Ten ma władzę, kto ma kurek

Kazimierz Krupa
opublikowano: 2005-12-06 00:00

Podpisana 8 września w Berlinie, przez przedstawicieli rosyjskiego Gazpromu oraz niemieckich firm E.ON-Ruhrgas i BASF, w obecności kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera i prezydenta Rosji Władimira Putina, umowa o budowie gazociągu północnego przez Bałtyk wywołała wiele szumu. Szczególnie w Polsce, ale również w Niemczech, gdzie ustępujący kanclerz Schroeder usiłował na niej dowieźć do wyborczego zwycięstwa swoje ugrupowanie, a siebie do fotela kanclerza. Z umiarkowanym, jak wiadomo, sukcesem.

Szum po obu stronach Odry był jednak zupełnie inny. Ustępujący, i mający apetyt na kolejną kadencję, kanclerz przekonywał o swojej trosce o każdego gotującego na gazie obiadki obywatela Niemiec, w Polsce zaś mówiło się o narusze- niu naszych narodowych interesów. I jedna, i druga argumentacja nie miała nic wspólnego z ekonomią, za to wszystko z polityką. Tylko Rosjanie zachowywali się racjonalnie, ale u nich ekono- mia i polityka, przynajmniej na razie, są ze sobą mocno powiązane węzłem prawdziwie gordyjskim.

Zmienił się kanclerz w Niemczech, u nas też zakończyła się kampania wyborcza, do głosu zaczęła dochodzić ekonomia i zdrowy rozsądek. Specjaliści z firm niemieckich, już bez politycznych nacisków, uświadomili sobie koszt tej inwestycji i fakt, że początkowy kurek na zawsze pozostanie jednak w rękach Rosjan — i to oni, w dowolnym momencie, będą go mogli jednak zakręcić. I że to może i dobry interes, ale tylko dla Rosjan. Wtedy zaczęli zachowywać się nerwowo. Stąd już niedaleko do nieco egzotycznego pomysłu, ale znowu politycznie poprawnego, by do projektu dołączyła Polska. Tyle tylko, że my znamy kilka bardziej sensownych sposobów na rozwiązanie dostaw gazu, zarówno do Polski, jak i Europy Zachodniej. Choćby, na początek, Jamał II.