Czytasz dzięki

Polskie marki mogą wyjść z mody

opublikowano: 02-04-2020, 13:43

Jeżeli polskie firmy odzieżowe nie dostaną solidnego zastrzyku gotówki, szybko zostaną zastąpione przez zagraniczne marki, które uzyskają hojniejsze wsparcie od swoich władz – mówi Krzysztof Bajołek, właściciel Medicine i Answear.com

Nigdy wcześniej nie przeżywaliśmy czegoś podobnego, nie da się tego porównać z niczym innym w historii – tak obecną sytuację w branży modowej określa Krzysztof Bajołek, twórca marki odzieżowej Medicine i modowej platformy internetowej Answear.com.

Krzysztof Bajołek, twórca marki odzieżowej Medicine i modowej platformy internetowej Answear.com.
Zobacz więcej

Krzysztof Bajołek, twórca marki odzieżowej Medicine i modowej platformy internetowej Answear.com. fot. Forum

- W latach 2009-10 notowaliśmy spadek sprzedaży o 20-30 proc., ale rynek wciąż funkcjonował prawidłowo, pieniądze miały mniejszą wartość, ale jednak przepływały przez rachunek. Dzięki temu mogliśmy regulować zobowiązania i sprzedawać zapasy – mówi biznesmen.

Teraz jest inaczej. Największym problemem są piętrzące się w sklepach i magazynach sterty ubrań, których nie można sprzedawać.

- Nasza branża jest mocno sezonowa. Kolekcję wiosenną trzeba sprzedać do połowy maja, letnią do końca sierpnia. Inaczej ubrania wychodzą z mody i tracą na wartości. Dlatego sytuacja wymaga szczególnych działań zarządów firm oraz zrozumienia ze strony pracowników, współpracowników i poddostawców. Pomoc państwa i instytucji bankowych jest niezbędna, aby większość z nas mogła przetrwać - płacić wynagrodzenia i podatki w przyszłości. Inaczej zastąpią nas firmy zagraniczne, które dostają o wiele większe wsparcie od swoich władz – mówi Krzysztof Bajołek.

Rządową tarczę antykryzysową uważa za absolutnie niewystarczającą.

- Dopłaty do wynagrodzeń na poziomie 40 proc., czyli w praktyce od 1 tys. zł do 2079 zł na osobę, byłyby wystarczające dla firmy, której przychody spadły o 20-30 proc. Jeśli firma straciła 80-90 proc. przychodów albo całość, taka dopłata niewiele daje. W innych krajach dofinansowanie sięga 80 proc. wynagrodzenia – ocenia Krzysztof Bajołek

Zwraca uwagę, że branża odzieżowa to nie tylko salony sprzedaży.

- Firmy w naszej branży oprócz pracowników w sklepach mają na utrzymaniu projektantów, stylistów, merchandiserów, kupców i inne osoby zajmujące się tworzeniem produktów i przygotowywaniem kolekcji. Muszą zapłacić za towar wyprodukowany na ich zlecenie, pokryć koszty transportu, magazynowania, opłacić czynsze za biura itp. Obecnie dla większości firm pozbawionych przychodów to nie do zrealizowania. Dlatego tak istotne jest wsparcie ze strony państwa - inaczej wszyscy będziemy w tarapatach – tłumaczy biznesmen.

Tarcza do poprawki

Zdaniem Krzysztofa Bajołka państwo w pierwszej kolejności powinno wesprzeć płynność finansową przedsiębiorstw.

- Firmy w naszej branży żyją z bieżących przepływów, które teraz ustały. Gwarancje udzielane bankom komercyjnym przez BGK do wysokości 80 proc. kredytu wydają się właściwym rozwiązaniem. Pytanie, jak zadziałają w praktyce. Czy banki będą chciały udzielać takich kredytów i jak szybko będą w stanie dostarczyć pieniądze? Dodatkowo potrzebne są regulacje w zakresie ochrony firm przed wierzycielami. W przeciwnym razie wierzyciele mający dobre zabezpieczenia lub monopolistyczną pozycję na rynku wykorzystają sytuację do wydrenowania ostatnich zasobów gotówki z firm. Wnioski o upadłość będą musiały składać nawet zarządy firm, które mają bardzo silne marki i jeszcze kilka miesięcy temu osiągały świetne wyniki – przewiduje biznesmen.

Postuluje też, aby zwolnienie z ZUS objęło również duże firmy.

- Jeśli chcemy, żeby firmy nie zwalniały pracowników, wypłacały im wynagrodzenia nawet w czasie postoju, to nie można ich obciążać składką ZUS. Pojawiające się pomysły zwolnienia z podatków dochodowych CIT i PIT nie są, moim zdaniem, trafione. Jeśli ktoś mimo wszystko osiąga dochody, to powinien dzielić się nimi z budżetem, który teraz tego potrzebuje. Ważne tylko, żeby dochód nie był papierowy. Wystawionym fakturom muszą towarzyszyć przepływy pieniężne. Niezapłaconych może być dużo w najbliższym czasie – mówi Krzysztof Bajołek.

Wprowadzenie długoterminowej obniżki VAT ocenia pozytywnie. Uważa jednak, że jest wprowadzane w złym momencie.

- Poprawi to konkurencyjność cenową polskich firm, co powinno napędzać rynek wewnętrzny, turystykę i handel przygraniczny, ale teraz budżet potrzebuje przed wszystkim wysokich wpływów – podkreśla właściciel Medicine.

Co dalej?

Za krok w dobrym kierunku uważa zmianę w zapisach tarczy dotyczących galerii handlowych. Chodzi o zastąpienie obniżki czynszów zawieszeniem umów najmu na czas epidemii.

- Pytanie, co będzie po otwarciu sklepów. Wiemy już, że przychody znacząco spadną. Szacujemy, że w naszych sklepach w pierwszym miesiącu po otwarciu spadek wyniesie 50 proc., w drugim 30 proc., a potem przez sześć miesięcy po 20 proc. Jak pokrywać wszystkie koszty przy takim poziomie przychodów? W dodatku czynsze zazwyczaj są ustalane w euro, które drożeje. Potrzebujemy obniżki stawek przynajmniej na 6-12 miesięcy po zakończeniu izolacji. Inaczej najemcy nie będą w stanie utrzymać sklepów. Jeszcze więcej handlu przeniesie się do internetu, stracą branże towarzyszące, a wartość galerii handlowych się obniży – mówi Krzysztof Bajołek.

Jest zdania, że e-commerce ma szanse zyskać na kryzysie, ale tylko wtedy, gdy izolacja będzie się przedłużać. Ubrania i buty nie są produktami, których obecnie ludzie najbardziej potrzebują.

- Odzież i obuwie straciły w sprzedaży online około 40 proc. w stosunku do okresu sprzed wybuchu pandemii. Z biegiem czasu statystyka powinna się poprawiać, ale mimo wszystko „fashion” to branża która najlepiej funkcjonuje w czasach prosperity, kiedy konsumenci mają pełne portfele i nie boją się utraty pracy – puentuje Krzysztof Bajołek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dominika Masajło

Polecane