmy dysponujące innowacyjnymi produktami — przyznaje ekonomista.

- Scenariusz stagflacji zdecydowanie wymaga wyjaśnienia. Może on się nie zrealizować w przypadku szybkiej poprawy sytuacji epidemicznej i restartu produkcji oraz dystrybucji. Niestety, wiele wskazuje, że nie nastąpi to do momentu zastosowania na szeroką skalę szczepionki i skutecznych leków, a na to potrzeba około roku – podkreśla prof. Andrzej K. Koźmiński.

Sytuację znacząco utrudnia fakt, że dotyczy ona całego globu. Z punktu widzenia pojedynczego rządu priorytetem powinna być walka z pandemią oraz zabezpieczenie płynności przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Przede wszystkim jednak trzeba, mimo epidemii, stworzyć warunki ponownego uruchomienia produkcji i powiązania zerwanych łańcuchów dostaw. Przewidzenie skutków tych działań utrudnia jednak związana z nimi konieczność niemal nieograniczonej kreacji pieniądza.

- Jeśli produkcja i wzrost gospodarczy odbiją się od dna, to skutki będą szybko widoczne, jednak w przeciwnym wypadku globalna sytuacja może okazać się dramatyczna – ostrzega profesor.

Jego zdaniem związany z pandemią kryzys trwale wpłynie na strukturę globalnej gospodarki. Wpływ nie ograniczy się do branż, które do tej pory ucierpiały najbardziej – jak turystyka, transport, gastronomia czy handel. Siła tych procesów wciąż jest trudna do oszacowania. Przykładem może być edukacja.

- Przejście do nauczania zdalnego można uznać za spory sukces. To w przyszłości powinno przełożyć się na duże zmiany w ofercie instytucji edukacyjnych – uważa założyciel i prezydent Akademii Leona Koźmińskiego.

Skrajna niepewność towarzyszy perspektywom branży motoryzacyjnej, która ze względu na zerwanie łańcuchów dostaw praktycznie stanęła. Jeszcze większy problem może pojawić się w momencie, kiedy będzie możliwe wznowienie produkcji. Wszystko dlatego, że kryzys może diametralnie zmienić strukturę popytu.

- Może się okazać, że konsumenci będą potrzebowali zupełnie innych rodzajów samochodów. Bardziej ekologicznych, tańszych i o nieco niższym standardzie – zastanawia się prof. Koźmiński.

Głębokie zmiany mogą dotknąć również strukturę społeczną. Związane z globalizacją i postępem technologicznym, widoczne od wielu lat tendencje do eliminowania stanowisk wymagających średnich kwalifikacji mogą jeszcze bardziej się nasilić. To wspierałoby popyt z jednej strony na dysponujących najwyższymi kwalifikacjami „inżynierów systemów”, a z drugiej – na pracowników fizycznych.

Ekonomista wskazuje na paradoks Moraveca, zgodnie z którym wymagające prostej percepcji ludzkie zdolności motoryczne wymagają dużo większej mocy obliczeniowej niż rozumowanie wysokopoziomowe. Skutek jest taki, że sztuczna inteligencja nie może konkurować z człowiekiem w sferze zdolności manualnych.

- W czasie epidemii koronawirusa SARS-CoV-2 w Chinach powstał pierwszy szpital, w którym ludzką załogę całkowicie zastąpiły roboty. To jednak wciąż raczej wyjątek potwierdzający regułę – uważa prof. Andrzej K. Koźmiński.

W rezultacie, jego zdaniem, pojawi się presja na spadek realnych wynagrodzeń siły roboczej, jednak to klasa średnia poniesie w związku z kryzysem największe koszty. Pogorszenie standardu życia może być dość powszechne, a szansę na wyłamanie się z tej tendencji będą miały tylko te gospodarki, gdzie rozwój technologiczny będzie najszybszy.

- Zwycięsko z kryzysu wydają się wychodzić Chiny. Zakończyły walkę z epidemią i wypróbowały przy tym wiele innowacyjnych technologii. Tymczasem USA, ich główny rywal, dopiero wchodzą w najbardziej niebezpieczną fazę pandemii – podkreśla profesor.

Rokowania dla USA są o tyle niedobre, że ich służba zdrowia, uważana za najlepszą na świecie, jest jednak nastawiona na wysoko specjalistyczne leczenie, a nie masowe przypadki. Także wiosenna przerwa na uczelniach, która dla studentów jest okazją do imprez, może przyczynić się do rozprzestrzeniania się epidemii.

- Przypuszczam, że zaniepokojenie w amerykańskich władzach musi być poważne, jeśli powstały pakiet stymulacji fiskalnej opiewa na 2 bln USD – podkreśla prof. Koźmiński.

Tymczasem Europa okazała się wobec zagrożenia głęboko podzielona. To budzi obawy, że brak solidarności krajów UE będzie rozgrywany nie tylko przez USA i Chiny, ale także Rosję, a nawet Turcję. Układ sił w globalnej gospodarce zmieni się na korzyść Chin, a największe straty poniesie właśnie Stary Kontynent — podsumowuje ekonomista.

Ocena tego, jak na nadchodzący kryzys na tle innych krajów przygotowana jest Polska, nie jest, jego zdaniem, jednoznaczna. Na naszą korzyść działa to, że gospodarka wchodzi w tę sytuację stosunkowo mocno rozpędzona i z niskim długiem publicznym. To daje większą przestrzeń do stymulacji fiskalnej i monetarnej niż chociażby Włochom. Jednak z drugiej strony polska klasa polityczna jest niesłychanie silnie podzielona i właściwie wszystko podporządkowane jest rozgrywaniu politycznego konfliktu. W takiej sytuacji trudno o rządy ekspertów.

- Punkt wyjścia mamy dość dobry, jednak pytanie brzmi, czy elitom politycznym starczy odwagi i konsekwencji – zastanawia się prof. Koźmiński.

Największym optymistą jest w odniesieniu do perspektyw rozwoju technologicznego. Pandemia sprawiła, że ogromna liczba ludzi zaczęła aktywnie używać technologii, a to zjawisko widać w całym przekroju gospodarki. Należy więc spodziewać się dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji.

- W czasie epidemii Chińczycy wypróbowali wielu najnowszych technologii z tej dziedziny. Przykładowo potencjalni zarażeni byli wychwytywani na podstawie analizowanych przez sztuczną inteligencję zdjęć i kierowani do diagnostyki, również opartej na sztucznej inteligencji. Chińczycy i Amerykanie są w tej dziedzinie liderami. Daleko w tyle pozostaje Europa, co może przypłacić popadnięciem w zacofanie – ostrzega ekonomista.

Rozwój technologiczny przyczyni się również do przesunięcia ograniczenia dostępności zasobów naturalnych, m.in. dzięki oszczędności w zużyciu energii. Jeśli do tego dodać związane z oczekiwanym kryzysem prawdopodobne ograniczenie konsumpcji, to wizja wyczerpywania się zasobów ziemi może przestać straszyć.

- Jednym ze skutków pandemii będzie to, że ludzie staną się bardziej wrażliwi na sprawy zdrowotne. To sprawi, że społeczeństwu będzie łatwiej zaakceptować ograniczenia związane z ochroną środowiska. Po kryzysie będziemy żyli skromniej, co pozwoli zaoszczędzić surowce – przewiduje prof. Andrzej Koźmiński.

Obecny kryzys może też, jego zdaniem, zapoczątkować rewolucję w teorii ekonomii. W miarę jak wiedza staje się najważniejszym czynnikiem produkcji, spór pomiędzy dwiema głównymi XX-wiecznymi doktrynami ekonomicznymi – keynesizmem i monetaryzmem – staje się coraz bardziej anachroniczny.

- W przeciwieństwie do kapitału i pracy użycie wiedzy w produkcji nie wiąże się z malejącymi przychodami, wręcz przeciwnie – jej produktywność rośnie. Jeśli dziś w wielu dziedzinach gospodarki koszty krańcowe są bliskie zera, to świadczy to o tym, jakiej rewolucji potrzebuje teoria ekonomii – podkreśla założyciel i prezydent Akademii Leona Koźmińskiego.

Drugie zagadnienie, które nowa teoria ekonomii będzie musiała uwzględnić, to zdaniem prof. Koźmińskiego wpływ emocji na decyzje ekonomiczne. Klasyczna ekonomia opierała się na założeniu ludzkiej racjonalności, które z biegiem czasu wydaje się coraz mocniej rozmijać z rzeczywistością.

- Ekonomia będzie zmierzała coraz szybciej w stronę nauki interdyscyplinarnej, a głównym zadaniem stojącym przed jej teoretykami będzie właśnie uwzględnienie specyfiki wiedzy jako czynnika produkcji i roli emocji – przewiduje prof. Andrzej K. Koźmiński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane